30 kwietnia 2017

Dlaczego większość zawodów jest stricte męskich albo stricte kobiecych?

Pracuję w branży, która jest silnie sfeminizowana. A nawet bardzo silnie sfeminizowana, bo być może aż około 90% pracowników stanowią kobiety. Jest to dla mnie bardzo przykre, bo spędzanie codziennie 8 godzin wśród wśród plotek, intryg i dzielenia włosa na czworo nie jest zbyt przyjemne. Co nie znaczy, że miejsca pracy zdominowane przez mężczyzn są zdrowsze. Bo męskie zawody oznaczają niecenzuralne słowa prawie w każdym zdaniu, a czasami też olewanie wielu obowiązków zawodowych.

Niestety większość zawodów w Polsce jest stricte męskich albo stricte kobiecych. Weźmy za przykład sprzedawców, których w Polsce jest aż kilka milionów. Zdecydowaną większość stanowią kobiety, nieważne, czy dotyczy to sklepów odzieżowych, obuwniczych czy spożywczych.
Przykładem z drugiego bieguna są służby mundurowe. W naszym kraju ich funkcjonariuszy jest aż kilkaset tysięcy. Nieważne, czy chodzi o wojsko, policję czy straż graniczną. W każdej służbie zdecydowaną większość stanowią faceci.

Moim zdanie byłoby idealnie, gdyby zarówno ilość kobiet jak i mężczyzn w danej firmie czy urzędzie nie przekraczała 70%. Niestety bardzo rzadko się to zdarza..

17 kwietnia 2017

Spalone wiersze, skasowane posty, niewydane książki

Mimo że dzisiaj drugi dzień radosnych świąt i do tego wiosna, to naszedł mnie jakiś melancholijny nastrój. Może to przez pochmurną i deszczową pogodę za oknem, może dlatego że jutro muszę iść do pracy, a może taką już mam filozoficzną naturę.

Ostatnio nie mam weny do pisania wierszy. Nawet nie ostatnio, a od wielu miesięcy. Paradoksalnie myślę sobie, że to dobrze. Bo najwięcej wierszy pisałem, gdy byłem bardzo samotny. Płakałem i pisałem. Czasami nawet kilka wierszy dziennie. W ciągu jednego czarnego roku napisałem ich ponad sto.
Kiedy moje życie zmieniło się na lepsze, kiedy byłem spokojniejszy i może nawet szczęśliwy, wena zniknęła. Jakby ktoś ją uciął toporem. Od kilku lat piszę średnio kilka wierszy w roku.
Zupełnie inną kwestią jest warsztat pisarski. Jestem świadomy, że wiele moich wierszy było słabych albo nawet kiczowatych. Dlatego kiedyś z bólem serca i po męczącej selekcji spaliłem aż 70% moich wierszy. Nie zostawiłem żadnych kopii.

Zupełnie inaczej wygląda sprawa z postami na blogu. Z większości z nich jestem zadowolony. Gdybym musiał któreś usunąć, to byłoby ich kilka, a napisałem 186. Ale nie będę żadnego usuwał, bo są pod nimi komentarze. Wasze komentarze.
Jeśli chodzi o warsztat, to tematy postów i ich ogólny zarys wymyślam w najróżniejszych miejscach. Ale chyba najczęściej lubię je wymyślać, gdy idę. Nieważne, czy jest to leniwy spacer po lesie czy szybki marsz na zakupy przy ruchliwej ulicy.
Moje wpisy celowo są krótkie. Lubię rzucić jakiś temat i dać Wam możliwość własnej interpretacji oraz pole do dyskusji.

A co do książki, to który z blogerów nie marzy, by ją wydać. Ale marzenia a rzeczywistość to czasami dwie zupełnie inne sprawy.

9 kwietnia 2017

Internetowy terror posiadania dzieci

Nie, nie chodzi mi o partię rządzącą i jej program 500 plus mający zachęcać Polki i Polaków do tworzenia większej ilości dzieci. Nie chodzi mi nawet o konserwatywne ciotki i babcie wypytujące podczas każdych świąt i spotkań rodzinnych o to, kiedy w końcu weźmiecie ślub i będziecie mieli dzieci.

Mam na myśli głównie terror internetowy. Niektórym użytkownikom, a przede wszystkim użytkowniczkom po prostu odjebało. Po urodzeniu dzieci nagle jakby przestały istnieć. Zniknęło ich wykształcenie, ich praca zawodowa, ich pasje, ich znajomi. Liczą się tylko dzieci. Ich twarze na zdjęciach profilowych zastąpiły zdjęcia dzieci. Ich profile są ciągle zasypywane zdjęciami dzieci. Aż chce się wymiotować.

Rozumiem, że posiadanie dziecka to wielkie szczęście. Ogromne szczęście. Wiem to z własnego doświadczenia, bo kilka miesięcy temu po raz pierwszy zostałem ojcem. Oczywiście bycie ojcem a matką to dwa zupełnie inne stany świadomości. Ale myślę też o kobietach, które poroniły raz albo nawet kilka razy. Myślę też o parach, które starają się o poczęcie dziecka od kilkunastu miesięcy albo nawet kilku lat.