10 października 2017

Lubię harmonię i minimalizm

Chciałbym jeździć nowoczesnym terenowym samochodem za kilkaset tysięcy. Chciałbym mieszkać w 100-metrowym apartamencie z widokiem na morze w nowoczesnym budynku.
A nie skończyłem studiów prawniczych ani medycznych. Nie pracuję też po kilkanaście godzin na dobę. 

Chciałbym mieć miliony wyświetleń na blogu, tysiące obserwatorów i setki komentarzy. 
A rzadko dodaję posty, rzadko komentuję inne blogi, nie dodaję zdjęć, a jeśli dodaję, to są one mocno przeciętne.

Skąd tak ogromna rozbieżność pomiędzy marzeniami a rzeczywistością? Otóż uwielbiam leżeć na łóżku i czytać książki. Nie wymaga to zbyt dużego wysiłku (poza intelektualnym), a pozwala przenieść się w świat podróży i zdobywania świata bez wychodzenia z domu. 

Przyznaję, że jestem zbyt leniwy i może zbyt mało ambitny. Ale jest też inny powód mojego minimalizmu. Po prostu lubię harmonię. Bardzo lubię harmonię i porządek. Może dlatego nigdy nie ciągnęło mnie do narkotyków, nawet do trawki. Może dlatego nigdy nie paliłem papierosów (poza kilkoma, gdy byłem nastolatkiem). Może dlatego nigdy nie byłem w kasynie. Nie uprawiałem też seksu z facetem ani w trójkącie.
Mój minimalizm pozwala mi też dobrze gospodarować czasem. Dlatego albo angażuję się w coś na sto procent, albo z tego rezygnuję. Dlatego zrezygnowałem z treningów sztuk walki albo z działalności w organizacji pozarządowej, mimo że w obu przypadkach byłem jednym z najbardziej zaangażowanych uczestników. Myślę, że nie można angażować się w tysiącach miejsc i robić to dobrze. Jesteśmy tylko ludźmi, a doba ma tylko 24 godziny. Czasami lepiej wybrać jakość i harmonię, a nie ilość i chaos.

12 komentarzy:

  1. Twój komentarz po prostu wpisuje się w konwencję tego postu ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja za to lubię próbować wielu różnych rzeczy, działać na różnorakich polach i udzielać się tam, gdzie się da, o ile mnie to interesuje i sprawia przyjemność. Lubię właśnie, gdy dużo się wokół mnie dzieje, gdy biegam z miejsca w miejsce i realizuję się w ten sposób. Oczywiście był czas, że musiałam zrezygnować z części takich przyjemności i hobby, i chociaż nie było to łatwe, musiałam wybierać. I poniekąd niektórych z tych rzeczy mi brakowało, co nie znaczy, że nie potrafiłam stworzyć nowej harmonii bez nich. To oczywiście kwestia spojrzenia, dla mnie właśnie harmonia to ten ruch, bieg i często nie do końca konkretne zorganizowanie siebie i swojego czasu, co może i bywa męczące, ale co jednak zwyczajnie mi pasuje :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja zrezygnowałem z niektórych działań, które wymagają regularnego uczestnictwa (jeśli chce się coś osiągnąć). Sztuki walki wymagają regularnego uczestnictwa, ale na przykład klub fitness, basen czy jazdę na rowerze możemy dopasować do swojego rytmu dnia, samopoczucia itd.
    Trochę żałuję, że zrezygnowałem definitywnie z różnych działań, ale z drugiej strony zastąpiłem je innymi i na tę chwilę lepszymi dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, to też kwestia racjonalnego wyboru i dopasowania różnych aktywności, jak napisałeś ;)

      Usuń
  4. Wydaje mi się, że najważniejsze to żyć w zgodzie z samym sobą. Jeżeli żyjesz tak jak lubisz i nie robisz rzeczy "bo tak wypada", "bo się powinno", to jest to najlepszy sposób na życie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sporo rzeczy robimy, bo tak wypada albo bo tak się powinno robić.
      Najważniejsze, by było ich jak najmniej i by starać się żyć w zgodzie z samym sobą - tak jak napisałeś.

      Usuń
  5. Wydaje mi się, że trochę nieprawidłowo rozumujesz definicję harmonii. To, że nie robiłeś w życiu tych rzeczy, o których wspomniałeś we wpisie i nie pociągają Cię one nie świadczy o tym, że lubisz harmonię, a bardziej o tym, że nie lubisz eksperymentować, próbować nowych rzeczy. Może nawet świadczy o tym, że nie lubisz wychylać się poza swoją strefę komfortu, lubisz to, co znasz. Mógłbyś inaczej, mógłbyś więcej, ale wystarczy Ci to, co już masz i masz takie podejście, że właściwie po co brać więcej od życia, skoro jest już prawidłowo. I błędnie tłumaczysz to harmonią i minimalizmem.

    Życie na pełnej petardzie nie oznacza chaosu, nieładu. A Ty po prostu napisałeś, że lubisz stagnację, rutynę. Albo łagodniej: spokój. To wszystko.

    I nie odbierz proszę mojego komentarza negatywnie. Uważam po prostu, że zagadnienie, które poruszyłeś nijak ma się do treści postu, zwłaszcza do niektórych stwierdzeń.

    OdpowiedzUsuń
  6. Trochę się z Tobą zgodzę. Pewnie za bardzo boję się wychodzić poza strefę komfortu, może jestem też zbyt leniwy.
    Ale z drugiej strony nie można robić tysięcy rzeczy i robić je dobrze. Nie można być dobrym ojcem i mężem, jednocześnie świetnym pracownikiem, poza tym uprawiać różne sporty, działać w NGO i poświęcać się innym pasjom. Po prostu doba jest zbyt krótka, a zdrowie jest tylko jedno.
    Ja uważam, że lepiej angażować się kilka dziedzin i robić to dobrze niż w kilkanaście i robić to bardzo przeciętnie. Ale oczywiście nie twierdzę, że tylko ja mam rację, bo każdy dostosowuje aktywność do swojego charakteru, osobowości, zainteresowań itd.

    OdpowiedzUsuń