3 grudnia 2016

Oszczędność czy skąpstwo?

Kiedy byłem nastolatkiem, rodzice nigdy nie dawali mi regularnego kieszonkowego. Dostawałem 50 albo 100 zł tylko na specjalne okazje typu urodziny, mikołajki czy dzień dziecka. Mimo to zawsze miałem odłożone kilka stów na czarną godzinę. Wynikało to z tego, że pieniądze, które dostawałem od rodziców czy dziadków, chowałem do biurka, a nie wydawałem ich na fajki, piwo czy dopalacze, o których wtedy jeszcze nikt nie słyszał. Dzięki oszczędnościom zawsze na bieżąco mogłem doładować sobie telefon, kupić gazetę albo zjeść ze znajomymi na mieście. Nie musiałem prosić rodziców o hajs na swoje przyjemności.
 
W dzisiejszych czasach bardzo trudno jest oddzielić normę od dewiacji. Z perspektywy czasu myślę, że moja oszczędność była chorobliwa i ocierała się o skąpstwo. Bo nieraz wolałem iść na nogach kilka kilometrów niż kupić bilet autobusowy za kilka złotych. Potrafiłem też chodzić w jednych butach przez 5 lat, a w kurtce nawet przez 7.
 
A teraz dwa autentyczne przypadki świetnie obrazujące jak dzisiaj rozróżniam skąpstwo i oszczędność.
 
Mam 42-letniego krewnego, który mieszka w dużym domu z ogrodem, jeździ terenowym samochodem, zarabia bardzo dobrze jak na polskie warunki, bo 6.000 zł. Oprócz tego od kilku lat nie ma żadnych kredytów, bo spłacił cały kredyt na dom, a auto kupił za gotówkę. A mimo to oszczędza na jedzeniu, ma wręcz niedowagę. Oszczędza też na najbliższych. Żony nigdy nie zabiera do kina czy restauracji. Nastoletnim dzieciom nie kupuje prawie nigdy prezentów, czasami zapomina nawet o ich urodzinach.
 
Mam 63-letnią klientkę, która przez ostatnie kilka lat żyła tylko z zasiłków z pomocy społecznej nieprzekraczających 1.000 zł miesięcznie. Niedawno przeszła na emeryturę, która wynosi całe 1.500 zł miesięcznie. Jest to jej jedyny dochód. A mimo to jest autentycznie zadowolona. Ciągle powtarza, że teraz może w końcu godnie żyć, a nawet zaoszczędzić.

26 komentarzy:

  1. No tak, to bardzo ciekawy temat, bo i różne są podejścia ludzi. Mój ojciec był skąpcem z całą pewnością, teraz trochę mu minęło, ale też dlatego, że dzisiaj jest starszym panem, na którego dziwactwa nikt już nie zwraca większej uwagi.Jednak kiedy był u pełni władzy, zdarzały się różne anomalia. Np. będąc już dorosłą osobą przyjechałam do rodziców w odwiedziny. Po 22-giej, kiedy wszyscy już spali w swoich pokojach a ja chciałam poczytać nikomu nie świecąc po oczach, pryszłam z książką do kuchni. Na to wchodzi ojciec i pyta dlaczego światło się pali. Pytam wtedy grzecznie, czy nie widzi, że czytam, a on na to "od czytania jest dzień". Kiedy był włączony telewizor, pilnował, żeby nie paliło się nigdzie światło, bo telewizor "świeci". Ech, dużo by opowiadać, dodam tylko, że biedni nie byliśmy. Nie rozumiem tego typu podejścia do pieniędzy, to tak samo jak u Twojego kuzyna. To po co są takim ludziom pieniądze? Do zbierania i martwienia się o nie? Ludzi biednych rozumiem, bo dla nich to przetrwania, ale pozostali? Takie zachowania wygladają mi na zaburzenia psychiczne. Wiem, ze to bezwzględne określenie, ale tak myślę. Jestem szczera w tej kwestii, tym bardziej, że sama przeżyłam trochę lat ze skąpcem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też wydaje się, że tacy ludzie mogą cierpieć na zaburzenia psychiczne.
      Krewny, o którym napisałem, oprócz tego, że jest chorobliwie skąpy, ma też obsesję na punkcie porządku.
      Na przykład każe swoim dzieciom chodzić po ogrodzie (który jest spory) i szukać najmniejszych papierków, chwastów, czy grzybów, a jeśli są, to je likwidować..
      U niego skąpstwo może być ściśle powiązane z chorym perfekcjonizmem.

      Usuń
  2. O mój też jest perfekcjonistą, pamiętam te poukładane w szeregu dziesiatki kluczy i innych narzędzi na półkach w garażu, pod rząd! Nabieranie wody do czajnika - perfekcyjnie na tyle szklanek ile potrzebuje i przykłady można mnożyć ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój ojciec był wojskowym, dlatego niestety doskonale Cię rozumiem ;)

      Usuń
  3. Piszesz, że wolałeś iść pieszo niż kupić bilet na autobus, chodzić w butach 5 lat itp. Może to wynikało z tego, że brakowało Ci pieniędzy? Inne wytłumaczenie to chorobliwe skąpstwo. Zauważam taką regułę, że najbardziej skąpi są ci, którzy mają dużo pieniędzy, a biedniejsi potrafią podzielić się ostatnim groszem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba wynikało to z wszystkiego po trochu. Rzeczywiście byłem zbyt skąpy. Inną przyczyną było to, że nigdy nie miałem zbyt dużo odłożonych pieniędzy, a jeszcze inną, że nie chciałem nikogo prosić o kasę.

      Co do Twojego ostatniego zdania, to też to zauważyłem. Pozostając przy czasach, gdy byłem nastolatkiem, pamiętam, że bogaty wujek nigdy nie dawał mi kasy, a babcia żyjąca tylko z niskiej emerytury nieraz dawała mi bez okazji 20 czy 50 zł.

      Usuń
  4. Urodziłem się w rodzinie "zaplutych karłów reakcji". Mimo, że posiadaliśmy dwa dworki na Ukrainie i kilka kamienic w Łodzi, to byliśmy bardzo biedni. Ojciec, inż. mechanik dostał nakaz pracy ponad 200 km. od domu, był brygadzistą (kopał rowy), mama studentka ekonomii pracowała jako pomocnica prządki. Od rodziny dostawałem dość sute kieszonkowe, ale po cichu oddawałem wszystko mamie. Mimo, że w latach 1945/55 rodzice należeli do elity inteligenckiej (złośliwi w rubryce pochodzenie dopisywali arystokracja), to znam smak suchego chleba moczonego w lodowatej wodzie i posypywanego cukrem. Na szczęście po przewrocie w 1956 r. nieco się polepszyło, ale tylko nieco.
    Nie uważam, że byłeś skąpy, miałeś po prostu inne, w sumie wg mnie wartościowsze, potrzeby i potrafiłeś to konsekwentnie wykorzystać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To była tragedia, że ludzie, którzy w czasie wojny walczyli z Niemcami, po 1945 roku byli nazywani "zaplutymi karłami reakcji". A powinni być uważani za bohaterów. Szkoda, że stało się to dopiero po 1989 roku..

      Co do skąpstwa, to myślę, że jednak byłem zbyt skąpy. Ale z drugiej strony cieszę się, że nigdy nie paliłem ani nie ćpałem. Dzięki temu mogłem przeznaczyć kasę na pożyteczniejsze sprawy.

      Usuń
  5. Ciężko oddzielić skąpstwo od oszczędności. Jest bardzo cienka granica. Ktoś, kto całe życie był biedny, a nagle zaczął dobrze zarabiać może tak bać się ponownego wpadnięcia w biedę, że będzie oszczędzał, chociaż nie musi.
    Z drugiej strony widzę, jak nieświadomie człowiek zarabiający dobrze robi się rozrzutny. Pracowałem w korporacji i zarabiałem nieźle. Teraz jestem freelancerem i niekiedy jest bardzo ciężko pod względem finansowym, więc nieustannie szukam nieuzasadnionych wydatków. I znajduję ich mnóstwo. Wiesz za ile rzeczy przepłacałem, niepotrzebnie płaciłem przez całe lata? Aż łapię się za głowę nierozumiejąc po co to wszystko mi było!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno odnieść mi się do Twojej wcześniejszej sytuacji, bo nigdy nie cierpiałem na nadmiar gotówki ;)
      Ale zauważyłem, że niektórym odbija woda sodowa, gdy zaczynają sporo zarabiać. Mam znajomego, który kiedyś miał własną firmę, świetnie zarabiał. Kupił sobie wypasione terenowe auto na kredyt. Po jakimś czasie miał coraz mniej klientów i musiał zamknąć działalność gospodarczą. Został bez pracy, bez wypasionego samochodu, za to z kilkudziesięcioma tysiącami do spłacenia..

      Usuń
    2. Ale wiesz, tu nie chodzi o wodę sodową, tylko drobne wydatki, których jest całe mnóstwo, a ich przydatność żadna. Machasz ręką na te parę groszy, ale tych parę groszy jest taka ilość, że robi się niezły wydatek miesięczny.

      Usuń
    3. Wielu ludzi, którzy zarabiają bardzo przeciętnie, też traci pieniądze na niepotrzebne rzeczy. Na przykład na ultra szybki Internet, a w zupełności wystarczyłby im 5 razy wolniejszy. Albo na 300 kanałów TV, a oglądają 30. Albo na jedzenie, które zapełnia lodówkę, a które później się wyrzuca, bo minął termin. Strasznie dużo tych niepotrzebnych wydatków.

      Usuń
  6. Dla jednych skąpstwo, dla innych oszczędność. Gdy ma się średnie dochody, a duże marzenia, to czasem trzeba zacisnąć pasa i takie sytuacje uczą też radzenia sobie w przypadkach losowych.
    Poza tym każdy ma inne preferencje, jedni lubią dobrze i dużo zjeść, inni wydadzą każda sumę na kosmetyki i SPA, jeszcze inni cały rok oszczędzają by gdzieś wyjechać, bez oszczędzania nie da się.
    Wydaje mi się, że skąpstwo zaczyna się wtedy, gdy zaczyna doskwierać członkom rodziny po prostu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami rzeczywiście ciężko rozróżnić skąpstwo od oszczędności.
      Ale jeśli ktoś zarabia 6.000 zł na miesiąc, a mimo to żałuje kilkudziesięciu złotych na kino lub restaurację, to jest skąpstwo na 100%.
      Jeśli chodzi o mnie, to lubię oszczędzać i przeznaczać te pieniądze na wyjazdy w góry albo szybszą spłatę kredytu mieszkaniowego. Czyli coś dla duszy i coś dla ciała.

      Usuń
    2. Pieniądze są po to by z nich korzystać, a nie ciułać dla samego ciułania :-)

      Usuń
    3. To prawda, ale niektórym przyjemność sprawia oszczędzanie i oglądanie stanu konta ;)

      Usuń
  7. Dla mnie definiując oszczędzanie to umiejętność wydawania posiadanych pieniędzy, nie wydawanie na byle co. Skąpstwo to trzymanie posiadanych tylko dla samego siebie. Ale tak jak napisało już kilka osób to cienka granica.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie czasami ciężko jest odróżnić skąpstwo od oszczędności.
      Staram się oszczędzać i przeznaczać pieniądze na pożyteczne sprawy typu szybsza spłata kredytu mieszkaniowego czy zakup sprzętu AGD. Ale z drugiej strony lubię raz na jakiś czas pójść do kina, teatru czy na piwo.

      Usuń
  8. gospodarowanie pieniędzmi nie należy do najłatwiejszych i tak jak we wszystkim dobrze jest mieć umiar by nie popaść w skąpstwo - kiedy pieniędzy jest dość, ale też by uniknąć rozrzutności, która doprowadzi nas na skraj nędzy.
    gorzej kiedy pieniędzy "nie styka" do pierwszego i trzeba sobie wszystkiego odmawiać. w słowniku takich osób słowa: "rozrzutność" czy "skąpstwo" nie istnieją. ci ludzie walczą o przetrwanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na co dzień pracuję z ludźmi, którzy nie cierpią na nadmiar gotówki. To jest ogromna tragedia, gdy kogoś nie stać na wizytę u dentysty, zakup dobrych butów albo kilkudniowy wyjazd wakacyjny raz na kilka lat. A takich osób są w Polsce miliony..

      Usuń
  9. bardzo ciekawy temat...ludzie mają tak różne podejście do pieniędzy. na pewno krewny mimo sporej gotówki nie jest wolnym człowiekiem, wręcz przeciwnie...przykre to i dla mnie niezrozumiałe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, a nawet jestem pewien, że cierpi on na poważne zaburzenia psychiczne, a chorobliwe skąpstwo to tylko jeden z objawów.

      Usuń
  10. Musiałeś mieć bardzo dobre buty, że wytrzymały tyle czasu! Moje rozlatują się maksymalnie po roku :)

    hm, oszczędność jest wtedy kiedy masz jakieś marzenie np chcesz kupić samochód, mieszkanie, lodówkę i konsekwentnie odkładasz gotówkę na ten cel. Również wtedy kiedy odkładasz trochę pieniędzy na czarną godzinę, bo przecież nigdy nic nie wiadomo prawda? :)
    Skąpstwo jest wtedy, kiedy właśnie masz dużo pieniędzy ale nie chcesz się z nimi rozstawać - tak jak Twój krewny.

    Ważne jest, żeby znaleźć złoty środek. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko zależy od firmy. Kiedyś kupiłem buty za 100 zł i wytrzymały tylko kilka miesięcy. Podeszwa dosłownie odpadła! A te, w których chodziłem aż 5 lat, były dobrej polskiej firmy i kosztowały 300 zł.

      Kiedyś byłem i skąpy, i oszczędny. Od kilku lat staram się być jak najbardziej oszczędny i jak najmniej skąpy, bo to wkurza najbliższych.
      Może kiedyś znajdę ten złoty środek ;)

      Usuń
  11. Ja też nie dostawałam regularnego kieszonkowego, więc pieniądze, które mi wpadały zawsze wydawałam na ciuchy i kosmetyki. Co do oszczędzania - wciąż się tego uczę, idzie mi coraz lepiej, choć nigdy pieniądze mnie się jakoś nie trzymały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja od dziecka byłem minimalistą, poza tym nienawidzę chodzenia po sklepach i galeriach handlowych. Dzięki temu zawsze miałem jakieś małe oszczędności.

      Usuń