26 grudnia 2016

Podsumowanie niesamowitego 2016 roku

Dlaczego ten rok był dla mnie niesamowity?

W 2016 roku były Mistrzostwa Europy w piłce nożnej we Francji. Bardzo udane dla naszej męskiej reprezentacji. Były też Igrzyska Olimpijskie w Rio de Janeiro. Tym razem bardzo udane dla naszych kobiet. Bo na 11 medali zdobytych przez Polskę aż 8 zdobyły przedstawicielki płci pięknej. 
Oprócz tego bardzo dużo zmieniło się w moim życiu prywatnym, ale o tym później.

Z czego jestem bardzo zadowolony?

Jednym z moich tegorocznych postanowień było to, by częściej pisać na blogu. W 2015 roku napisałem tylko 27 postów, a w tym 37. Bardzo mnie to cieszy. 

Z czego jestem umiarkowanie zadowolony? 

W 2015 roku przeczytałem aż 54 książki. W tym roku 42. Trochę mniej, ale i tak uważam, że to sporo.

Trochę gorzej było z ćwiczeniami, bo w 2015 roku ćwiczyłem 187 razy, czyli aż 52% dni w roku. W 2016 roku ćwiczyłem 129 razy, czyli do dzisiaj 36% dni.

A teraz najważniejsze: w tym roku po raz pierwszy zostałem ojcem. Życie zmieniło się całkowicie i bezpowrotnie. Teraz mogę sobie tylko pomarzyć o wypiciu kilku piw albo o przespaniu całej nocy. Ale uśmiech dziecka, które wygląda tak samo jak Ty, wszystko rekompensuje :)
 

16 grudnia 2016

Co myślicie o spotkaniu blogerskim?

Zbierałem się do napisania tego postu od kilku miesięcy. Miałem i dalej mam tysiące wątpliwości. Do tej pory jeśli chciałem coś zrobić, a mimo to tego nie robiłem, wiedziałem, jakie są tego powody. Albo wynikało to ze wstydu lub strachu, albo byłem zbyt leniwy, albo zwyczajnie brakowało mi czasu. 
A w tym przypadku sam nie wiem, czego chcę.
Kiedy zakładałem ten blog, myślałem, że będzie on anonimowy. Między innymi dlatego że poruszam w nim też osobiste tematy, czasami trudne i wstydliwe, czasami związane z pracą zawodową.
 
Minęło kilka lat. Nie spodziewałem się, że będę tak długo regularnie pisał. Nie spodziewałem się, że będę miał grono stałych czytelników, a przede wszystkim komentatorów. 
Najbardziej cieszy mnie to, że większość komentarzy jest merytoryczna, ciekawa, wywołująca dyskusje. Czasami Wasze komentarze są prawie tak samo długie jak moje posty. Ale o to raczej nietrudno ;)
 
Niesamowite jest to, że często nie wiem jak wyglądacie, gdzie mieszkacie, czym zajmujecie się zawodowo, a mimo to czuję jakąś niewidzialną więź. Czuję, że moglibyśmy spędzić długie godziny przy kawie albo piwie, poruszając tysiące różnych tematów.
Nigdy nie byłem na żadnym spotkaniu blogerskim. Wiem, że jest sporo spotkań ogólnopolskich , w których uczestniczą setki blogerów. Są też spotkania bardziej kameralne na kilkanaście osób. 
Nigdy nie brałem udziału w takich wydarzeniach, bo przychodzą tam blogerzy, którzy prowadzą raczej komercyjne blogi. Nie mam nic przeciwko nim, ale mój blog jest jednak niszowy.
 
A Wy co myślicie o spotkaniach blogerskich? Może sami w nich uczestniczycie?

3 grudnia 2016

Oszczędność czy skąpstwo?

Kiedy byłem nastolatkiem, rodzice nigdy nie dawali mi regularnego kieszonkowego. Dostawałem 50 albo 100 zł tylko na specjalne okazje typu urodziny, mikołajki czy dzień dziecka. Mimo to zawsze miałem odłożone kilka stów na czarną godzinę. Wynikało to z tego, że pieniądze, które dostawałem od rodziców czy dziadków, chowałem do biurka, a nie wydawałem ich na fajki, piwo czy dopalacze, o których wtedy jeszcze nikt nie słyszał. Dzięki oszczędnościom zawsze na bieżąco mogłem doładować sobie telefon, kupić gazetę albo zjeść ze znajomymi na mieście. Nie musiałem prosić rodziców o hajs na swoje przyjemności.
 
W dzisiejszych czasach bardzo trudno jest oddzielić normę od dewiacji. Z perspektywy czasu myślę, że moja oszczędność była chorobliwa i ocierała się o skąpstwo. Bo nieraz wolałem iść na nogach kilka kilometrów niż kupić bilet autobusowy za kilka złotych. Potrafiłem też chodzić w jednych butach przez 5 lat, a w kurtce nawet przez 7.
 
A teraz dwa autentyczne przypadki świetnie obrazujące jak dzisiaj rozróżniam skąpstwo i oszczędność.
 
Mam 42-letniego krewnego, który mieszka w dużym domu z ogrodem, jeździ terenowym samochodem, zarabia bardzo dobrze jak na polskie warunki, bo 6.000 zł. Oprócz tego od kilku lat nie ma żadnych kredytów, bo spłacił cały kredyt na dom, a auto kupił za gotówkę. A mimo to oszczędza na jedzeniu, ma wręcz niedowagę. Oszczędza też na najbliższych. Żony nigdy nie zabiera do kina czy restauracji. Nastoletnim dzieciom nie kupuje prawie nigdy prezentów, czasami zapomina nawet o ich urodzinach.
 
Mam 63-letnią klientkę, która przez ostatnie kilka lat żyła tylko z zasiłków z pomocy społecznej nieprzekraczających 1.000 zł miesięcznie. Niedawno przeszła na emeryturę, która wynosi całe 1.500 zł miesięcznie. Jest to jej jedyny dochód. A mimo to jest autentycznie zadowolona. Ciągle powtarza, że teraz może w końcu godnie żyć, a nawet zaoszczędzić.

26 listopada 2016

Mamy w końcu rynek pracownika, a nie pracodawcy

Jeszcze kilka lat temu, między innymi z powodu ogólnoświatowego kryzysu finansowego,  w Polsce pracodawcy mogli przebierać w pracownikach. Pamiętam, że wysyłałem wtedy CV do różnych firm i instytucji. Średnio 30% pracodawców zapraszało mnie na rozmowy kwalifikacyjne. Rozmowy przeważnie były bardzo trudne, często wręcz kuriozalne. Pamiętam jedną, gdzie specjalista HR wypytywał mnie o zastosowanie długopisu. Wymieniłem ich kilkanaście, ale dla niego i tak było to za mało.
Oczywiście żadnej z tamtych rozmów kwalifikacyjnych nie przeszedłem pozytywnie.

Minęło kilka lat. Setki tysięcy Polaków wyjechały do do pracy za granicę. Setki tysięcy polskich rodzin dostały 500 zł na dzieci. I nagle okazało się, że brakuje chętnych do pracy. Teraz to pracodawcy muszą szukać pracowników i oferować im odpowiednie warunki.  
W ostatnim czasie byłem na kilku rozmowach kwalifikacyjnych. Prawie wszyscy pracodawcy chcieli mnie zatrudnić i to jak najszybciej. Teraz to ja zacząłem wybrzydzać. Pracy biurowej nie przyjąłem, bo była tylko na pół etatu. Pracę w biurze nieruchomości i firmie ubezpieczeniowej też odrzuciłem, bo nie oferowali żadnej podstawy, tylko prowizję od sprzedaży. Podobnie było z pracą na infolinii. Tam z kolei nie spodobała mi się stawka godzinowa i elastyczny czas pracy.

16 listopada 2016

Przeciwieństwa się przyciągają?

Marcin jest ateistą. Nie modli się nigdy. Do kościoła chodzi tylko przy okazji chrztów, ślubów czy pogrzebów, czyli nie częściej niż raz w roku.
Jego żona Dagmara jest osobą głęboko religijną. Modli się codziennie. W każdą niedzielę chodzi do kościoła. Co więcej, chodzi też do świątyni w każde ważniejsze święto kościelne, w październiku codziennie odmawia różaniec, a w maju codziennie chodzi na nabożeństwa majowe.

Tomek jest abstynentem. Absolutnym. Nie pije bezalkoholowego piwa na plaży, nie pije szampana podczas sylwestra, nie je nawet cukierków z alkoholem.
Partnerka Tomka Monika lubi czasami wypić alkohol. Nie nadużywa go, ale często pije kieliszek czerwonego wina do obiadu albo pszeniczne piwo przy serialach.

Agnieszka jest weganką. Jest także aktywną obrończynią praw zwierząt. Należy do stowarzyszenia, bierze udział w ogólnopolskich akcjach związanych z ochroną przyrody.
Jej narzeczony Jarek jest miłośnikiem jedzenia w każdej postaci. Nie gardzi również fastfoodami, a dzień bez mięsa jest dniem straconym.
Według niego jedzenie powinno sprawiać przyjemność, a nie być zdrowe, etyczne czy ekologiczne.

Czy ludzie żyjący w takich związkach mogą być szczęśliwi?

7 listopada 2016

Spacer

Lubię spacery od kiedy pamiętam. Jako nastolatek uwielbiałem chodzić nad staw lub do parku i wyobrażać sobie, że jestem prezesem znanego klubu piłkarskiego lub szefem wielkiej firmy.
Jako dorosły facet lubiłem pomedytować w czasie spaceru, podziwiać piękno przyrody, porozmyślać o sprawach religijnych czy psychologicznych.

Miałem w życiu różne miłości związane ze sportem i aktywnością. Kiedyś sporo jeździłem na rowerze. Bardzo to lubiłem. Ale po paru latach zupełnie mi się znudziło i od kilku lat w ogóle nie siedziałem na rowerze.
Inną sportową miłością było pływanie. Z powodu monotonii i ciągle zajętych torów basenowych przestałem chodzić na pływalnię już po kilkunastu miesiącach.
Jeszcze szybciej, bo po kilku miesiącach skończyła się moja przygoda z bieganiem i sztukami walki. Tu akurat powodem była kontuzja nogi.

Miłość do spacerów nie skończyła się nigdy. Ba, nawet się powiększyła, bo po dwudziestce pokochałem góry. A przecież chodzenie po górach to też spacer tyle że trochę trudniejszy.

Niektórzy mówią, że spacery są tylko dla emerytów. Dla starszych pań i panów, którzy mają nadmiar wolnego czasu.
Dla innych spacer to abstrakcja. Bo po co chodzić po parku czy lesie skoro można w tym samym czasie obejrzeć ciekawy program w TV albo spędzić kilka godzin w galerii handlowej.
Ja jednak polecam spacer. Każdemu. Nie dość, że można podziwiać piękną polską przyrodę lub świetną architekturę, oddychać świeżym powietrzem (nie zawsze), to jeszcze dbamy o swoją figurę, a nawet o zdrowie. Same korzyści.

3 listopada 2016

Poobiednia drzemka. Przejaw mądrości czy lenistwa?

Naukowcy są podzieleni co do wpływu poobiedniej, krótkiej drzemki na nasze zdrowie. Spanie w ciągu dnia zwiększa ryzyko zachorowania na cukrzycę. Może też powodować problemy z zasypianiem lub nawet bezsenność.
Z drugiej strony krótka drzemka znacząco zmniejsza ryzyko chorób serca. Paradoksalnie powoduje także, że mamy więcej energii i jesteśmy bardziej kreatywni.

Jeśli chodzi o mnie, to też mam ambiwalentny stosunek do spania po obiedzie. Jeszcze kilka lat temu byłem bardzo leniwy i prowadziłem bardzo nudne życie. Po pracy jadłem obiad i od razu szedłem w kimono. Nic mi się nie chciało, ciągle byłem zmęczony i zgorzkniały. Poobiednia drzemka była symbolem mojego nudnego życia.

Od kilku lat rzadko zdarza mi się spać w ciągu dnia, bo po prostu nie mam na to czasu. Jeśli już przydarzy mi się okazja, to śpię maksymalnie godzinę. Nie muszę nastawiać budzika, mój organizm sam dba o to, bym spał od 30 do 60 minut. 
Ogromnym paradoksem jest to, że gdy 15 minut po takiej drzemce idę na ćwiczenia, czuję się jak nowo narodzony.

29 października 2016

Bezsenność

Przeżywałem kiedyś bardzo mroczny czas w swoim życiu, który trwał wiele ciągnących się w nieskończoność miesięcy. Nie mogłem zasnąć. Codziennie.
Leżałem z zamkniętymi oczami, odmawiałem zdrowaśki, liczyłem barany. Wszystko na nic. Im bardziej chciałem zasnąć, tym bardziej nie mogłem. Te noce wspominam jako piekło. Płakałem leżąc sam na łóżku w pustym pokoju. Zupełnie sam.

Te czasy na szczęście minęły. Od wielu lat mam jedynie epizody bezsenności. Na przykład, gdy jadę pociągiem lub autokarem. Ale to jest naturalne. Naturalne jest też to, że ja, mieszkaniec dużego miasta, nie mogę zasnąć u krewnych, którzy mieszkają na wsi. Ta cisza i ta ciemność są dla mnie nie do zniesienia. Słychać tylko szczekanie psów z oddali. Natomiast po wódce śpię na wsi jak niemowlę. Wtedy nic mi nie przeszkadza.

Podobno bezsenność jest przyczyną ogromnej ilości wypadków w pracy  i wypadków drogowych. O wiele częstszą przyczyną niż picie alkoholu!!

17 października 2016

Ile godzin snu potrzebujemy do szczęścia

Jeszcze w czasach liceum potrafiłem spać nawet ponad 10 godzin na dobę. Nie, nie było to po mocno zakrapianej imprezie albo morderczym treningu. Po prostu przychodził weekend albo wakacje i spałem prawie do południa. Rodzice słusznie mnie za to krytykowali. Wtedy mnie to wkurzało, teraz wiem, że tak długie spanie nie było zbyt mądre z mojej strony. Bo przesypiałem życie. Przesypiałem tyle niesamowitych możliwości spędzania czasu. 
Ale sny były tak przyjemne. Sen był dla mnie ucieczką przed okrutnym światem.

Według większości naukowców dorosły człowiek potrzebuje od 6 do 9 godzin snu na dobę, by dobrze funkcjonować i być zdrowym. Przy czym szkodliwe dla organizmu jest spanie poniżej 6 godzin, szkodliwe jest również spanie powyżej 9 godzin w ciągu doby.
Od kilku lat śpię średnio 7 godzin w nocy, a nawet gdy zdarza mi się spać tylko 6, to i tak jestem wyspany. Czyli idealnie mieszczę się w normie.
Chociaż są ludzie, którzy śpią tylko 5 godzin na dobę, a mimo to świetnie funkcjonują. Są też tacy, którzy muszą spać 10 godzin, bo inaczej zasypiają na stojąco.

7 października 2016

Po co wstawać wcześnie rano?

Zawsze miałem problemy z wczesnym wstawaniem. Nie lubiłem wstawać przed lekcjami w szkole, nie lubiłem wstawać na zajęcia na studiach, nie lubię wstawać do pracy. 
Często rano myślę sobie, że fajnie byłoby jeszcze trochę pospać i pośnić o czymś przyjemnym. Czasami, gdy pokój tonie w mroku, a za oknem słychać szum deszczu, nachodzą mnie nawet myśli, by wziąć urlop na żądanie, ale zawsze wstaję i idę grzecznie do pracy.
Dla mnie 7.00 to wcześnie rano. Gdy zdarzało mi się nie spać o 5.00 i patrzeć przez okno na przystanek autobusowy pełen ludzi, zawsze patrzyłem z niesłabnącym niedowierzaniem. Bo jak to możliwe już o 5.00 jechać do pracy. Tak wcześnie? Gdy świat jeszcze tonie w mroku.

Tak sobie myślę, że gdyby ludzie nie musieli wyprowadzać psów na spacer, zaprowadzać dzieci do przedszkola, chodzić do pracy, to spaliby codziennie do 12.00. A jeśli nie do południa, to przynajmniej do 10.00. Sny są przecież tak przyjemne.

24 września 2016

Warto być cierpliwym?

Na pewno warto cierpliwie czekać na miłość. Ona przyjdzie sama, prawie od niechcenia. Warto cierpliwie czekać na przyjaźń. Ona także przyjdzie. Prędzej lub później.

Ale czasami nie warto czekać. W Polsce są miliony kobiet, których mężowie ostro piją, a nieraz je mocno biją. Nie warto wierzyć, że facet sam z siebie stanie się abstynentem i pluszowym misiem. Nie warto czekać i żyć 17 lat w piekle małżeństwa. Lepiej rozwieść się po 3 latach nadziei i rozpaczy, a nie po 17. Lepiej zacząć nowe życie w wieku 28 lat, a nie 42.
W Polsce są tysiące par, które nie mogą mieć dzieci. Mimo niestosowania antykoncepcji, mimo częstego seksu i wieloletnich starań. Oczywiście można czekać na cud. Znam małżeństwo, które doczekało się dziecka po 10 latach starań!! Lekarze mówili, że nigdy nie będą mogli mieć dzieci, a im się udało bez żadnych leków i in vitro. Ale to przypadek jeden na milion. Poza tym byli już psychicznie wykończeni po tych 10 latach.
Dlatego najlepiej, gdy kobieta przebada się kompleksowo pod kątem ginekologicznym, a jej facet zbada spermę. Dobrze też prowadzić zdrowy styl życia, a jeśli mimo to nie udaje się mieć dzieci, to lepiej pomyśleć o leczeniu w wieku 30 lat niż 40.

Są jednak dziedziny życia, w których zupełnie nie wiem, czy warto być cierpliwym czy nie. Na przykład praca zawodowa. Pracuję w jednej firmie od 7 lat, a zarabiam tylko 2.000 zł. Nie ukrywam, że bardzo frustruje mnie wysokość pensji, brak awansów, brak perspektyw na lepsze stanowisko. Nie wiem, co jest lepsze. Czy praca na przeciętnym stanowisku za przeciętną pensję, ale praca pewna i stała czy ciągłe zmiany pracy z powodu braku cierpliwości. 
Mam znajomego, który w ciągu 2 lat pracował w 5 branżach!! Był sprzedawcą w sklepie, agentem ubezpieczeniowym, pośrednikiem nieruchomości, kurierem i pracownikiem infolinii. Nie wiem, kto z nas ma rację. Może obaj źle robimy, a może wręcz przeciwnie. Nie wiem.

11 września 2016

Miej wyjebane, a będzie ci dane. Tym razem o przyjaźni

Nie spodziewałem się, że mój ostatni post spotka się z tak dużym zainteresowaniem i ilością komentarzy. Ale że tak się stało postanowiłem kontynuować ten temat.
Ostatni wpis był o miłości, ten jest o innym bardzo ważnym uczuciu w naszym życiu, czyli o przyjaźni. Mimo że nie jestem ekspertem od przyjaźni, nie wiem, czy miałem przyjaciela i czy kiedykolwiek będę miał.
Wiem, że będąc nastolatkiem, bardzo brakowało mi nie tylko miłości, ale i przyjaźni. Brakowało mi osoby, przy której nie muszę się wstydzić, nie muszę udawać kogoś silniejszego, lepszego niż jestem. Zawsze byłem samotnikiem, ale raczej nie miałem problemów, by pójść z kimś na piwo albo bilard. Kiedyś byłem idealistą (zresztą kto nie był w młodości hipisem, wegetarianinem albo socjalistą). Wierzyłem w miłość na całe życie. Wierzyłem w przyjaźń bezinteresowną, całkowitą. Dlatego tak cierpiałem, bo miałem z kim wypić alkohol w sobotę, a nie miałem się komu wyżalić, wypłakać. Nie miałem z kim pogadać na tematy religijne czy filozoficzne. Bo wśród znajomych było to tematem tabu albo wyszydzane i wyśmiewane.

W ostatnich latach przestałem szukać przyjaciół. W ostatnich dniach skontaktowało się ze mną 2 dobrych znajomych ze studiów, z którymi nie rozmawiałem od kilku lat.
 

28 sierpnia 2016

Miej wyjebane, a będzie ci dane

"Miej wyjebane, a będzie ci dane" albo bardziej poetycko, jak pisał ksiądz Twardowski o miłości: "Spróbuj nie chcieć jej wcale, wtedy przyjdzie sama". W pełni zgadzam się z tymi słowami, chociaż strasznie trudno je stosować w życiu.

Gdy byłem nastolatkiem, bardzo brakowało mi czułości, bliskości. Brakowało mi osoby, do której mógłbym się przytulić, z którą mógłbym porozmawiać o wstydliwych sprawach. Brakowało mi też seksu. Do tego czułem kompleksy i zazdrość, że moi rówieśnicy mają dziewczyny, a ja nawet się nie całowałem.
Zawsze byłem nieśmiały, więc nie szukałem dziewczyn na jedną noc, i dobrze, bo w ten sposób mógłbym spieprzyć życie komuś albo sobie. Ale ciągle myślałem o tym, że chcę znaleźć drugą połowę. Pisałem miłosne wiersze do szuflady. Nocami płakałem z samotności. Spędzałem kilka godzin dziennie, pisząc na różnych czatach z przedstawicielkami płci pięknej. Nie chodziłem do klubów, ale na imprezach u znajomych albo ogniskach też rozpaczliwie szukałem drugiej połowy. 
Aż w końcu się odlałem na szukanie miłości. Skoncentrowałem się na piciu zimnego piwa ze znajomymi, na grze w piłkę w pełnym Słońcu, na czytaniu książek, na jeździe na rowerze, na nauce, na sprzątaniu domu rodzinnego.

I miłość przyszła sama, prawie od niechcenia.

15 sierpnia 2016

Jak wiele człowiek jest w stanie znieść

Chylę czoło przed ludźmi, którzy przeżyli wiele miesięcy lub nawet lat w niemieckich obozach zagłady albo w rosyjskich łagrach. Nie zazdroszczę ludziom, którzy teraz siedzą w chińskich albo meksykańskich więzieniach.

Chylę czoło przed kobietami, które teraz rodzą w szpitalach. Mimo że mają dostęp do USG, do pracy serca swoich nienarodzonych dzieci, do znieczulenia w kręgosłup i gazu rozweselającego, to i tak poród jest przeważnie strasznym i traumatycznym przeżyciem.
A co ma powiedzieć moja mama, która w szpitalu nie miała dostępu do znieczulenia i rodziła mnie w ogromnych bólach przez kilkanaście godzin. Albo moja babcia, która rodziła wszystkie swoje dzieci w domu.

Podziwiam polskich komandosów z GROM, którzy reprezentują taki sam poziom jak słynny na całym świecie amerykański Navy SEAL albo brytyjski SAS. 
Mało kto jest w stanie przepłynąć wpław z Gdyni do Helu, wbiec z Zakopanego na Rysy albo zrobić naraz 200 pompek. A dla nich to zwykła zabawa.

Nie narzekajmy więc na polską pogodę albo na to, że mieszkamy na 4. piętrze w bloku bez windy.

24 lipca 2016

Jak wynegocjować niższy abonament za Internet, telewizję, telefon

Do napisania tego postu skłoniła mnie niedawna wizyta u dostawcy Internetu i telewizji. Idąc do biura, myślałem, że uda mi się obniżyć opłatę za abonament przy zachowaniu tej samej ilości programów i prędkości Internetu. Albo zachować taką samą kwotę abonamentu przy zwiększeniu ilości programów i prędkości Internetu.
Jakie było moje zdziwienie, gdy pracownik firmy powiedział, że muszę płacić 10 zł więcej za pakiet, który miałem dotychczas. 
Użyłem różnych argumentów i w końcu udało mi się zostać przy dotychczasowej wysokości abonamentu, czyli 75 zł, ale nie jestem zadowolony.

Za to mój znajomy przeprowadził świetne i skuteczne negocjacje w tej samej firmie. Powiedział, że albo będzie płacił 50 zł (za pakiet lepszy niż mój), albo przechodzi do konkurencji. Na początku powiedzieli mu, że absolutnie nie ma takiej możliwości. Ale po kilku dniach do niego zadzwonili i grzecznie zaakceptowali jego warunki!!
Ja jednak bałbym się takiego ryzyka. On pojechał po bandzie i dużo ryzykował, bo gdyby rzeczywiście chciał przejść do konkurencji musiałby zapłacić kilkaset złotych kary za zerwanie umowy z dotychczasową firmą.
 

10 lipca 2016

Dlaczego fundacje i stowarzyszenia zabijają w ludziach chęć pomagania

Przez kilka lat byłem członkiem stowarzyszenia. Aktywnym członkiem. Chodziłem na wszystkie spotkania, płaciłem comiesięczne składki, pomagałem w pisaniu projektów. Nigdy nie ukrywałem, że chcę robić coś dobrego dla innych, ale nie w formie wolontariatu.

Napisaliśmy kilka projektów. Na konkursy miejskie, wojewódzkie, a nawet ogólnopolskie. Oczywiście nie dostaliśmy nawet złotówki dotacji, bo nie znaliśmy odpowiednich ludzi w urzędzie marszałkowskim ani we władzach miasta. To była pierwsza przyczyna mojej frustracji.
Drugą przyczyną mojego odejścia było zaangażowanie członków stowarzyszenia. Na papierze mieliśmy świetną ekipę. Byli wśród nas pracownicy socjalni, pielęgniarki, nauczyciele, policjanci, psycholodzy, prawnicy, kuratorzy sądowi. Każdy miał wiedzę i doświadczenie z różnych dziedzin życia i była to nasza ogromna siła.
Tyle że regularnie na spotkania przychodziło nie więcej niż 30% osób. Pomimo że spotkania były tylko raz w miesiącu. Nawet składki, które wynosiły tylko 10 zł miesięcznie od osoby okazały się zbyt wysokie, bo w ogóle nie płaciło ich aż 50% członków. Nie muszę chyba wspominać, że w pisanie projektów angażowało się maksymalnie 20% osób należących do stowarzyszenia.

Kiedy tak sobie myślę o tych kilku latach mojej działalności w stowarzyszeniu, dochodzę do wniosku, że tylko zmarnowałem kilkaset złotych i dziesiątki godzin, które mogłem dużo lepiej spożytkować. Czuję duży smutek i trochę złości. Bo mogło być tak pięknie. 

Ale może Wy macie pozytywne wspomnienia z działalności w fundacjach lub stowarzyszeniach?

6 lipca 2016

Albo robię coś dobrze, albo nie robię tego wcale

Napiszę trochę nieskromnie, ale lubię w sobie pewną cechę. Mianowicie lubię porządek. Umysłowy i materialny. Często te 2 porządki idą ze sobą w parze. Nie chodzi tylko o to, że myję naczynia i odkurzam, czego nienawidzi wielu facetów i tego nie robi.

Lubię mieć porządek z pracą zawodową. Wolę wykonywać jedną pracę dobrze niż kilka przeciętnie albo słabo. Dlatego nie zostałem na przykład kuratorem społecznym albo sprzedawcą ubezpieczeń, chociaż mogłem dodatkowo mieć takie prace.
Podobnie mam z pasjami i zainteresowaniami. Miałem na przykład krótkotrwały romans z młodzieżówką dużej partii politycznej. Szybko zraziłem się do polityki, wiem, że to nie dla mnie. Nie jestem członkiem żadnej partii politycznej i mam nadzieję, że nigdy nie będę. Co nie znaczy, że nie chodzę na wybory, bo zawsze głosuję w wyborach ogólnopolskich, samorządowych czy dzielnicowych.
Podobnie jak z partią polityczną skończyła się moja przygoda z organizacją pozarządową. Należałem przez kilka lat do stowarzyszenia, byłem zaangażowany w jego działalność. Dowiedziałem się, że trzeba mieć znajomości w urzędzie miasta albo władzach województwa, żeby otrzymać jakiekolwiek pieniądze na działalność. Widziałem też, że w działalność stowarzyszenia angażuje się maksymalnie 30% jego członków. Podziękowałem. Odszedłem i czuję się dużo lepiej.

Trochę mi smutno, że odszedłem z niektórych miejsc i od niektórych ludzi, ale myślę, że dobrze zrobiłem. Lepiej robić kilka rzeczy dobrze niż kilkadziesiąt bardzo słabo. Nie możemy się przecież rozdwoić. Doba nie jest rozciągliwa.

Mam swoją drugą połowę, mam pracę zawodową, mam blog, oprócz tego piszę wiersze, czytam poezję i prozę, chodzę na ćwiczenia. Staram się też mieć czas dla znajomych, mieć czas na odpoczynek i przemyślenia. Nie mam czasu na nudę.

22 czerwca 2016

Dlaczego nie dbamy o zęby?

W swojej pracy często spotykam osoby, które pełnym uśmiechem mogły się pochwalić kilkanaście albo nawet kilkadziesiąt lat temu. Ale trzeba brać poprawkę na to, że są to ludzie, którzy mają 80 lat albo 40-latkowie, którzy wolą pić tanią wódkę i palić ukraińskie papierosy niż myć zęby.
Bardziej od zębów klientów pomocy społecznej przeraża mnie stan uzębienia zwykłych Polaków. Ludzi, których mijam codziennie na chodnikach, których spotykam w autobusach czy sklepach. Bo jak można doprowadzić do tego, by w wieku 40 lat nie mieć prawie w ogóle zębów. Jak można doprowadzić do tego, by już przed czterdziestką wstydzić się uśmiechać, wstydzić się mówić, wstydzić się całować. 

Ale najbardziej nurtuje mnie jedno pytanie: Czy ci ludzie nie czują w ogóle bólu?
Bo przecież zęby psują się i wypadają przez kilka lat, a nie przez kilka dni.

13 czerwca 2016

Zwolnienia lekarskie to jedna wielka ściema

Piszę ten post pod wpływem chwili. Pod wpływem tego na co choruje moja wątroba. Nie, nie chodzi o dzisiejszy ani wczorajszy alkohol. Chodzi o zwolnienia lekarskie. I nawet nie moje zwolnienia, tylko koleżanek i kolegów z pracy.

Strasznie wkurwia mnie to, że niektórzy nadużywają zwolnień lekarskich. Nie zaglądam nikomu w listę chorób, ale jeśli ktoś co roku bierze 2-3 miesiące zwolnienia lekarskiego akurat w lecie, to jest to co najmniej podejrzane. A inne osoby dziwnym trafem biorą zwolnienia przed Bożym Narodzeniem, po Wielkanocy albo w okolicy weekendu majowego. Najgorsze jest to, że inni pracownicy muszą zastępować "chorujących" podczas ich nieobecności w pracy. Nieraz zdarzało mi się zastępować kogoś przez miesiąc albo dwa. Jest to strasznie frustrujące i zniechęcające do dobrego wykonywania swoich obowiązków, bo albo nie dostawałem nic za zastępstwo, albo premie były żenująco niskie.
Moją frustrację pogłębia fakt, że kierownik ma to w dupie, czy ktoś nie bierze zwolnień lekarskich przez 10 lat, czy bierze kilka razy w roku. Ważne jest tylko to, by robota była wykonana.

1 czerwca 2016

Czy opłaca się mieć samochód?

Źródło:www.kasmet42.pl

Samochód kosztuje. Bardzo dużo kosztuje. Samo paliwo przy bardzo oszczędnej i rzadkiej jeździe kosztuje 200 zł miesięcznie. Samo ubezpieczenie OC przy ogromnych zniżkach to 500 zł rocznie. Wymiana opon 2 razy w roku - 100 zł, wymiana oleju 1 raz w roku - 150 zł, coroczny przegląd - 100 zł, mycie kilka razy w roku - 100 zł. Można tak wymieniać bez końca. Wydatki na samochód zależą od tysięcy czynników, ale śmiało można stwierdzić, że posiadanie auta może kosztować nawet 500 zł miesięcznie. To ogromna kwota, która mocno obciąża rodzinne budżety. A niektóre rodziny mają po 2-3 samochody.

Oczywiście możemy wymienić pasek rozrządu po 15 latach jazdy, a nie po 7. Ale może się zdarzyć, że pasek zwyczajnie ze starości pęknie po 10 latach. Wtedy cały silnik nadaje się do wymiany. A silniki są drogie.
Oczywiście możemy jeździć na tych samych oponach przez 20 lat, zamiast 6. Tylko trzeba brać pod uwagę, że 12-letnia opona może zwyczajnie pęknąć. Możemy spowodować wypadek i zabić nie tylko siebie, ale i innych niewinnych ludzi.

Dlatego lepiej pięćdziesiąt razy przemyśleć, czy stać nas na utrzymanie bezpiecznego i sprawnego samochodu.

 

23 maja 2016

Po co nam studia?

Zdaliśmy maturę. Oczywiste jest więc to, że idziemy na studia. Bo taka jest moda, bo wszyscy idą, bo rodzice będą dumni i będą mieli czym się chwalić podczas rodzinnych imprez.

Myślę, że dużo się nie pomylę, jeśli napiszę, że zdecydowana większość maturzystów nie wie, w jakim zawodzie chce pracować, a studia wybiera pod wpływem impulsu. Kiedyś studia były ucieczką przed wojskiem, teraz są ucieczką od rodziców, czasami ucieczką z rodzinnego miasta. Są ucieczką do krainy bliskich znajomości i hektolitrów alkoholu. Nauka jest gdzieś na dalszym planie.

Przerażające jest to, że tysiące ludzi studiują na takich kierunkach jak: pedagogika, socjologia, politologia czy marketing i zarządzanie. A po skończeniu studiów pracują za 1500 zł albo w ogóle nie mogą znaleźć pracy. Oczywiście nie każdy może skończyć medycynę i zarabiać 20.000 na miesiąc jako lekarz. Nie każdemu uda się zrobić aplikacje i zostać notariuszem. Nie każdy ma ścisły umysł, by zostać wybitnym programistą.

Ale wszyscy mamy prawo wyboru.
 

6 maja 2016

Po co nam matura?

Matura jest przepustką na studia. I chyba tylko tyle. Nie jest żadnym sprawdzianem dojrzałości, jak chcieliby niektórzy. I wcale nie sprawdza naszego poziomu wiedzy. Dobrym przykładem jest matematyka. Zmora tysięcy maturzystów każdego roku. Co z tego, że ktoś świetnie mówi po angielsku i wygrywa konkursy ortograficzne z polskiego, skoro polegnie na matmie i nie dostanie się na studia. A studentami zostaną jego koledzy, którzy potrafią dobrze ściągać i kombinować.

W takim razie może matura jest nam zbędna? Przecież Edyta Górniak nie ma matury, a zarabia miliony, Zbigniew Hołdys jest świetnym artystą i inteligentnym komentatorem życia społecznego, a Andrzej Stasiuk pisze nawet książki. I to popularne, nagradzane książki.

Myślę jednak, że ten papierek jest nam potrzebny. Podobnie jak dobra znajomość języka angielskiego, prawo jazdy kategorii B czy umiejętność pływania. 
Nigdy nie wiadomo, co się w życiu przyda.

23 kwietnia 2016

Ten post jest o Was, moich czytelnikach

Od razu zaznaczę, że nie będę wymieniał Waszych imion czy nazw blogów. Po pierwsze, bo nie chcę nikogo pominąć, a po drugie, bo większość z Was i tak będzie wiedziała o kim piszę.

Kilka dni temu wieczorem naszła mnie ochota, by poczytać moje posty sprzed kilku lat i komentarze pod nimi. Czytając komentarze, wchodziłem też na blogi ich autorów. 
Jedna sytuacja bardzo mną wstrząsnęła. Otóż wszedłem na blog faceta, którego nie odwiedzałem od wielu miesięcy. Okazało się, że on nie żyje. Byłem w potężnym szoku. Tym większym, że autor blogu nie miał nawet 30 lat, poza tym był naprawdę człowiekiem-orkiestrą z tysiącami pozytywnych pomysłów, które realizował. Mam do niego ogromny szacunek, bo przed swoją śmiercią napisał post, w którym żegna się z czytelnikami. Zrobił w ten sposób coś naprawdę niesamowitego. Nie oddadzą tego żadne słowa.

Nie wiem, co się stało z autorami blogów, które zostały zlikwidowane. Może założyli inne blogi, a może skończyli przygodę z blogowaniem.
Nie wiem, co się stało z blogerami, którzy nagle przestali pisać. Wierzę, że realizują się w innych dziedzinach życia. Może zostali matkami, ojcami. Może znaleźli dodatkową pracę. Może zdobywają teraz Mont Blanc albo przemierzają australijską pustynię. 

Za niektórymi blogami nie tęsknię wcale. Za innymi tęsknię bardzo mocno. Naprawdę mi ich brakuje. Jest na szczęście kolejna grupa blogów. Odkryłem je na nowo po wielu miesiącach. Bardzo się z tego cieszę. Na pewno będę teraz na nie zaglądał, czytał, komentował.

17 kwietnia 2016

Jak znaleźć wenę do pisania?

W końcu wróciła mi wena do pisania. A tak naprawdę, to sam ją zmusiłem do powrotu. Jednym z moich noworocznych postanowień jest częstsze pisanie na blogu i komentowanie postów na Waszych blogach. Na razie mi się to udaje, bo w 2016 roku napisałem już ponad połowę tego, co przez cały 2015 rok. Jest więc dobrze.

Ale sam nie wiem, czy to dobrze tak zmuszać się do pisania. Nie wiem. Są różne szkoły. Jedni pisarze przelewają swoje myśli na papier codziennie od 7.00 do 15.00, a inni tylko wieczorami z papierosem w ustach i zimną wódką na biurku.
Jedni poeci piszą codziennie nowy wiersz, a inni raz na 3 miesiące, bo akurat złapała ich wena podczas jazdy samochodem przez bieszczadzkie wsie.

A jak jest z Wami, blogerami?

7 kwietnia 2016

Lepiej kupić mieszkanie na kredyt czy całe życie wynajmować?

dom.wp.pl

Lubimy posiadać. Lubimy mieć coś swojego. Chcemy mieć kogoś bliskiego, chcemy mieć dobrą pracę, przytulne mieszkanie, szybki samochód.
Poznać kogoś wartościowego możemy przez tysiące sposobów, nawet w Internecie. Możemy założyć własny biznes i zarabiać dużo kasy. A za 10.000 zł możemy kupić naprawdę porządny samochód.

Problem zaczyna się, gdy chcemy kupić mieszkanie. Bo nawet, kiedy ktoś zarabia 5.000 zł (na polskie warunki to ogromna kwota) i mieszka w domu rodzinnym, to na zakup mieszkania musi zbierać pieniądze przynajmniej przez kilka lat. A zdecydowana większość Polaków zarabia poniżej 3.000 zł. Kupujemy więc mieszkania na kredyt, który spłacamy przez 30 lat. 

30 marca 2016

Dlaczego polubiłem chodzenie do teatru



poznan.naszemiasto.pl

Kiedy byłem dzieckiem, rodzice nie zabierali mnie do teatru. Gdy byłem nastolatkiem, chodzenie na spektakle teatralne kojarzyło mi się z zabawą tylko dla elit, a nie dla zwykłych śmiertelników. Dopiero całkiem niedawno odkryłem i polubiłem teatr. Już kilka lat temu zaczęły się pojawiać w moim mózgu myśli, że fajnie byłoby pójść na przedstawienie teatralne. Ale odganiałem je, tłumacząc sobie, że bilety do teatru są za drogie. Że lepiej pójść 3 razy do kina za 45 zł niż raz do teatru za 50.
W końcu jednak pokonałem swoje przykre myśli i poszedłem do teatru. Spektakle tak mi się spodobały, że w ciągu ostatniego roku byłem tam kilka razy. I zamierzam chodzić regularnie, przynajmniej raz na kilka miesięcy.

Nie ukrywam, że oprócz samych spektaklów , które są bardzo różne, jedne kapitalne, inne mocno przeciętne, pewną rolę odgrywa zwykła próżność. Chodzenie do teatru uchodzi za zjawisko elitarne. Na spektakle przychodzą panie w pięknych sukienkach i szpilkach na wysokim obcasie oraz panowie w dobrze skrojonych garniturach i błyszczących lakierkach.
W teatrze rozmawia się o poezji i pije czerwone wino ze szklanych kieliszków. Teatr to kultura wyższa, a nie kino z zapachem popcornu i bąbelkami w butelkach.

20 marca 2016

Dlaczego znikają najbardziej wartościowe blogi?

Nie żal mi wcale blogów, które zarosły chwastami. Nie żal mi blogów, na których posty pojawiały się raz na kilka tygodni, a komentarze były czymś tak niecodziennym jak śnieg w lecie.

Bardzo brakuje mi natomiast blogów, które wznosiły się ponad przeciętność i tandetę zalewającą Internet ze wszystkich stron.
Ich autorzy poruszali ciekawe, często kontrowersyjne tematy. Dzięki temu wywiązywała się żywa, energetyczna dyskusja w komentarzach. A każdy, nawet malutki komentarz miał znaczenie dla autora blogu i zasługiwał na odpisanie.

Brakuje mi tych blogów, ale szanuję też decyzje ich autorów. Bardzo trudno jest opuścić blog, któremu poświęciło się kilka lat swojego życia. Bardzo trudno jest opuścić dziesiątki stałych czytelników spragnionych nowych wpisów.
Bardzo trudno jest odejść, mając pół miliona albo milion wyświetleń.

6 marca 2016

Dlaczego tysiące ludzi mieszkają na działkach?

info.wyborcza.pl


W Polsce na działkach mieszkają tysiące ludzi. Tysiące rodzin. Gdybym nie pracował w pomocy społecznej, nigdy bym w to nie uwierzył. Gdy byłem nastolatkiem działki kojarzyły mi się z uprawą owoców i warzyw oraz z sobotnimi grillami z gorącą kiełbasą i zimnym piwem. Wiedziałem, że na działkach mieszkają bezdomni, ale myślałem, że to zwykli żule. Nie przyszło mi do głowy, że mogą tam mieszkać rodziny. Nawet rodziny z dziećmi.

Jest mroźna zima. Temperatura wynosi minus 7 stopni Celsjusza. Wchodzę na teren ogrodów działkowych. Oficjalnie brama wjazdowa jest zamknięta. Idę przez śnieg, który sięga mi prawie do kolan. Widzę dymy wylatujące z kilku kominów w altanach. Oficjalnie nikt na działkach nie mieszka.
Tylko na terenie tego jednego ogrodu działkowego mieszkają 23 osoby korzystające z pomocy społecznej. Mieszka tu także przynajmniej kilkanaście osób, które nie korzystają z pomocy żadnej instytucji. Ich najważniejszą instytucją jest pół litra.

2 marca 2016

3 lata blogu. Dziękuję

Dzisiaj mój blog obchodzi 3. rocznicę swoich urodzin. Bardzo lubię statystyki, dlatego w tym poście będzie ich kilka.

Liczba obserwatorów - 46

Bardzo słaby wynik. Zostawię to bez komentarza.

Liczba wyświetleń - 66478 

Wynik mocno przeciętny. Ale to dlatego, bo w 2015 roku zaniedbałem blog i zarósł on potężnie chwastami. Na szczęście od 2016 roku wziąłem się mocniej za pisanie na blogu i będzie coraz lepiej.

Liczba komentarzy - 3714

To jest coś, z czego jestem bardzo dumny. I nie chodzi tylko o samą ilość komentarzy (przeciętnie wychodzi 26 komentarzy na każdy post), która jest imponująca.
Najbardziej cieszy mnie, że Wasze komentarze są przeważnie merytoryczne, skłaniają do żywych dyskusji i myślenia. Cieszy mnie też to, że piszecie nawet, gdy macie inne zdanie niż ja. Takie komentarze są bardzo cenne.

Dziękuję Wam za wszystko. 
  

21 lutego 2016

Tatry polskie czy słowackie?



Jadę pociągiem z głową wystawioną przez okno. Słońce ogrzewa delikatnie, wiatr rozwiewa włosy i wyciska łzy z oczu. Na dworcu z Zakopanem dziesiątki turystów i kilku bezdomnych. Spaceruję Krupówkami, przeciskam się przez tłumy wczasowiczów i ulicznych sprzedawców. 
Rano wstaję bardzo wcześnie, podjeżdżam busem pod same Tatry. Chodzę po górach przez kilka dobrych godzin. Na szczycie jem kanapkę, piję ciepłą herbatę z termosu, obserwuję ogromną przestrzeń dookoła. Po zejściu ze szlaku jem kotleta z frytkami, wypijam duże zimne piwo, które tylko tutaj smakuje tak dobrze.

Jadę samochodem przez Słowację. Jest sierpień. Nie ufam własnym oczom. Gdzie są mieszkańcy sennych miasteczek? Gdzie są turyści?
Na górskich szlakach jest podobnie. Prędzej można spotkać polskiego turystę albo niedźwiedzia niż Słowaka. 
Mogę oddychać świeżym powietrzem o zapachu lasu. Mogę dotykać zimnych, bezwonnych skał. Czuję się tu jak u siebie.

10 lutego 2016

Ile chcielibyśmy zarabiać?

Na tę chwilę byłbym zadowolony, gdybym zarabiał 3000 zł netto. Nie jest to jakaś wygórowana kwota, ale w porównaniu do mojej obecnej pensji, czyli 2000 zł na rękę, jest to sporo.

Dlaczego akurat 3000 zł miesięcznie? 

Myślę, że jest to kwota, która pozwoli osobie samotnej (nie lubię określenia singiel, a kawaler czy stara panna brzmią pejoratywnie) wynająć pokój w dużym mieście, zapłacić za rachunki mieszkaniowe, wyjść czasem na piwo i mieć jakąś kasę dla siebie.
Jeśli facet zarabia 3000 zł na miesiąc, jego partnerka tyle samo, to jak na polskie warunki mają dobrą sytuację finansową. Mogą sobie pozwolić na zakup mieszkania na kredyt, kupno kilkuletniego samochodu i nawet na stworzenie dziecka.

6 lutego 2016

Polskie Tatry, czyli komercja w góralskim wydaniu


Do polskich Tatr mam ambiwalentny stosunek. Z jednej strony bardzo je lubię, a z drugiej nienawidzę. W Tatrach urzekają mnie świetne widoki. Najbardziej poruszają mnie stawy otoczone przez wysokie, ostre góry. Do tego błękitno-białe niebo. Tworzy to niesamowity kontrast i sprawia wrażenie czegoś nierealnego. Czegoś, czego nie uchwycą żadne, nawet najlepsze lustrzanki.
Tatry są najwyższymi i najchętniej odwiedzanymi górami w Polsce. Oferują dziesiątki malowniczych szlaków i szczytów do zdobycia. To kolejny powód, by je lubić.

Żeby nie było tak różowo, jest wiele rzeczy, które mi się najpopularniejszych polskich górach nie podobają. Pomijam wszechobecną góralską tandetę, bo to lokalny koloryt. Nad Bałtykiem kupimy muszelki i naszyjniki z bursztynów, a pod Giewontem ciupagi i grzane piwo. Jest mi to obojętne, bo każdy chce zarobić.
Śmieszy mnie natomiast tłum ludzi czekający, by wyjechać kolejką na Kasprowy Wierch. I zapłacić kilkadziesiąt złotych w jedną stronę.
Wkurwia mnie zabijanie koni, które ciągną po kilkunastu turystów na wozie do Morskiego Oka i na innych szlakach. Jeśli jakiś koń zdechnie, to trudno. Na jego miejsce są kolejne. Ważne, by góralom zgadzały się dudki.

1 lutego 2016

Najwybitniejszy szczyt Pienin - Trzy Korony




Trzy Korony wznoszą się na wysokość 982 m.n.p.m. Są najwybitniejszym, a także jednym z najwyższych szczytów w Pieninach. Prowadzi na nie wiele szlaków: ze Szczawnicy, Krościenka, Sromotnic Niżnych, Sromotnic Wyżnych, Czorsztyna.

W Pieninach byłem tylko raz, ale wspominam je z sentymentem, szczególnie ich najwyższy szczyt. Trzy Korony składają się z kilku skalistych turni. Do najwyższej, Okrąglicy, prowadzi metalowy pomost i schody. Trasę rozpocząłem w Krościenku, wchodziłem niebieskim szlakiem, tą samą drogą schodziłem.

Pieniny nie są szczególnie wymagającymi  górami. Osoby z przeciętną kondycją spokojnie mogą je przejść. Widoki na trasie są przeciętne, ale wszystko rekompensuje niesamowita panorama z Okrąglicy. Pomimo niskiej wysokości w porównaniu do Tatr czy Bieszczadów, Trzy Korony oferują kapitalne wrażenia wizualne.

Na żadnym innym  szczycie nie czułem się tak blisko nieba i tak wysoko nad ziemią. Aż wyciągnąłem ręce, by złapać chmury.

18 stycznia 2016

500 złotych na dziecko. Świetny program czy patologia?

Program "Rodzina 500 plus" jeszcze nie ruszył i nie wiadomo, kiedy zacznie funkcjonować, a już wywołuje potężne kontrowersje w polskim społeczeństwie.

W ostatnich miesiącach wielokrotnie zmieniano jego treść, a także termin rozpoczęcia. Niedawno czytałem, że program ma się rozpocząć 01.04.2016r. Na pierwsze dziecko będzie obowiązywało kryterium - 800 złotych na osobę w rodzinie, natomiast na drugie i kolejne pieniądze dostaną wszyscy rodzice, niezależnie od dochodów.

Oceniam tę inicjatywę pozytywnie, chociaż mam kilka zastrzeżeń. Nie podoba mi się głównie zapis o braku kryterium dochodowego. Rząd planuje wydać na "Rodzinę 500 plus" od 16 do 22 miliardów złotych rocznie!! To ogromna ilość pieniędzy. Można ją znacząco zmniejszyć, nie przekazując kasy rodzicom, którzy mają wysokie dochody. Bo po co dodatkowe 500 złotych komuś, kto zarabia 10.000 na miesiąc?

13 stycznia 2016

Najwyższy szczyt Bieszczadów - Tarnica



Tarnica wznosi się na wysokość 1346 m.n.p.m. Jest najwyższym szczytem w Bieszczadach oraz w województwie podkarpackim. Należy także do Korony Gór Polski. Można na nią wejść czerwonym szlakiem od Ustrzyk Górnych albo niebieskim od Wołosatego. 

Tarnicę wspominam z sentymentem, bo była to moja pierwsza wędrówka w góry i zarazem pierwszy szczyt, który zdobyłem. 
Wchodziłem na nią od strony Ustrzyk Górnych. Tą samą trasą schodziłem. Miałem pecha, bo dzień mojej wędrówki był mglisty, a idąc przez las, tonąłem w błocie po kilkudniowych opadach deszczu. Pomijając warunki atmosferyczne, zdobycie Tarnicy nie jest trudne, nie trzeba mieć dobrej kondycji. Wystarczą porządne buty, ubranie, prowiant i chęć podziwiania widoków, które przy słonecznej pogodzie są świetne. Nie są to co prawda zielone na dole, a skaliste u góry Tatry, ale podkarpackie góry też mają swój urok. W lecie są soczyście zielone, a jesienią przyjmują barwy spadających, wyblakłych liści. Inną atrakcją Tarnicy jest metalowy krzyż na jej szczycie. Nie jest to co prawda kultowy, 18-metrowy krucyfiks na Giewoncie, ale 8 metrów to też spora wysokość.
Kolejnym plusem wędrowania po Bieszczadach jest ilość turystów, których jest o wiele mniej niż w komercyjnych polskich Tatrach.

8 stycznia 2016

Dlaczego kocham góry



Często jest tak, że to rodzice zarażają nas pozytywnymi pasjami. Ojciec potrafi zarazić dziecko miłością do łowienia ryb albo oryginalnych samochodów, a matka do czytania książek albo spacerów po lesie.
W moim przypadku było tak, że nikt z rodziców nie chodził po górach. Wśród dobrych znajomych też nie mam miłośników turystyki górskiej. Nie wiem, skąd się to u mnie wzięło, ale od zawsze pasjonowały mnie góry. Czytałem o nich, marzyłem o nich.

Pierwszy raz wybrałem się w góry dopiero w wieku 21 lat. Pewnie dlatego, że miałem już prawo jazdy i jakieś małe oszczędności. Od razu zacząłem od mocnego uderzenia, bo wszedłem na najwyższy szczyt Bieszczad-Tarnicę, a było wtedy potężne błoto po kilkudniowych opadach deszczu i złowieszcza mgła.
Pomimo tych warunków góry tak mnie wciągnęły, że są jedną z moich pasji. Niestety, z powodów urlopowych, finansowych i logistycznych, mogę jeździć w góry tylko raz w roku. Dlatego staram się urozmaicać swoje wędrówki. Byłem Bieszczadach, Pieninach, Tatrach polskich i słowackich. Od wielu lat marzę o Sudetach. Marzę też o Rysach, których nigdy nie udało mi się zdobyć. Gdy miałem dobrą kondycję, nie było odpowiedniej pogody. Gdy było słonecznie, moja kondycja była słaba.

3 stycznia 2016

Kobiety mają smartfony, klucze, portfele w torebkach. A co mają zrobić faceci?

Jednym z moich postanowień na rok 2016 jest to, żeby bardziej dbać o wygląd. Chciałbym pozbyć się trochę starych ubrań, kupić trochę nowych (chociaż nienawidzę zakupów), zmienić styl ubierania się.

Ale jest jeden problem związany z ubraniami, który nie jest ani jasny, ani łatwy do rozwiązania. Mianowicie nie wiem, co zrobić z pełnymi kieszeniami spodni. Od zawsze miałem z tym problem. Telefon, portfel, klucze. Te 3 rzeczy wystarczą, by moje przednie kieszenie spodni wyglądały jak u dresiarza albo złodzieja.

Z różnych rozmów i obserwacji wynika, że faceci radzą sobie z tym (albo nie radzą) na tysiące sposobów. Jedni stosują mój wieśniacki styl, inni są wyjątkowo odważni, bo noszą smartfony i portfele w tylnych kieszeniach spodni (jak oni siedzą?), jeszcze inni to turyści, bo wszędzie chodzą z plecakami, kolejna grupa to sportowcy z torbami w rękach i eleganci z czarnymi teczkami.

A może faceci też powinni nosić torebki?