29 stycznia 2017

Czy warto dojeżdżać daleko do pracy?

Zawsze starałem się, żeby moje miejsce pracy było niedaleko miejsca zamieszkania. Po prostu nie przepadam za wczesnym wstawaniem, nie lubię też stać w korkach i marnować bezcennego czasu i pieniędzy.
Kiedyś dojeżdżałem do pracy 20 kilometrów, ale trwało to tylko kilka miesięcy. Przeważnie moje miejsca pracy były oddalone od mieszkania do 5 kilometrów. Dzięki temu mogłem jeździć rowerem albo komunikacją miejską. W ten sposób nie dość, że oszczędzałem spore pieniądze, które wydałbym na paliwo, to jeszcze dbałem o czyste powietrze, a na dodatek o swoje zdrowie i kondycję. Coś pięknego.

Co mogłoby mnie skłonić do pracy daleko od miejsca zamieszkania?
Nie będę oryginalny, ale na pewno głównym czynnikiem byłyby pieniądze. Musiałbym zarabiać przynajmniej kilkaset złotych więcej niż teraz. 
Na pewno bardzo ważne byłyby też godziny pracy. Bo nie uśmiechałoby mi się wstawać o 4 rano albo wracać do mieszkania tuż przed północą.
Ważny też byłby stan dróg dojazdowych albo dostępność busów lub pociągów.

14 komentarzy:

  1. Dojeżdżam daleko do pracy. Niestety w czasie w którym pracy szukałam nie udało się znaleźć jej bliżej. Praca nie jest jakoś bardzo dochodowa ale warunki są w miare dobre na tyle że nie szukam innej. Dojeżdżam komunikacją która jest dość dobra natomiast zgadzam się z Tobą że czas ktory marnuje -bo tak to niestety jest- to dość poważny problem jest chodzi o takie dalekie dojazdy do pracy. Czas który pozostaje po powrocie jest mocno ograniczony na inne obowiązki nie mówiąc o pasjach. Chyba że czyjąś pasją jest muzyka, wtedy można to jakoś połączyć:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W czasie podróży autobusem albo pociągiem można czytać książki, słuchać muzyki, uczyć się angielskiego albo pisać posty na blog. Nie jest to więc czas stracony :)
      Gorzej, gdy dojeżdżamy do pracy samochodem. Wtedy możemy słuchać ulubioną muzykę, ale wydajemy sporo na paliwo i marnujemy sporo czasu na stanie w korkach.

      Usuń
  2. Bardziej chyba uderzyłabym w stronę czy ma się rodzinę (dzieci) czy też nie, bo to jest też mocno wiążące. To kwestia chyba nawet nie zastanawiania się czy warto dojeżdżać do pracy daleko, bo niestety praca to nie hobby, któremu można się poświęcić, lub nie, ale coś, co nas obliguje do niekiedy nadłożenia kilometrów, rezygnacji z innych rzeczy na rzecz zarobienia pieniędzy. Może warto zastanowić się jak wykorzystać czas, który "marnuje" się podczas pokonywania długich odcinków do pracy.
    Ostatnio spotkałam się z postawą młodego człowieka, który poszukiwał pracy (bez wykształcenia, bez zawodu, bez dłuższego doświadczenia w jednej branży) i zapierał się rękami i nogami, że pracę musi mieć obok domu, bo nie będzie tracił czasu na dojazdy. I może byłaby w tym jakaś logika, bo ma żonę, dziecko a drugie w drodze, gdyby nie to, że jest bezrobotnym i zamiast pracować z dalszym dojazdem, siedzi i czeka na coś, co będzie miał pod domem. Takiej postawy nie do końca rozumiem.
    Gdy moje dziecko miało niecały roczek, zostawiałam go z rodzicami i sama dojeżdżałam ponad 100 km w jedną stronę do pracy, na dwa dni po czym wracałam. Musiałam opłacić sama nocleg, wyżywienia, przejazdy. Nie zostawało z pensji aż tak dużo, ale to zawsze było coś, zamiast nic nie robienia i brania od rodziców.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja patrzę z perspektywy dużego miasta, w którym jest niskie bezrobocie i dobrze rozwinięta komunikacja. Ale wiem, że sporo ludzi musi dojeżdżać do pracy codziennie po 30-50 km, bo mieszkają na wsi albo w miasteczku, gdzie nie ma pracy. To jest smutne, bo oni nie mają wyboru i muszą dojeżdżać nawet do niskopłatnej pracy.

      Niektórzy wolą być całe życie bezrobotni i korzystać z pomocy społecznej albo z pieniędzy rodziców lub partnerów. Mam wielu takich klientów w swojej pracy.
      A inni się mobilizują i mimo różnych niedogodności potrafią dojeżdżać do pracy 100 km jak Ty. To jest niesamowite :)

      Usuń
  3. Warto dojeżdżać do pracy tylko wtedy, gdy dobrze się zarabia. Inaczej połowę wydamy na dojazdy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wychodzę z podobnego założenia. Bo co z tego, że w innym mieście zarobiłbym np. 300 zł więcej, skoro kilka stów musiałbym wydawać na paliwo, a do tego tracić sporo czasu w korkach.

      Usuń
  4. Dojazd daleko i za małe pieniądze jest bez sensu, więc odpada. Praca, która nie daje satysfakcji także po jakimś czasie staje się koszmarem. A wszystko przez przywiązanie na stałe do miejsca zamieszkania i chałup, które odziedziczyliśmy lub zbudowaliśmy. W innych krajach wynajmuje się, stąd przenoszenie tam, gdzie lepsze zarobki jest normalne. U nas inna świadomość, ceny z kosmosu, nie ma tanich mieszkań pod wynajem.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Polsce rzadko się opłaca zmieniać miejsce zamieszkania ze względu na dobrą pracę. Czasami ludzie przeprowadzają się do miast takich jak Warszawa, Gdańsk czy Wrocław, ale większość wyjeżdża za granicę, bo tam można zarobić kilka razy więcej.

      Co do mieszkań na wynajem, to właściciele mieszkań dyktują warunki. A sporo ludzi bierze kredyt na mieszkanie na 30 lat i musi pracować w beznadziejnej pracy, by spłacać pożyczkę.

      Pozdrawiam :)

      Usuń
  5. Dojeżdżałem do pracy, nie jest to ideał. Dojeżdżałem dla stosunkowo dużych pieniędzy i sądzę, że gdybym się w porę nie opamiętał, teraz byłbym po zawale serca.
    Teraz na dojazdy skusiłyby mnie nie jakieś duże pieniądze, tylko bardzo ciekawa praca - rozwijająca, sensowna, potrzebna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przynajmniej stres i czas spędzony na dojazdy rekompensowały Ci dobre pieniądze. Ale dobrze, że zrezygnowałeś, bo jednak zdrowie jest najważniejsze.

      Najgorsza jest chyba sytuacja, gdy z powodu pieniędzy ludzie rezygnują z życia prywatnego. I pracują 7 dni w tygodniu, zapominając o rozwoju osobistym, rodzinie, pasjach, odpoczynku itd.

      Usuń
  6. To ja nawet do lo 30 km dojeżdżałam :D Pociągiem do pracy 88 km. Wstawanie o pogańskich porach nie jest mi obce. Nie powiem jest to męczące, ale godzina w pociągu zawsze służyła mi na czas do czytania więc nie uważam tego za marnotrawienie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zawsze byłem sową. Najwcześniej wstawałem do pracy o 6:00 i było to dla mnie męczące ;)
      Co do podróży pociągiem lub autokarem, to też zawsze staram się nie marnować czasu. Czytam, piszę posty albo oglądam przyrodę i myślę o życiu :)

      Usuń
  7. Dobrze, że miałeś wybór :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam to szczęście, że mieszkam w dużym mieście, bo gdybym żył w miasteczku lub na wsi nie miałbym zbyt dużego wyboru..

      Usuń