20 grudnia 2017

Praca w korpo, czyli współczesne niewolnictwo

Pracowałem kiedyś w korporacji. Na początku wydawało mi się, że jest to praca marzeń. Ściśle określony czas pracy, od poniedziałku do piątku, od 8.00 do 16.00, wszystkie weekendy wolne. Pensja co prawda tylko 1.500 zł na miesiąc, ale szefowie zapewniali, że premie za dobre wyniki wynoszą nawet 3.000 zł na rękę miesięcznie. Nie ukrywam, że byłem tym mocno podjarany.

Już po kilku dniach pracy przeżyłem brutalne zderzenie z rzeczywistością. Podczas rozmów z innymi pracownikami dowiedziałem się, że wysokie premie rzeczywiście są osiągalne, ale tylko w teorii. Bo można obsługiwać klientów na bardzo wysokim poziomie, ale nie wyrobić miesięcznej normy sprzedaży i już jest po premii. Albo odwrotnie - można robić świetne wyniki sprzedażowe za kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie, ale dostać minusy za złą jakość rozmów telefonicznych i też nie dostaniemy premii. Najgorsze jest to, że możemy stracić premię za zbyt małą ilość rozmów telefonicznych i wysłanych mejlów w danym miesiącu. Czyli tak naprawdę premię można stracić za wszystko.

Gdy dowiedziałem się jak wygląda system premiowy w tej firmie, moja motywacja spadła prawie do zera. Ale okazało się, że może być jeszcze gorzej. Dla mnie najgorsze było korporacyjne słowo "asap" (as soon as possible). Chociaż ani razu nie było ono użyte wprost, to atmosfera w budynku była nim przepełniona. To niewypowiadane słowo było gorsze od dymu tytoniowego, który wypełniał komunistyczne fabryki i urzędy. Od tego niewypowiadanego słowa robiło mi się niedobrze.
Bo jak wytłumaczyć to, że szef wysyła "bardzo ważne mejle" z "bardzo ważnymi zadaniami" do wykonania. I tak kilka razy dziennie. Oczywiście zadania trzeba wykonywać bez zbędnej zwłoki i meldować szefowi o ich efektach. Oczywiście wykonując te jakże ważne zadania, nie można zaniedbywać swoich podstawowych obowiązków. Bo jeśli wykonamy zbyt małą ilość telefonów albo wyślemy za mało mejlów, to pod koniec dnia pracy szef poinformuje nas o tym w mejlu. Napisze, że powinniśmy się wstydzić takich wyników.
Towarzysz Stalin mawiał, że kontrola jest najwyższą formą zaufania. Widocznie to zdanie jest mottem wielu dyrektorów i kierowników w korporacjach.

24 komentarze:

  1. Los mnie oszczędził,blasków i cieni korporacji nie dane mi było poznać

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja na szczęście pracowałem tylko w jednej korporacji i przez krótki czas. Gorzej mają ci, którzy pracują kilka albo kilkanaście lat..

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpowiedzi
    1. Ta praca w korpo chyba skutecznie wyleczyła mnie z tego rodzaju firm..

      Usuń
  4. Czyli dobrze, że nie miałam "przyjemności" z korporacją.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każde doświadczenie jest cenne, ale czasami lepiej uczyć się na błędach innych ;)

      Usuń
  5. nie załapałem się nigdy do korpo, bo swojego czasu pisałem w CV/LM: "umiem sobie radzić w nietypowych sytuacjach", co tak naprawdę /dla nich/ oznaczało "będę fikał"... a takich tam nie potrzebują...
    p.jzns :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W korpo potrzebują kreatywnych pracowników, ale ta kreatywność jest im potrzebna tylko po to, by zarabiać więcej kasy dla firmy.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  6. Ja miałem "szczęście", bo załapałem się aż na trzy korporacje (bankowa, i dwie sprzedażowe). Szczęście polegało na tym, że jako informatyk podlegałem wielu różnym instytucjom, a więc w macierzystej "korpo" byłem kimś w rodzaju obserwatora.
    Ale były też minusy, bo czas miałem nienormowany i często pracowało się "non stop" przez kilka dni, aż do uzyskania określonego celu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bycie obserwatorem to fajna sprawa :)
      Ale praca non stop przez kilka dni nie brzmi zbyt zachęcająco..

      Usuń
  7. Nie maiłem okazji pracować w żadnym karpo, ale z opisu to jest dość podobne do pracy w czasach komuny. Pracowałem 30 lat w jednym zakładzie i kilka razy wydawało mi się już, że nie wytrzymam.
    Wytrzymałem świadomy, że wszędzie jest tak samo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja myślałem, że za komuny było "czy się stoi, czy się leży, dwa tysiące się należy" ;)
      Z tego co napisałeś, to oprócz upierdliwych i stresujących mejlów, inwigilacja była taka sama..

      Usuń
  8. Ja nie pracowałam w korporacji i z tego co czytam tutaj, utwierdzam się tylko w przekonaniu, że to nie dla mnie. Ale pracowałam wiele lat w branży gastronomicznej, która to firma miała wiele punktów w samej Warszawie. Nie odbiega to aż tak daleko od tego co piszesz o korporacji. My też mieliśmy arkusze tego co mamy zrobić. Podsyłali nam tajemniczych klientów, którzy nas oceniali na każdej skali, od czystości podłogi na sali, przez obsługę przy kasie czy kelnerską, to czy się uśmiechnąłeś i czy wypełniłeś całą paletę zapytań, pytań, odpowiedzi... Nie było tam miejsca na spontaniczność, indywidualne podejście do klienta. Taka masówka, która zabierała coraz więcej premii a dawała nagany i coraz większą kontrolę z góry... Jak to mówią: "Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego, co napisałaś, w Twojej pracy było tak samo źle jak w mojej.
      Najwięcej zależy od szefów. Nieważne, czy jest to korporacja, czy sieć restauracji czy instytucja samorządowa. Większość szefów (mężczyzn i kobiet), z którymi miałem "przyjemność" pracować, była niestety chorobliwie podejrzliwa i absurdalnie wymagająca. Szkoda, że tak trudno natrafić na kierownika/dyrektora, który jest wymagający, ale jednocześnie ludzki i kulturalny..

      P.S. Jak mogę znaleźć Twój blog? Bo nie zdążyłem wysłać mejla. Próbowałem dodać Twój blog do obserwowanych, ale z jakiegoś powodu nie dało się tego zrobić.

      Usuń
    2. Chwilowo go całkowicie zablokowałam, więc nie znajdziesz. Mam taki blogowy przestój:) ale jak stworzę coś nowego czy wznowię tamten to oczywiście dam znać. Na razie będę zaglądać do Was i Wam towarzyszyć:)

      Usuń
    3. Czasami potrzebne jest trochę przerwy od pisania. Ok, to daj znać jak już wrócisz do blogu :)
      Życzę Ci radosnych, rodzinnych, spokojnych świąt Bożego Narodzenia :)

      Usuń
  9. Nigdy nie pracowałam w korpo, nawet na etacie, od razu własna działalność i dobrze mi z tym, choć czasami brakuje mi perspektywy pracy od do...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Własna działalność na pewno jest trudna, ale przynajmniej jesteś sterem, żeglarzem i okrętem ;)

      Usuń
  10. nie pracowałam nigdy w korpo i jestem prawie pewna, ze to nie dla mnie.
    słyszałam jednak także, ze niektórym pasuje taka praca. wszystko chyba zależy od człowieka.
    ps. góry zimą, to inny świat :) polecam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że praca w korpo może pasować pracoholikom. Jeśli ktoś nie ma rodziny, nie ma pasji, którym się poświęca, to może realizować się w korporacji i zarabiać dużą kasę.

      W takim razie muszę kiedyś wybrać się w góry w zimie :)

      Usuń
  11. Nie odnalazłabym się w takiej atmosferze, źle znoszę taką presję, aczkolwiek może to też od miejsca zależy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też źle znoszę taką presję. Raczej mnie ona dołuje, a nie motywuje.
      Pewnie w różnych firmach jest różnie, ale korporacje raczej są nastawione na zysk, a nie na dobro pracowników.

      Usuń
  12. Korpo bywają bardzo różne. Najczęściej jednak dają dobre pieniądze i tym wabią ludzi. Ja przez 15 lat pracowałem dla Korpo, ale miałem dobrze, bo szefowie byli w innym mieście i się mną nie interesowali. Dopiero, jak ściągnęli mnie do Warszawy, to okazało się jakie tam panują okropne warunki pracy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, gdy szefowie są daleko wtedy zupełnie inaczej się pracuje.
      A praca w tym samym budynku z szefami pracoholikami to tragedia.

      Usuń