8 kwietnia 2018

Praca w call center - zabijanie duszy

Pracowałem kiedyś w call center. Wytrzymałem tam tylko (a raczej aż) 5 miesięcy i wcale nie byłem odosobnionym przypadkiem. Rotacja w tego rodzaju firmach jest ogromna. Świadczy o tym fakt, że w ciągu tych 5 miesięcy z łącznej liczby 30 pracowników odeszło aż 11, a na ich miejsce przyszło 11 nowych konsultantów. Rotacja w stosunku do ogółu pracowników wyniosła więc aż 37%! W administracji samorządowej albo nawet w sklepach spożywczych taka sytuacja jest nie do pojęcia.

Co jest przyczyną tak ogromnej rotacji pracowników?

Po pierwsze, praca na umowie-zleceniu i brak dodatkowych świadczeń socjalnych. W tej firmie nie ma prywatnego pakietu medycznego ani karty sportowej dla pracowników. Nie wspomnę już o takich luksusach jak trzynastka czy wczasy pod gruszą, które są standardem w wielu firmach i instytucjach. 

Po drugie, warunki pracy. Przebywanie przez 8 godzin dziennie w drewnianym boksie, przed ekranem monitora i ze słuchawkami na uszach nie wpływa zbyt korzystnie na zdrowie psychiczne i somatyczne. A jeśli dodamy do tego dziesiątki rozmów dziennie, często z niekulturalnymi albo wręcz chamskimi klientami i kierownika siedzącego za plecami, który nigdy nie jest zadowolony z ilości umów sprzedanych klientom przez konsultantów, to sytuacja staje się naprawdę tragiczna.

Po trzecie, wynagrodzenie. Bo jeśli pracuje się 160 godzin miesięcznie, sprzedaje się sporo umów, traci się sporo nerwów, a na koncie pojawia się kwota, która łącznie z premiami wynosi 2.000 zł, to można się naprawdę załamać. Albo zmienić pracę.

2 marca 2018

5 lat blogu! Nie wierzę..

Tak, to już aż 5 lat. Pół dekady. Aż nie chce mi się wierzyć, że tak długo piszę ten blog. W głowie mam tysiące refleksji o tym moim "dziecku". Spróbuję trochę je usystematyzować.

Pierwsza myśl to smutek. Smutne, że czas tak szybko leci. Wręcz zapierdala. Smutne, że już go nie cofniemy, nie wykorzystamy go lepiej, nie naprawimy błędów, nie nauczymy się nowych rzeczy.

Kolejna myśl to radość. Radość, bo dzięki temu blogowi poznałem wielu naprawdę niesamowitych ludzi. Każdy ma inny charakter, inne talenty, od każdego można nauczyć się czegoś pozytywnego.

Te 5 lat obecności w blogosferze nauczyło mnie też tolerancji. Tak, to jest paradoksalne, bo przecież internet pełen jest jadu i bezinteresownej nienawiści wylewanych nie tylko przez hejterów. Blogi też nie są wolne od tych zjawisk. Ale gdy zaczynałem pisać ten blog, byłem o wiele bardziej radykalny niż obecnie. Wtedy myślałem o ludziach w czarno-białych kolorach, w systemie zero-jedynkowym. Dzisiaj wiem, że wiele spraw jest nieoczywistych, wiele zjawisk ma drugie dno, a ludzi nie można zaszufladkować.

Dziękuję.

12 stycznia 2018

Jakie macie pasje?

Moją największą pasją jest czytanie książek. Ta pasja trwa już kilkanaście lat i myślę, że nigdy się nie skończy. W końcu nawet osiedlowe i dzielnicowe biblioteki oferuję setki ciekawych i nowych książek. Dzięki temu mogę czytać kilkadziesiąt pozycji rocznie.
 
Kolejną pasją jest aktywność fizyczna. Lubię spacerować, lubię jeździć na rowerze, lubię ćwiczyć w klubie fitness. Miałem też kilkumiesięczny epizod, gdy chodziłem regularnie na basen, ale pływanie jest dla mnie zbyt monotonne. Miałem kilkumiesięczny epizod biegania, ale doznałem kontuzji i musiałem z bólem zrezygnować.
 
Moją niespełnioną pasją jest podróżowanie. Marzę o podróżach zarówno bliskich, jak i dalekich. Z różnych powodów ta pasja jest tylko w sferze marzeń i planów na przyszłość. Mam nadzieję, że najbliższą przyszłość.
 
A jakie są Wasze pasje?