23 maja 2016

Po co nam studia?

Zdaliśmy maturę. Oczywiste jest więc to, że idziemy na studia. Bo taka jest moda, bo wszyscy idą, bo rodzice będą dumni i będą mieli czym się chwalić podczas rodzinnych imprez.

Myślę, że dużo się nie pomylę, jeśli napiszę, że zdecydowana większość maturzystów nie wie, w jakim zawodzie chce pracować, a studia wybiera pod wpływem impulsu. Kiedyś studia były ucieczką przed wojskiem, teraz są ucieczką od rodziców, czasami ucieczką z rodzinnego miasta. Są ucieczką do krainy bliskich znajomości i hektolitrów alkoholu. Nauka jest gdzieś na dalszym planie.

Przerażające jest to, że tysiące ludzi studiują na takich kierunkach jak: pedagogika, socjologia, politologia czy marketing i zarządzanie. A po skończeniu studiów pracują za 1500 zł albo w ogóle nie mogą znaleźć pracy. Oczywiście nie każdy może skończyć medycynę i zarabiać 20.000 na miesiąc jako lekarz. Nie każdemu uda się zrobić aplikacje i zostać notariuszem. Nie każdy ma ścisły umysł, by zostać wybitnym programistą.

Ale wszyscy mamy prawo wyboru.
 

34 komentarze:

  1. Nie wiem, czy interesowała Cię historia naszego genialnego matematyka S. Banacha, jeżeli nie to możesz zerknąć tutaj.
    http://anzai.blog.onet.pl/2011/10/13/sejmowe-ukladanki/
    Banach, po zdaniu egzaminu na studia przestał się interesować wykładami, bo ... zaczął prowadzić swoje! Jako student wykładał matematykę, a na jego "wykłady" przyjeżdżały najwięksi naukowcy ówczesnych czasów. Banach nie dbał o "zdobycie papierków na rozum", bo nie chciał tracić czasu. Po "otrzymaniu katedry matematyki" nadal miał problem z ukończeniem studiów (!) i zdobyciem wyższych specjalizacji. Obronę pracy doktorskiej "zdał" nawet nie wiedząc kiedy, po prostu uczelnia potajemnie ściągnęła na jego wykład kilku najważniejszych profesorów europejskich uczelni, którzy zadawali Banachowi t.zw. "pytania z sali". Doktorat obronił i dowiedział się o tym później. Rozpisałem się, ale dlatego, że pozostałe tematy trafnie opisałeś w poście. Może tylko miałbym obiekcje co do szerokiej możliwości wyboru, bo tutaj rządzi kasa ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Banach to niesamowity geniusz. Jemu ani matura, ani studia nie byłyby potrzebne do posiadania i przekazywania ogromnej wiedzy. Podobnie jak Grassowi, który nie miał matury, a dostał literackiego Nobla.

      Miałem wątpliwości, pisząc, że wszyscy mamy prawo wyboru. Bo pewne zawody od zawsze są zdominowane przez mafie korporacyjne jak właśnie w branży medycznej czy prawniczej. Ale jakiś wybór mamy zawsze.

      Usuń
  2. No tak, rzeczywiscie wszystkie znane mi mamusie wysłały lub zamierzają wysłać swe dziecko na studia. W naszym kraju to istne wariactwo pod tym względem panuje. Same magistry, a śrubki nikt nie potrafi wkręcić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najgorsze jest to, że setki tysięcy ludzi studiują na prywatnych uczelniach, gdzie nie liczy się poziom nauczania, tylko zysk dla władz uczelni.
      Tak samo tysiące ludzi studiują na beznadziejnych kierunkach, które nie dają żadnej pracy.
      Ale studiowanie jest modne..

      Usuń
  3. Dla mnie czerwiec jest miesiącem przygotowań i drukowaniem prac dyplomowych- taka praca. Często rozmawiam ze studentami na temat wyboru ich kierunków dlatego musze przyznać Ci racje bo w większości przypadków tak właśnie jest. A żeby było śmieszniej statystycznie najczęściej studentki psychologii plączą nad swoimi pracami bo nerwowo nie wytrzymują kiedy co chwila promotorzy katują poprawkami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Często jest tak, że gdyby ktoś nie został policjantem, to byłby zawodowym przestępcą, a wiele osób zostaje psychologami, by samemu nie ześwirować. Pewnie dlatego psychologię studiuje tyle rozchwianych emocjonalnie osób.
      Co nie znaczy oczywiście, że wszyscy tacy są, bo jest też sporo zdrowych psychicznie osób.

      Usuń
  4. Myślę, że studia to tylko papierek. Poza zdaniem egzaminów i obrony trzeba włożyć sporo pracy i wykazać mnóstwo zaangażowania, żeby pracować w zawodzie. Można też mieć farta albo minąć się z powołaniem :)

    Prawda jest taka, że większość studentów chce tylko zakuć zdać zapomnieć i narzekać, że nie ma dla nich pracy..
    Ja swoje studia wspominam pozytywnie, chociaż wybrałam je pod wpływem impulsu i nie dążę raczej do kariery w tym kierunku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektórzy nawet nie zakuwają, bo na egzaminach pisemnych ściągają, a prace zaliczeniowe czy magisterskie kupują za pieniądze..
      Ja swoje studia też wspominam bardzo dobrze. Wszystkie prace sam pisałem, ale z sentymentem wspominam chodzenie na piwo zamiast na niektóre nudne wykłady;)

      Usuń
  5. Nie podchodziłabym jakoś krytycznie do tematu studiowania. Wydaje mi się, że studia to pewien etap w życiu młodego człowieka, który według mnie dobrze że jest. To czas wyszumienia się, imprez, alkoholu, wypadów z kumplami czy paczką itd. To niezapomniane wspomnienia, to ludzie, to znajomości i to co udało się razem przeżyć. A jeśli ktoś będzie chciał się przede wszystkim uczyć to będzie się uczył... Żyjemy w czasach, gdzie bardziej od tytułu na dyplomie liczy się nasza zaradność, pomysłowość, kreatywność i umiejętność wybicia się z tej szarej masy ludzi..
    Sama skończyłam dwie wyższe uczelnie: jedną prywatną zaocznie, drugą państwową dziennie. Wiele widziałam, wiele wiem, wiele doświadczyłam i tym bardziej śmiem twierdzić, że studia to przede wszystkim nauka samodzielnego życia.
    Temat rzeka, więc na tym poprzestanę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też uważam, że lepiej studiować niż nie studiować.
      Studia mogą nam się przydać w znalezieniu odpowiedniej pracy. A jeśli się nie przydadzą, to przynajmniej zostanie w naszej pamięci niesamowity czas i przeżycia, o których piszesz.
      Ja nigdy nie byłem typem imprezowicza, ale bardzo miło wspominam picie zimnego piwa zamiast siedzenia na nudnych wykładach i znajomych, z którymi teraz nie mam kontaktu.
      Wspomnień nikt nam nie odbierze:)

      Usuń
  6. Podobno firma Ernst & Young (teraz EY) od poprzedniego roku nie wymaga od kandydatów do pracy dyplomu ukończenia studiów.
    jednak w naszym kraju tytuł magistra otwiera dostęp do wielu posad. Ponieważ studiuje już 80% populacji, to jakość kształcenia musiała spaść.
    Natomiast byłbym bardzo ostrożny w kreowaniu teorii, że jakiś kierunek studiów jest bez sensu i oznacza bezrobocie. Spotkałem w swoim życiu kilku filozofów, którzy w różnych dziedzinach radzili sobie wyśmienicie. Jestem ciekaw czy wiesz, jaki procent ludzi z wykształceniem ścisłym lub ekonomicznym, piastuje funkcje menedżerskie w Krzemowej Dolinie w USA?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, że tytuł magistra otwiera dostęp do wielu posad, na przykład w wielu instytucjach rządowych czy samorządowych jest wymagane wyższe wykształcenie.
      Ale jakość kształcenia, szczególnie na prywatnych uczelniach, jest bardzo niska.

      Nie twierdzę, że niektóre kierunki oznaczają stuprocentowe bezrobocie, ale łatwiej znaleźć dobrze płatną pracę po informatyce niż po socjologii czy europeistyce.
      Sam znam filozofa, który już przed trzydziestką został dyrektorem w ważnej instytucji samorządowej.

      Nie mam pojęcia, ile takich osób pracuje w Dolinie Krzemowej. Jaki to procent?

      Usuń
    2. Inżynierowie i ekonomiści zajmują ok. 40% stanowisk menedżerskich, humaniści ponad 50%. Co ciekawe ok. 20% jest po studiach artystycznych :-)

      Usuń
    3. Tak właśnie myślałem, że to podchwytliwe pytanie;)
      W Polsce humaniści pracują w sklepach za 1500 zł, a artyści w bibliotekach za 1800. Strasznie to przykre.
      Ludzie z wykształceniem ścisłym mają w naszym kraju znacznie lepiej. Mam znajomego, który skończył informatykę z ogromnymi problemami i słabiutkimi ocenami, a od razu po studiach dostał pracę za 4000 zł na rękę..

      Usuń
    4. Przepraszam, że się wtrącam, ale poruszyliście temat w którym siedzę teoretycznie i praktycznie, i widzę, że obaj macie rację.
      Z zawodu wyuczonego na studiach jestem elektronikiem i psychologiem, to dziwne połączenie wynikło z tego, że w końcu lat '90 ub.w. chciałem być psychotronikiem, Niestety ten zawód Gierek oddał wojsku, a wojsko utajniło i chętnym zaproponowano dwa równoległe kierunki: psychologię i elektronikę, z czego skorzystałem.
      W III RP oba te zawody musiałem uzupełnić specjalizacją informatyka i psych. pracy. Od 2008 r. pracowałem i pracuję na umowie i zleceniach w filii polskiego Dell'a. Moim szefem jest ... filozof, a jego szefem jest ... rolnik po szk. zawodowej.
      Obok mnie, wśród "zwykłych" techników pracuje dr informatyki i krawcowa po maturze. Jak można zauważyć tu nie rządzi "papierek na rozum", ale aktualnie posiadana wiedza i kwalifikacje. Ale to, niestety, jest "hameryka".

      Usuń
    5. Jesteś na moim blogu stałym bywalcem, możesz wtrącać się, kiedy chcesz;)

      Ty znasz ten temat też praktycznie, ja tylko teoretycznie. Ale obserwując różne branże można stwierdzić, że sporo osób po filozofii zajmuje kierownicze stanowiska. To mnie zdumiewa, bo w liceum myślałem, że to gówniany kierunek bez perspektyw na dobrą pracę.
      Pocieszające jest to, że ludzie po takich kierunkach albo po szkole zawodowej osiągają sukcesy.

      Usuń
  7. Moim zdaniem wybór kierunku studiów jest zbyt wcześnie, ponieważ wiek 18-19 lat nie jest wiekiem na tyle dojrzałym, by świadomie wybrać i zdecydować co tak naprawdę Nas interesuje. Niewiele osób może pochwalić się dobrze dokonanym wyborem, tym co go naprawdę interesuje od jakiegoś czasu i siedzi w nim od dawna. Zazdroszczę takim ludziom, którzy poszli na dany kierunek zgodnie ze swoimi zainteresowaniami, pasjami i robią to co kochają przez całe życie. Większość jak piszesz zapisuje się gdzieś z musu, z odgórnie zapisanej powinności czy w drodze ucieczki.

    Ja sama zapisałam się na kierunek, który w tamtej chwili mnie interesował, w zawodzie nie pracuję już od kilku lat, a dzisiaj kierunek wybrałabym zupełnie inny ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Większość ludzi idzie na studia, bo każą im rodzice, bo idą znajomi, bo chcą poczuć wolność i alkohol w innym mieście.
      Ja też zazdroszczę ludziom, którzy już w liceum wiedzą, kim chcą być w przyszłości, gdzie pracować, i konsekwentnie realizują swoje zamierzenia.

      Ja też wybrałem kierunek studiów, który mnie interesował, ale nie zastanawiałem się, ile będę po nim zarabiał. Nie wiedziałem też, jak ciężka będzie po nim praca.

      Usuń
  8. Ja poszłam na studia bo rodzice chcieli, a ja sama nie miałam lepszego pomysłu na siebie... Chętnie pogodziłam się z marzeniami rodziców chociażby dlatego, że chciałam wyrwać się do większego miasta, gdzie jest "więcej możliwości" bo jakoś nie wyobrażałam sobie kariery w spożywczaku w mojej wiosce. A pewnie gdyby nie dalsza nauka nie szybko udałoby mi się wyjechać. Studia same w sobie to faktycznie niepotrzebny papierek w wielu przypadkach. Bo studia uczą niewiele (co najmniej te na które ja poszłam). Egzaminy większość zdaje bez większego wkładu w naukę, a sami wykładowcy przyznają, że uczą nas rzeczy, które nam się nie przydadzą, bo w prawdziwym życiu robi się inaczej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie musiałem nigdzie uciekać, bo mieszkałem i studiowałem w tym samym mieście.
      Ale wybrałem kierunek bez głębszego zastanowienia. Teraz sobie myślę, że nie była to zbyt mądra decyzja, ale czasu nie cofniemy.
      Dobrze, że chociaż pracuję w swoim zawodzie, bo wiele osób po studiach musi pracować właśnie w sklepach spożywczych.

      Usuń
  9. Masz rację, ze studiami zapanowała w tym kraju istna paranoja.

    O czym się może nie wspomina to fakt, że na pójście na studia jest swego rodzaju presja, zarówno rówieśnicza jak i hm, czasem rodzicielska.

    Mój brat nie poszedł na studia i musiał za to wysłuchiwać, a ja jego decyzję szanuję - nie mógł znaleźć interesującego go pola, nie miał większych ambicji więc poszedł do zwykłej pracy.

    Lepsze to niż życie na koszt rodziców i podatników.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, że produkcja magistrów to istna paranoja. Bo to jest produkcja, gdzie liczy się kasa dla władz i wykładowców uczelni, a nie jakość i wiedza.

      Niektórzy nie chcą wysłuchiwać jak Twój brat i idą na byle jakie studia. Niektórzy co rok zmieniają studia i po kilku latach okazuje się, że zostają i bez wykształcenia, i bez pracy.

      Usuń
  10. Wybory nie są jednak takie proste i nie zawsze się wie, jaką drogą podążać, a w momencie, gdy trzeba się na coś zdecydować, łatwo popełnić błędy. Potem niestety musimy jakoś się mierzyć w wszelkimi konsekwencjami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę ludziom, którzy już w liceum wiedzą, jaki zawód chcą wykonywać i konsekwentnie realizują swoje marzenia.
      Ja już dawno skończyłem studia, a dalej nie wiem, co chciałbym naprawdę robić;)

      Usuń
  11. Masz racje z tym ze po maturze nie kazdy wie co naprawde chce robic w przyszlosci i ja do takich nalezalam. Wybralam Politechnike, bo bylam dobra z przedmiotow scislych, autentycznie uwielbialam matematyke. Studia to byl najpiekniejszy okres w moim zyciu, bo praktycznie bez zmartwien. Mysle ze oprocz wiedzy w kierunku w ktorym studiowalam zdobylam bardzo duzo, prawdziwa przyjazn, moj swiatopoglad, ogolna wiedza, tyle wspanialych dyskusji, tylu ciekawych ludzi. Dyplom to nie wszystko, ten caly dodatek zycia studenckiego dla mnie znaczyl bardzo duzo. Teresa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też bardzo miło wspominam swoje studia. Oczywiście sama nauka też była ważna, ale z sentymentem myślę o piciu zimnego piwa, o ciekawych rozmowach, o śmiesznych sytuacjach, o znajomych, z którymi miło spędzałem czas. To już dawno minęło, ale uśmiecham się, gdy o tym myślę:)

      Usuń
  12. Trafne spostrzeżenia!
    Kończąc szkołę średnią, nie miałem wielkich planów. Ba, nawet nie wiedziałem czy idąc na studia które wybrałem dobrze robię. Boję się, że jak skończę studia to pracy nie znajdę w zawodzie.Tak ma pewnie większość. Dorosłość jest trudna...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są pewne kierunki, po których dobra praca będzie zawsze. Na przykład po medycynie czy informatyce.
      Ale po skończeniu większości kierunków możemy w ogóle nie znaleźć pracy. Nawet po prawie, gdy nie zrobimy drogich aplikacji.
      Życzę Ci jednak świetnej pracy po studiach:)

      Usuń
  13. To temat trochę złożony. Przede wszystkim poziom matury jest dziś niski, do tego wystarczy napisać na raptem 30%, zamiast 51%, by zdać, co jest absurdalne. Ludzie idą na studia z różnych przyczyn, ale równolegle idą dwa ich rodzaje: wymagania pracodawców, często bez sensu z wykształceniem wyższym, a drugie to chęć wydłużenia sobie młodości, bycia na utrzymaniu rodziców. Do tego masa kierunków, z których kiedyś wystarczyło studium, teraz pootwierała się na uniwersytetach, co jest kompletnie bez sensu. No i sam poziom uczelni wyższych jest niski. A rodzice nakłaniają dzieci na studia, bo mają myślenie, że studia to jest takie WOOOW i w ogóle. Kiedyś może i było, jak to pokolenie, które już wie, na jak niskim poziomie są dzisiejsze studia, będzie miało dzieci to sytuacja może się nieco odwróci. W tym wszystkim jest jeszcze jedna kwestia - państwo zamiast płacić więcej na jednego studenta, płaci mniej, przez co uczelnie wolą rekrutować więcej osób na odwal, niż ogarnąć mniejsze grupy, ale lepszych maturzystów i lepszych studentów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że 30% to jednak przyzwoity próg. Wydaje się niski, ale tysiące maturzystów, którzy są świetni z przedmiotów humanistycznych, nie radzą sobie z matematyką. Co więcej, nawet Szymborska "nie potrafiła" dobrze zinterpretować swojego wiersza na maturze z polskiego. To jest dopiero ciekawe;)

      Z pozostałą częścią Twojego komentarza się zgadzam. Kiedyś studiowała elita, więc poziom studiów był wysoki. Dziś studiują miliony przeciętniaków, ludzi, którzy nie czytają książek, którzy są uzależnieni od dopalaczy.
      A prywatne uczelnie to maszynki do zarabiania pieniędzy. Nie trzeba nawet chodzić na zajęcia, by prześlizgnąć się przez studia. I później mamy tysiące magistrów, którzy nic nie potrafią.

      Usuń
  14. dokładnie. ja miałam do wyboru albo nie iść wcale, albo iść na ekonomię jakąś właśnie, bo to bliżej i taniej... ale bez sensu, po co się kisić w takim czymś skoro się tego nie lubi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też myślę, że albo studiować coś, co się przynajmniej lubi lub coś, co da dobrą pracę, albo nie studiować wcale.
      Niektórzy co rok zmieniają kierunek studiów i po kilku latach nie mają ani papieru, ani doświadczenia zawodowego.

      Usuń
  15. W zasadzie zgadzam się, może to zabrzmi drastycznie, ale studia powinny być trudniej dostępne i po prostu-dla ludzi naprawdę zdolnych, którym zależy. Już w liceum jest za niski poziom. A na niektóre uniwerki przyjmują chyba za oddychanie. Przecież widzę, że większości ludzi stanowczo starczyło by wykształcenie podstawowe i zawodowe.
    Racja, że dzisiaj potrzeba sporo ludzi wykształconych, szczególnie w branży usług czy przy obsłudze maszyn, ale nie musi to być specjalnie wysokie wykształcenie.
    Może moje poglądy są zbyt radykalne, ale sama idę na studia z powołania- bo lubię się uczyć- i jestem uważana w środowisku za dziwaka. Bo wszyscy idą na studia, żeby znaleźć pracę, bo tak trzeba, bo nic innego nie potrafią robić. Chociaż znam też fajne przypadki, jak mój kumpel, który idzie na politechnikę żeby spełniać marzenia i rozwijać polski przemysł. Wierzę, że uda mu się coś osiągnąć :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety wszystkim rządzi prawo rynku i możliwość zarobku. Jest sporo uczelni prywatnych, a ludzi w wieku produkcyjnym coraz mniej. Więc uczelnie oferują niski poziom, by przyciągnąć do siebie tysiące studentów i miliony złotych.
      A studia są bardzo modne. Myślę, że moda na studiowanie wcale nie jest zła. Ale masz rację, że niektórym studia wcale nie są potrzebne. Sam znam kilka osób, które studiowały lub studiują tylko po to, żeby mieć zniżki studenckie na komunikację, wejścia na imprezy albo tymczasową pracę na śmieciówce.

      Fajnie, że są jeszcze takie osoby jak Ty i Twój kumpel:)

      Usuń