5 lutego 2017

Dlaczego czytanie książek jest niebezpieczne


Jeszcze na początku liceum nie czytałem prawie w ogóle książek. Nawet lektur szkolnych. Wolałem czytać streszczenia. Dopiero w połowie szkoły średniej wszystko się zmieniło. Zmusiłem się, by przeczytać lekturę. Byli to "Ludzie bezdomni" Stefana Żeromskiego. Ta książka tak mi się spodobała, że zacząłem czytać inne lektury szkolne. 
Co nie znaczy, że wszystkie przypadły mi do gustu. Do dzisiaj nie przepadam za utworami naszego noblisty Henryka Sienkiewicza albo naszego narodowego wieszcza Adama Mickiewicza, chociaż bardzo lubię poezję. 
Oprócz "Ludzi bezdomnych" było też kilka innych lektur szkolnych, które zachęciły mnie do regularnego czytania. Na przykład "Zbrodnia i kara" Fiodora Dostojewskiego albo wiersze Tadeusza Różewicza. Dzięki temu moja przygoda z książkami trwa do dziś, a rocznie czytam ich kilkadziesiąt.

Odkąd zacząłem dużo czytać, czułem się z tego dumny, a może nawet lepszy od wielu rówieśników, którzy śmiali się z ludzi czytających książki, bo sami marnowali czas na granie w gry komputerowe albo picie piwa w lokalach. 
Przez wiele lat uważałem, że czytanie książek przynosi człowiekowi same korzyści i nie powoduje żadnych skutków ubocznych. Dopiero w ostatnim czasie uświadomiłem sobie, że czytanie może być niebezpieczne. Bo spędzanie kilku godzin dziennie na czytaniu książek może zniszczyć relacje z bliskimi, sprawić, że ciało obrośnie tłuszczem, a mieszkanie pokryje się grubą warstwą kurzu.

22 komentarze:

  1. Podzielam Twój pogląd. Czytanie wciąga do tego stopnia, że zapomina się o całym świecie:)
    W czasie studiów dałam sobie szlaban na książki nie związane z nauką. Poza wakacjami, jasna rzecz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze do niedawna myślałem, że czytanie książek to samo dobro i same korzyści :)
      Ostatnio myślę sobie, że czytanie to też legalny narkotyk i ucieczka od rzeczywistości..

      Usuń
  2. Mimo wszystko myślę, że od książek nie idzie się tak uzależnić jak od gierek czy substancji psychoaktywnych. Jeżeli nie czytamy totalnego gniota, to wkładamy w to pewien wysiłek intelektualny (chociażby związany w wyobrażaniem sobie tego co czytamy), a więc odpada mechanizm taniej, instantowej gratyfikacji, który jest podłożem wszelkich uzależnień.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno dużo mocniej i szybciej uzależnia alkohol albo dopalacze niż czytanie książek.
      Masz rację, że czytanie wymaga wysiłku intelektualnego. Podczas picia nie trzeba zbyt dużo myśleć ;)

      Usuń
  3. Od dawna wiadomo, że czytanie uzależnia i to jak!
    Mój syn polubił czytanie dzięki książkom o H.Potterze, które najpierw czytaliśmy razem na głos, a później połknął bakcyla i czytał sam.
    Ale to takie przyjemne i pożyteczne uzależnienie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie, że dzięki Tobie syn zaczął czytać. Ja też będę starał się zarażać swoje dzieci tą pasją.
      I to jeszcze jak przyjemne i pożyteczne :)

      Usuń
  4. Wydaje mi się, że czytanie nie uzależnia. Znam ludzi którzy czytają mnóstwo książek, ale przy tym nie zaniedbują innych dziedzin życia. Natomiast telewizja, gry komputerowe, portale społecznościowe - wszystkie potrafią człowieka nieźle wylogować z życia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja myślę, że czytanie książek może tak samo uzależniać jak bieganie albo chodzenie na siłownię.
      Na pewno czytanie książek jest o wiele pożyteczniejszym uzależnieniem niż oglądanie głupich programów w TV albo ciągłe siedzenie w necie.

      Najlepiej znaleźć złoty środek i sporo czytać, a jednocześnie dbać o inne dziedziny życia jak ludzie, o których piszesz :)

      Usuń
  5. Moja przygoda z książką potoczyła się zupełnie inaczej. Nauczyłem się czytać (a także liczyć i grać w szachy) w wieku 3-4 lat, gdy często przebywałem z chorym ojcem przykutym do łóżka. Chyba jeszcze sylabizowałem, bo pamiętam, że najbardziej wciągały mnie bajki i podpisy pod humorami w gazetach. Tym ostatnim szpanowałem przed kolegami. Trylogię Sienkiewicza przeczytałem w II i III kl. szk. podstawowej, potem czytałem ją jeszcze kilkanaście razy. Na kupowanie książek w latach 50/60 nie było pieniędzy (Uwaga! Wbrew pozorom delikatesowych wyrobów było w bród w każdym sklepie), dlatego każde wypożyczenie z biblioteki, albo od znajomych było świętem, bo od razu zagłębiałem się w lekturę bez opamiętania. Uwielbiałem Sartre'a, Witkacego, (także Dostojewski, ale i Czechow), itp. za to ich niekonwencjonalne widzenie życia. Niestety potem dopadły mnie inne zainteresowania i unikałem książek (poza naukowymi), bo wiedziałem, że jak do nich zajrzę, to ...
    Pomiędzy maturą a studiami nauczyłem się technik szybkiego czytania, i to w zasadzie spowodowało, że książki czytałem tylko jako t.zw. "zabicie czasu", czyli w kolejkach, w komunikacji, w oczekiwaniu, aby zasnąć, itp.

    Andrzej Rawicz (Anzai)

    OdpowiedzUsuń
  6. Strasznie szybko nauczyłeś się czytać i grać w szachy! :)

    Ja akurat nie przepadam za Sienkiewiczem, jedyna jego książka, którą przeczytałem w całości i która mi się podobała to "Quo vadis".

    Zawsze pożyczałem książki z osiedlowych bibliotek najbliżej miejsca zamieszkania. Przeważanie były niewielkie powierzchniowo, ale wybór literatury był spory.

    Na czym polega ta technika szybkiego czytania, jeśli możesz zdradzić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Upodobania do poszczególnych pisarzy, a także rodzajów literatury, zmieniają się wraz z wiekiem. Na początku czytałem baśnie Andersena, potem nowelki (np. z serii Tygrysa), kryminały, teraz od prawie 20 lat czytam głównie literaturę naukową.
      Jest sporo technik szybkiego czytania, można więc dopasować sobie tę najbardziej odpowiednią. Szybkie czytanie jest przydatne, gdy trzeba opanować większe ilości materiału, ale przeszkadza np. w czytaniu poezji. Nic za darmo. ;)

      Usuń
    2. Masz rację, że upodobania zmieniają się wraz z wiekiem. Chociaż u mnie to raczej było związane z przesytem. Był czas, że czytałem sporo książek Wołoszańskiego. Teraz prawie w ogóle go nie czytam. Albo Coelho, który kiedyś mnie fascynował, a później tak mi się znudził i zrobił banalny, że nie przeczytałem jego książki od kilku lat.

      W poezji jeden wyraz często ma kilka znaczeń, więc musimy czytać wolno. Ale w uczeniu się techniki szybkiego czytania na pewno są przydatne :)

      Usuń
  7. Chyba mało kto lubi szkolne lektury. Czytałam tylko te z okresu wojny, a gdy były jakieś inne wolałam przeczytać streszczenie a na przerwach siedzieć z książkami, które naprawdę mi się podobają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie lubiłem większości lektur, ale dzięki lekturom szkolnym zainteresowałem się twórczością Żeromskiego, Tuwima czy Różewicza.
      Co do książek o wojnie, to chyba najchętniej czytana przeze mnie tematyka.

      Usuń
  8. Naszły mnie jakiś czas temu podobne myśli, że zaniedbuję: dom, dziecko a nawet siebie. Pozostaje zdrowy rozsądek i mądre zaplanowanie czasu. I taki umiar, choć chciałoby się jeszcze i jeszcze... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieraz zdarzało mi się tak, że po powrocie z pracy czytałem książkę aż do późnej nocy, tylko z przerwami na jedzenie i mycie.
      Teraz, gdy jestem ojcem, mogę sobie tylko pomarzyć o takich beztroskich popołudniach :)

      Usuń
  9. Odpowiedzi
    1. Ja wpadłem ze skrajności w skrajność, bo najpierw nie czytałem w ogóle, a później po kilkadziesiąt książek rocznie.
      Teraz, gdy mam ojcowskie obowiązki, umiar musi być ;)

      Usuń
  10. Sama czytam mało, ale mam znajomych, którzy "siedzą w książkach". Uważam, że musi być złoty środek, bo częste czytanie odrywa od realnego życia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytanie na pewno jest jednym z najbardziej pożytecznych uzależnień ;)
      Niektórzy moi znajomi nie czytają w ogóle książek, a inni pochłaniają je tysiącami. Ciężko znaleźć ten złoty środek..

      Usuń
  11. Czytanie uzależnia ;). Ale lepiej mieć takie uzależnienie, niż inne. Pochłania czas, ale nie jest to czas zmarnowany. Myślę, że jednak czytanie książek ma więcej plusów niż minusów. Jak ktoś podziela umiłowanie do czytania to na pewno zrozumie to, że przepadłeś w jakiejś opowieści. ,,Ludzi bezdomnych" też lubiłam, za to ,,Zbrodnia i kara" to coś okropnego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko zależy od kontekstu. Czytanie na pewno jest o wiele pożyteczniejsze niż oglądanie głupich programów w TV albo granie w brutalne gry na laptopie.
      Gorzej, gdy ktoś woli czytać niż rozmawiać z bliskimi..

      Co do "Zbrodni i kary", to czytam wiele książek o tematyce wojennej, więc utwór Dostojewskiego mnie nie przeraża ;)

      Usuń