28 sierpnia 2016

Miej wyjebane, a będzie ci dane

"Miej wyjebane, a będzie ci dane" albo bardziej poetycko, jak pisał ksiądz Twardowski o miłości: "Spróbuj nie chcieć jej wcale, wtedy przyjdzie sama". W pełni zgadzam się z tymi słowami, chociaż strasznie trudno je stosować w życiu.

Gdy byłem nastolatkiem, bardzo brakowało mi czułości, bliskości. Brakowało mi osoby, do której mógłbym się przytulić, z którą mógłbym porozmawiać o wstydliwych sprawach. Brakowało mi też seksu. Do tego czułem kompleksy i zazdrość, że moi rówieśnicy mają dziewczyny, a ja nawet się nie całowałem.
Zawsze byłem nieśmiały, więc nie szukałem dziewczyn na jedną noc, i dobrze, bo w ten sposób mógłbym spieprzyć życie komuś albo sobie. Ale ciągle myślałem o tym, że chcę znaleźć drugą połowę. Pisałem miłosne wiersze do szuflady. Nocami płakałem z samotności. Spędzałem kilka godzin dziennie, pisząc na różnych czatach z przedstawicielkami płci pięknej. Nie chodziłem do klubów, ale na imprezach u znajomych albo ogniskach też rozpaczliwie szukałem drugiej połowy. 
Aż w końcu się odlałem na szukanie miłości. Skoncentrowałem się na piciu zimnego piwa ze znajomymi, na grze w piłkę w pełnym Słońcu, na czytaniu książek, na jeździe na rowerze, na nauce, na sprzątaniu domu rodzinnego.

I miłość przyszła sama, prawie od niechcenia.

15 sierpnia 2016

Jak wiele człowiek jest w stanie znieść

Chylę czoło przed ludźmi, którzy przeżyli wiele miesięcy lub nawet lat w niemieckich obozach zagłady albo w rosyjskich łagrach. Nie zazdroszczę ludziom, którzy teraz siedzą w chińskich albo meksykańskich więzieniach.

Chylę czoło przed kobietami, które teraz rodzą w szpitalach. Mimo że mają dostęp do USG, do pracy serca swoich nienarodzonych dzieci, do znieczulenia w kręgosłup i gazu rozweselającego, to i tak poród jest przeważnie strasznym i traumatycznym przeżyciem.
A co ma powiedzieć moja mama, która w szpitalu nie miała dostępu do znieczulenia i rodziła mnie w ogromnych bólach przez kilkanaście godzin. Albo moja babcia, która rodziła wszystkie swoje dzieci w domu.

Podziwiam polskich komandosów z GROM, którzy reprezentują taki sam poziom jak słynny na całym świecie amerykański Navy SEAL albo brytyjski SAS. 
Mało kto jest w stanie przepłynąć wpław z Gdyni do Helu, wbiec z Zakopanego na Rysy albo zrobić naraz 200 pompek. A dla nich to zwykła zabawa.

Nie narzekajmy więc na polską pogodę albo na to, że mieszkamy na 4. piętrze w bloku bez windy.