7 października 2016

Po co wstawać wcześnie rano?

Zawsze miałem problemy z wczesnym wstawaniem. Nie lubiłem wstawać przed lekcjami w szkole, nie lubiłem wstawać na zajęcia na studiach, nie lubię wstawać do pracy. 
Często rano myślę sobie, że fajnie byłoby jeszcze trochę pospać i pośnić o czymś przyjemnym. Czasami, gdy pokój tonie w mroku, a za oknem słychać szum deszczu, nachodzą mnie nawet myśli, by wziąć urlop na żądanie, ale zawsze wstaję i idę grzecznie do pracy.
Dla mnie 7.00 to wcześnie rano. Gdy zdarzało mi się nie spać o 5.00 i patrzeć przez okno na przystanek autobusowy pełen ludzi, zawsze patrzyłem z niesłabnącym niedowierzaniem. Bo jak to możliwe już o 5.00 jechać do pracy. Tak wcześnie? Gdy świat jeszcze tonie w mroku.

Tak sobie myślę, że gdyby ludzie nie musieli wyprowadzać psów na spacer, zaprowadzać dzieci do przedszkola, chodzić do pracy, to spaliby codziennie do 12.00. A jeśli nie do południa, to przynajmniej do 10.00. Sny są przecież tak przyjemne.

20 komentarzy:

  1. Z drugiej strony gdy się wcześnie wstanie, dzień wydaje się dłuższy. Jak spora część osób, wolę robić coś długo wieczorem, niż wstać wcześniej, by zrobić to samo, jednak nie należę do tych śpiących do południa. W weekend do 8.30-9 spokojnie zdążam się wyspać, a wcześniejsze wstanie postrzegam nawet całkiem dobrze, w końcu tyle mogę zdziałać :) Oczywiście trochę inaczej jest w przypadku koniecznego wstawania do wspomnianej pracy czy szkoły, ale jak trzeba to trzeba, nie ma co narzekać, chociaż rzecz jasna sen to bardzo przyjemna kwestia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam, że jeszcze w liceum, gdy był weekend, spałem nieraz prawie do południa;)
      Na studiach już krócej, a teraz spanie do 9:00 w dni wolne w zupełności mi wystarcza, by się wyspać:)

      Usuń
    2. No właśnie to jakaś taka kwestia przestawienia się czy przyzwyczajenia :)

      Usuń
    3. Podobno człowiek do wszystkiego może się przyzwyczaić;)

      Usuń
  2. A jednak ja pomimo że mam wielkie trudności z wstawaniem rano wolałabym wstawać ze świtem niż w południe. Wszystko zależy od celu, w moim wypadku. Bo jeśli muszę wstać bo muszę iść do szkoły to sen jest nagle taki przyjemny, że "a jeszcze minutkę, 5 10.." a potem "o kur..! spóźnię się!" i lecę na biegu na przystanek. Ale kiedy były wakacje a ja chciałam obejrzeć świt to budziłam się nagle o 3 w nocy i wstawałam a potem koło 4 wychodziłam z domu z psem. Ewentualnie nie spałam całą noc czekając na poranek. Albo jak kiedyś jeszcze jeździłam z dziadkiem rozwozić soki po sklepach w mieście, to byłam gotowa wstać w sekundę po budziku o 3 w nocy i w parę minut byłam gotowa do wyjścia, pomimo że mieliśmy jeszcze trochę czasu. I to tylko po co żeby zejść na dół, nawet przy temperaturze -0 zamienić ciepłą kołdrę na zimne wnętrze samochodu i siedzieć w nim do około południa. Nie wiem czemu ale to lubię, prawdopodobnie wiąże się to z moim zamiłowaniem do jeżdżenia i podróży. Ale kiedy w zeszłym roku musiałam wstawać około 5 rano i już po 6 jechać do szkoły na pier.. 3 godziny wf-u.. to mnie szlag trafiał i opuszczałam go ile mogłam. xD Nienawidzę tej lekcji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, wszystko jest kwestią motywacji.
      Na szczęście nie mam psa i nie muszę z nim wychodzić każdego ranka. Nie muszę też wstawać o 5:00 do pracy.

      Jeśli chodzi o moje dobre wspomnienia z wczesnego wstawania, to miło wspominam podróże pociągiem, kiedy wstawałem o 3:00 w nocy, górskie wędrówki, kiedy wstawałem o 5:00 albo wstawanie o 6:00, żeby pójść popływać na basenie.

      Ja też bardzo lubię podróże. Wtedy wczesne wstawanie zupełnie mi nie przeszkadza;)

      Usuń
  3. Sama przeklinałam dni, w które musiałam wstawać o 4.00 rano. Mam nadzieję, że po znalezieniu kolejnej pracy będę miała możliwość późniejszego wstawania, bo taka sowa ze mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To Ci współczuję. Ja najwcześniej wstawałem do pracy o 5:30 i nie wspominam tego zbyt dobrze.

      Usuń
  4. Problemy z porannym wstawaniem, a wręcz niechęć do tego, wg wiążą się z chodzeniem spać o zbyt późnej porze. Następnego dnia zwyczajnie jesteśmy niewyspani, a jeśli takie niewyspanie powtarza się przez cały roboczy tydzień, to w weekend musimy to odespać. W ten weekend zrobiłam eksperyment: spałam tyle ile chciałam spać, a że akurat pogoda była senna więc poszłam w sobotę spać z kurami czyli 21:30. Dzisiaj rano zbudziłam się bez najmniejszych problemów bez budzika, kilka minut po szóstej. W dodatku pełna energii, a zazwyczaj nie budzę się tylko zmartwychwstaję ;-) Ten eksperyment pokazał mi prawdę o mnie - przeginam z niewysypianiem się, przez co na okrągło snuję się bez energii. Tylko czy uda mi się nie powtórzyć błędu...? ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że dużo zależy od tego, czy jesteśmy słowikami czy sowami.
      Ja zdecydowanie jestem sową, bo nie mógłbym chodzić spać o 21.00 czy 22.00. Po prostu nie mógłbym zasnąć. Najwcześniejsza godzina, o której mógłbym spać to 23.00.

      Duże znaczenie ma ilość godzin snu. Jeden śpi od 22.00 do 6.00, a inny od 24.00 do 08.00 i oboje są wyspani:)

      Usuń
  5. Kilkanaście lat temu wspólnie z innymi informatykami byliśmy odpowiedzialni za całodobowe utrzymanie w ruchu dużego obiektu gospodarczo przemysłowego. Lubiłem wtedy nocne zmiany, bo można było się wyspać w pracy, a potem były prawie dwa dni wolne. Potem się wszystko zmieniło, wkroczyła automatyka, pojawił się zdalny (internetowy) nadzór i zmienił się zakres obowiązków. Z 6 informatyków pozostał jeden, który nawet nie ma obowiązku stałego przychodzenia do firmy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że komputery zabierają stanowiska pracy ludziom..

      Nigdy nie pracowałem na nocne zmiany, ale znam osoby, które podobnie jak Ty lubią pracować w nocy, bo mogą sobie pospać, a pieniądze i tak zarabiają;)

      Usuń
  6. problem ze wstawaniem pojawia się zwłaszcza jesienią... latem potrafiłam wstać przed pracą i zrobić rundkę po ogrodzie żeby nazbierać owoców na drugie śniadanie, a teraz przesuwam budzik raz i drugi mimo, że jest ustawiony na tę samą godzinę co latem :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie pora roku ma znaczenie, ale tylko dla psychiki. Nie chce mi się wstawać rano do pracy, gdy jeszcze ciemno albo iść popołudniu na ćwiczenia, gdy już ciemno. Ale mobilizuję się i robię tak jak w lecie.

      Usuń
  7. O rannym wstawaniu do pracy powiem tak: nie chcę, ale muszę. Jestem raczej "sową" i późno chodzę spać, czasem wstaję o 6 i dla mnie to środek nocy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też jestem sową i 6:00 dla mnie to może nie środek nocy, ale na pewno zbyt wczesna pora na wstawanie. Kiedyś wstawałem do pracy o 5:30 i dawałem radę, ale nie był to długi czas.

      Usuń
  8. Chciałabym bardzo wstawać razem ze słońcem - ale niestety nie umiem. Należę do sów. Ale znam wiele osób, które nawet na wolnym, nie mając na głowie obowiązków wstają o 5.00 rano, bo nie lubią spać długo.
    To chyba kwestia naszego wewnętrznego zaprogramowania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że większość osób komentujących ten post to sowy jak ja;)
      Ja też znam takie osoby, które nawet na emeryturze wstają bardzo wcześnie rano. Niektórym pewnie tak zostało po 30 czy 40 latach pracy..

      Usuń
  9. Wstaję o 6.00 rano. Nie zawsze, ale często. Jest to dla mnie idealna pora. Zanim inni wstaną jestem w stanie tyle rzeczy zrobić i jeszcze pójść na nordic walking do parku. Taki początek dnia lubię najbardziej. Trudności się zaczynają, gdy pójdę późno spać.
    Z rannym wstawanie jest to kwestia motywacji, ja tę motywację teraz mam (kiedyś jej nie było)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O 6:00 dobrowolnie nie wstaję nigdy. Chyba, że idę w góry albo jadę gdzieś pociągiem;)
      Masz rację, że najważniejsza jest motywacja. Kiedyś, gdy byłem bardzo religijny, wstawałem wcześnie rano i chodziłem do kościoła. Kiedyś chodziłem też rano na basen. Bardzo miło to wspominam.

      Usuń