29 listopada 2015

Polska prowincja. Senne miasteczka.


Jadąc przez Polskę, oglądamy senne miasteczka i wsie. Często są one bardzo zadbane i romantyczne. Ale czy chcielibyśmy w nich mieszkać?
Gdybym był dentystą prowadzącym własny gabinet albo notariuszem mającym biuro w centrum miasteczka, z pewnością mieszkanie w 10-tysięcznej miejscowości byłoby przyjemne i prestiżowe. Ale dla kasjerki czy zawodowego kierowcy mieszkanie w takiej miejscowości nie jest ani przyjemne, ani prestiżowe. Ba, większość ludzi z małych miast szuka pracy w miastach 100 albo 200-tysięcznych, które są oddalone nierzadko o 50 czy 70 kilometrów. 
W sennych miasteczkach nie ma wielkich galerii handlowych ukochanych przez kobiety. Nie ma eleganckich knajp lubianych przez facetów. Są małe sklepy, dyskonty i pijalnie piwa. Koty zaś leżą na chodnikach, wygrzewają się w promieniach Słońca i czują się tu jak u siebie.

 

24 komentarze:

  1. ja mieszkam na wsi, pracuję w takim właśnie miasteczku...i gdyby nie Narzeczony, to za nic bym tego nie oddała i nie wyprowadziła się do miasta. ale serce nie sługa, a odległość i jazdy są uciążliwe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Idealnie byłoby pracować kilka kilometrów od miejsca zamieszkania, bo nawet wyższe zarobki nie zrekompensują godzin straconych na dojazdy i kasy na paliwo albo bilety.
      Ja na szczęście pracuję i mieszkam w tym samym mieście.

      Usuń
  2. Takie miasteczka są cudowne. Kiedy przez nie przejeżdżam, marzę, by tam zamieszkać. Lecz tak, jak piszesz, nie jako kasjerka:)).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nigdy nie marzyłem, by w nich mieszkać. Chociaż lubię przez nie przejeżdżać, oglądać i czasami coś zjeść:)

      Usuń
  3. Kilka miesięcy temu GPS poprowadził mnie przez małe miasteczko. Było już po zachodzie słońca, gdy w pewnym momencie zobaczyłem źle zaparkowany sprzęt rolniczy tamujący drogę. Zapukałem do gospodarstwa obok, ale zamiast wyjaśnień posypały się przekleństwa, a za nimi wyskoczyła pijana gromada z kijami. Na wstecznym biegu dojechałem do najbliższego skrzyżowania i szerokim 30 kilometrowym łukiem ominąłem to wcale "nie senne" miasteczko. Polska się zmienia, ale chyba na gorsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na szczęście nie miałem takich przygód;)
      Przejeżdżając przez senne miasteczka, widzę, że w ostatnich latach poprawił się stan dróg i wygląd kamienic, ale z tego co piszesz, mentalność ludzi niekoniecznie..

      Usuń
  4. To prawda te senne miasteczka dają możliwość odpocząć od pędzącego świata, jednak czy zamieszkanie tam na zawsze to luksus? Kwestia gustu, potrzeb i pragnień. Wychowałam się na wsi, w pobliżu miałam kilka takich dla mnie sennych miasteczek, jednak są to dla mnie jedynie niemiłe wspomnienia. Niestety mentalność ludzi z tych moich miasteczek była iście grubiańska i wyniosła. Nie umieli uszanować ludzi chociażby ze wsi, bo według nich oni byli ważniejsi - bo byli z MIASTA! Niestety chyba na długo pozostanie mi uraz do takich sennych miasteczek, bo oprócz moich wspomnień, tak też jak napisał przedmówca Andrzej Rawicz za tą sennością kryje się często wulgarna i bez kultury i szacunku do innych mentalność ludzi. I chyba wniosek taki, że to nie kwestia liczby mieszkańców ale ich wychowania, osobowości i człowieczeństwa. Cieszę się, że poruszyłeś ten temat - mogłam zmierzyć się z demonami przeszłości :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie jest tak, że z tych sennych miasteczek wielu młodych i zdolnych ludzi wyjechało do dużych miast na studia albo zagranicę do pracy, a wielu z tych, którzy zostali, jest sfrustrowanych i może stąd ich agresja i grubiaństwo..
      Ja zawsze mieszkałem w dużym mieście, nieraz w czasie wakacji jeździłem na wieś do krewnych. Bardzo miło to wspominam, ale jednak najlepiej czuję się w mieście.
      Cieszę się, że takim krótkim tekstem pozwoliłem Ci się zmierzyć z demonami przeszłości;)
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Ja mieszkam w miasteczku, gdzie liczba mieszkańców to ok. 16 tys. i zawsze ciągnęło mnie do większych miast. Małe miasteczka bardzo ograniczają, zawodowo i kulturalnie. W dużym mieście łatwiej zawierać nowe znajomości, co kawałek jest jakaś knajpka, galeria,kino i wiele miejsc gdzie ludzie po prostu mogą się spotykać. A i ludzie z większych miast są bardziej otwarci na ludzi, na ich odmienność charakterów, w małych miasteczkach wielu ludzi zna się, jest to czego nienawidzę czyli plotki, wielu ludzi pochwala jeden schemat zachowań, poglądów i każde odchylenie od tego schematu jest uznawane za coś nienormalnego i dziwacznego np. kobieta nie chce założyć rodziny tylko bardziej interesuje ją kariera zawodowa.
    A jeśli chodzi o przykłady, które podałeś - w takim miasteczku zostanie nieambitny dentysta, który chce zarabiać więcej niż inni ale w takimi miasteczku się nie rozwinie, nie będzie miał wysokiego poziomu usług czy stosował nowoczesnych metod, będzie robił to co go na studiach nauczono i nic poza tym, a jego ambitni koledzy z wielkich miast będą się rozwijać i zarabiać kilka a nawet kilkanaście razy więcej niż on.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, 100 czy 200-tysięczne miasto oferuje ogromne możliwości w porównaniu do 10 czy 20-tysięcznego miasteczka. Można iść do kina, teatru, na kręgle czy do parku wodnego. Możliwości są ogromne, a zadziwia mnie, że ludzie z nich nie korzystają. Mam kilku znajomych pochodzących z małych miasteczek, którzy od paru lat mieszkają w dużym mieście, a bardzo rzadko chodzą do kina czy na kręgle, nie wspominając o teatrze..
      Pewnie w przypadku takich dentystów chodzi o prestiż wśród sąsiadów. Mam krewnego, który jest notariuszem. Mieszka i pracuje w miasteczku podobnym do Twojego. Zarabia bardzo dobrze, a jego koledzy, z którymi pije, to burmistrz, komendant policji, proboszcz itd.

      Usuń
  6. To wszystko zależy od tego, jaki masz pomysł na siebie i na życie. I gdzie to miasteczko się znajduje. Jeżeli dość blisko dużego miasta i jest dobrze skomunikowane linią kolejową, to mieszkanie tam może być lepsze, niż na obrzeżach metropolii. A jeżeli chodzi o dentystów, to najlepsze gabinety i najlepszych specjalistów znalazłem w małych miasteczkach blisko Łodzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, jeśli jest to miasteczko koło Trójmiasta czy Warszawy, to mieszkanie tam może być przyjemne i praktyczne. Gorzej, gdy jest w Bieszczadach czy na Mazurach..
      Co do dentystów, to nie mam zdania, bo na szczęście nie muszę często korzystać z ich usług:)

      Usuń
  7. Kiedy zamieszkam na swojej wsi, to też właśnie takie miasteczko bedę miała w pobliżu. Pamietam, że kiedyś było tam dla mnie za cicho, teraz już mi to nie przeszkadza, przez te lata, kiedy mieszkałam pod W-wą, aktualnie pod B-szczą, zmieniłam się i teraz ta cisza sennego miaseczka wydaje mi sie kojąca :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja od urodzenia mieszkam w dużym mieście, dlatego jestem przyzwyczajony do pewnej dawki hałasu i świateł w nocy. Gdy nocuję u kogoś na wsi, to na trzeźwo nie mogę zasnąć, jest zbyt cicho i zbyt ciemno;)

      Usuń
    2. Naprawdę??? A ja nie mogę zasnąć nocując w hotelu, zawsze słyszę te tramwaje i huk samochodów. Ostatnio nocowałam w Ibisie na Ostrobramskiej w W-wie. W nocy taki upał, że nie ma czym oddychać. Dopadam do okna, otwieram je i z zewnątrz wpada potworny hałas. I bądź tu mądry wybierz lepszą opcję w takiej sytuacji...

      Usuń
    3. Każdy ma swój sposób zasypiania. Mnie nigdy w życiu nie zdarzyło się zasnąć podczas oglądania TV. Jeśli jakiś program mnie nudzi, to go wyłączam. Ale jest sporo osób, które zasypiają przed telewizorem.
      Są nawet tacy mistrzowie, którzy śpią w pracy;)

      Usuń
  8. Ja mieszkałam i w dużym mieście, i małej mieścinie, no i często bywałam na wsi, także mam porównanie, ale nie potrafię jednoznacznie stwierdzić gdzie najbardziej chciałabym mieszkać (na stałe). Wszystkie te miejsca mają jakieś plusy i minusy.
    Pozdrawiam;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zdecydowanie najbardziej lubię mieszkać w dużym mieście. Na szczęście nie mieszkam w Krakowie ani na Śląsku, więc nie mam problemów z zanieczyszczeniem środowiska. Jedynym minusem może być hałas przejeżdżających samochodów.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  9. Piszesz o zadbanych i romantycznych mieścinach i dajesz zdjęcie sypiącego się budynku - przez chwilę zastanawiałam się "co mi nie gra na tym obrazku"? :-)
    Odpowiadając na Twoje pytanie, to nie chciałabym mieszkać w takim małym miasteczku. Ale nie z tych względów co wymieniłeś. W takim miejscu bardzo trudno jest być sobą, bo zanim cokolwiek powiesz/zrobisz w głowie pojawia się myśl "co powie na to sąsiadka"? Wątpię bym miała siłę przeciwstawiać się wszystkim, a nie będąc sobą, byłabym najzwyczajniej w świecie nieszczęśliwa.
    Pozdrawiam ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te miasteczka często są zadbane koło głównej drogi, koło urzędu miasta, a kilkadziesiąt metrów dalej straszą takie budynki jak na zdjęciu..
      Nie myślałem o tym, ale masz rację. W mieście 200-tysięcznym jesteśmy anonimowi nawet dla sąsiadów z bloku, a w 10-tysięcznym wszyscy wszystkich znają i plotkują na temat sąsiadów.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  10. Jest jeszcze opcja pracy zdalnej z domu :) I wtedy fajnie się mieszka w takim sennym miasteczku, jak nie trzeba dojeżdżać kilometrów do pracy. Po co komu galeria handlowa? :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Praca zdalna z domu to świetna opcja:)
    Myślę, że jednak większości kobiet byłoby bardzo smutno bez galerii handlowych;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiesz :) Co to za uogólnienia :P Myślę, że może część, ale na pewno nie większość - na przykład w moim otoczeniu żadna nie jest fanką galerii handlowej, a duża część omija je szerokim łukiem, ze mną na czele :P

      Usuń
    2. Żyjemy w świecie stereotypów. Według nich kobiety kochają chodzić po galeriach handlowych, a faceci kochają zimne piwo i mecze piłki nożnej;)
      A pisząc o galeriach handlowych nie miałem na myśli niczego złego. Ja ich nienawidzę, ale jeśli ktoś lubi, to mi nie przeszkadza;)

      Usuń