3 września 2017

Wyjście ze strefy komfortu

Często ludzie wychodzą ze strefy komfortu dopiero wtedy gdy ich życie zaczyna się sypać albo nawet wisieć na włosku.
Niektórzy narkomani zaczynają się leczyć dopiero po przymusowym pobycie w szpitalu psychiatrycznym, a alkoholicy po utracie prawa jazdy za kierowanie po wypiciu pół litra wódki. Inni zaczynają się odchudzać dopiero po przekroczeniu magicznej liczby 100 kg na wadze.
Strasznie trudno jest zmusić się do chodzenia po schodach na 7 piętro albo biegania, gdy nie mamy nadwagi, a pogoda jest, jak to w Polsce, mocno zmienna.
Strasznie trudno jest zdecydować się na zmianę pracy, gdy mamy umowę na stałe, pracujemy od 10 lat w tej samej firmie, nie zarabiamy dużo, ale nie jest to też najniższa krajowa. Mimo że praca jest monotonna, nierozwijająca, stresująca, to często tkwimy w niej przez długie lata.

Często budzimy się z ręką w nocniku, bo okazuje się, że mamy raka płuc z powodu palenia albo marskość wątroby spowodowaną przez alkohol. Często żałujemy, że nie zdążyliśmy z kimś porozmawiać, kogoś o coś zapytać, z kimś się pogodzić, bo ten ktoś już umarł albo wyjechał na inny kontynent.
Czasami okazuje się, że musimy zrobić kanałowo 8 zębów, za które zapłacimy równowartość kilkuletniego samochodu. Tylko dlatego że baliśmy się chodzić do dentysty i nie robiliśmy tego od lat.

11 komentarzy:

  1. Tylko ten kogo dopada jedna z wymienionych rzeczy jest w stanie powiedzieć dlaczego tak strasznie trudno jest się zmusić do...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację. Na szczęście można uczyć się na porażkach innych i nie popełniać tych samych błędów..

      Usuń
    2. Człowiek ma taką naturę,że może i nie popełni błędów innych ludzi
      ale na pewno popełni swoje własne.
      Nie uciekniemy od błędów.

      Usuń
    3. Tu też się z Tobą zgodzę. Często uczymy się dopiero na swoich błędach. Ważne, by było ich jak najmniej.

      Usuń
  2. Bo nie lubimy zmian. Jesteśmy tak dziwnie zaprogramowani, że lubimy to, co "nasze". Siedzimy po uszy w bezpiecznej dziurze...Żeby przez przypadek nie narazić się na rozczarowanie wynikające z tego powodu, że się nie uda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą, że nie lubimy zmian, a nawet się ich boimy.
      Ja bym do tego dodał, że boimy się też cierpienia. Bo pierwsze tygodnie po odstawieniu papierosów albo alkoholu to ogromne cierpienie. Tak samo jak pierwsze tygodnie stosowania diety.

      Usuń
    2. Na pewno coś w tym jest, nie lubimy wyrzeczeń...bo to wiąże się z bólem odstawienia :)

      Usuń
  3. Wyjście ze strefy komfortu jak sama nazwa wskazuje oznacza wyście z czegoś wygodnego. My lubimy wygodę. Wychodzenie poza nią wiąże się zazwyczaj z nieprzyjemnymi odczuciami, zmusza nas do pokonywania swoich lęków, słabości, blokad. To trudne. I masz rację. Ja też zaczęłam wychodzić ze swojej strefy komfortu dopiero wtedy, kiedy doszłam do granicy, do ściany. Kiedy było już naprawdę beznadziejnie. Ale wiesz, może tak ma właśnie być? Może właśnie po to są te sytuacje - żeby nas zmusić do przełamania tej granicy, żebyśmy mogli wyciągnąć z tego wnioski na przyszłość, nauczyć się czegoś, dostrzec coś, czego wcześniej nie zauważaliśmy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepiej jest, gdy uczymy się na błędach innych. Ja miałem wśród krewnych przypadek śmierci na raka płuc z powodu palenia papierosów. Miałem też kilka przypadków alkoholizmu. Być może dlatego nie palę w ogóle, a piję tylko okazjonalnie i w przeciętnych ilościach.
      Ale oczywiście sam też popełniam tysiące błędów. Codziennie. I też nie chce mi się wychodzić ze strefy komfortu. Trochę z lenistwa, trochę ze strachu, trochę z braku czasu. Na szczęście czasami się zmuszam do takiego wyjścia i później myślę sobie:dlaczego nie zrobiłem tego wcześniej?

      Usuń
  4. Chciałem wprowadzić tylko jedno sprostowanie - strefa komfortu, nie oznacza komfortu, tylko coś znanego, nawet bolesnego, ale znanego. Fatalna praca, czy okropna sytuacja rodzinna są też strefą komfortu.
    Podałeś dość skrajne przykłady (alkoholizm, rak), ale często najlepszym sposobem na wyjście ze strefy komfortu są małe kroki - jeżeli ktoś ma nadwagę, to nie powinien rzucać się na bieganie, ale np. zrobić 5 przysiadów przed każdym posiłkiem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację. Tak naprawdę boimy się zmian. Najgorsze jest to, że czasami boimy się nawet zmian na lepsze..
      Ja też jestem zwolennikiem małych kroków. Jeśli chodzi o bieganie, to trzeba zacząć od marszobiegu i stopniowo wydłużać dystans. Podobnie jest ze wszystkimi ćwiczeniami.
      Ale czasami najlepsze są radykalne kroki. Czyli całkowita abstynencja od picia alkoholu czy palenia papierosów.

      Usuń