14 listopada 2015

Dlaczego wolimy pisać ze sobą w necie niż pójść razem na piwo czy kawę?




Piszę ten post pod wpływem impulsu, bowiem coraz bardziej wkurza mnie to, jak strasznie trudno umówić się ze znajomymi.
Proponuję kino, bilard, kręgle, piwo w lokalu albo wódkę w mieszkaniu. Ciągle słyszę jakieś wymówki. A to powodem odmowy jest przeziębienie, a to deszcz za oknem (jakby przez sufit też padało), a to nadmiar obowiązków, a to wyjście z psem (na kilka godzin?), a to sprzątanie niewielkiego mieszkania (przez cały dzień?).
Wy też tak macie, czy może ja akurat mam takich leniwych znajomych?

32 komentarze:

  1. zauważyłam dokładnie to samo. z jednej strony trochę rozumiem, bo na mojej wsi żeby gdzieś wyjść (lokal) trzeba jechać 20km, do najbliższego kina jest ich 40.. ale żeby spotkać się od tak jak kiedyś, na przystanku, na boisku, na ławce w altanie w której kiedyś śmialiśmy się całe noce nikomu się ruszyć nie chce, a to tylko kilka minut piechotą. albo wymagania się zmieniły i takie rozrywki już nie bawią, albo lenistwo i fejsbuk.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mieszkam w dużym mieście, dlatego mnie to dziwi. Jeszcze bardziej mnie dziwi, że znajomi, o których napisałem, pochodzą z małych miasteczek, a w dużym mieszkają dopiero od kilku lat. Powinni więc doceniać, że mają blisko swoich mieszkań kino, klub fitness czy kręgielnię, i z nich korzystać. Powinni..

      Usuń
  2. Hehe, mnie samej nie chce się wychodzić ;-) Po powrocie z pracy to człowiek chce trochę pomieszkać, różne fajne rzeczy porobić, a weekend to raczej dla rodziny, wiec najlepiej jeśli rodzina ma wspólnych znajomych :-) Mnie praca wykańcza, gdybym nie musiała sie w niej męczyć to chętnie spotykałabym sie z ludźmi, bo wiedziałabym, że czasu wystarczy na wszystko co lubię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ci znajomi, o których piszę nie mają dzieci, a mimo to nie mają czasu. Czas mają na pewno, ale im się nie chce.
      Co do pracy, to jeszcze jakiś rok temu nienawidziłem swojej roboty. Myślałem o niej nawet w dni wolne i na urlopie. Ale od wielu miesięcy stosuję zasadę "jeśli nie możesz pokonać wroga, to się z nim zaprzyjaźnij" i jest dużo lepiej.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
    2. Racja :-) Oczywiście staram się, ale z różnym skutkiem.

      Usuń
  3. Może po prostu nie trafiłeś na prawdziwe bratnie dusze. Wszystko przed Tobą:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taj jak w reklamie piwa;)
      Pewnie masz rację, ale ogólnie w społeczeństwie widać konsumpcjonizm, rozleniwienie i siedzenie godzinami przed smartfonami. Przykre to..

      Usuń
  4. No tak, jak chce się mieć wymówkę, wystarczy cokolwiek...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak komuś się nie chce, to zawsze znajdzie sobie tysiące wymówek..

      Usuń
  5. Generalnie ta sfera stosunków społecznych padła, gdy zaczęły się ucieczki z Polski. Wyjeżdżają przecież najbardziej mobilni ludzie, a ci co zostają tyrają za dwóch. Też odczuwam zmianę w tym zakresie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, że niektórzy pracują na kilku etatach naraz.
      Ale jest też sporo osób, którzy mieszkają w dużym mieście, pracują w jednej firmie, a mimo to nie mają czasu na obejrzenie filmu w kinie albo wypicie piwa ze znajomymi.

      Usuń
  6. niestety znam problem...albo taki, że jak w końcu się uda, to niektórzy kręcą nosem, bo wolelibyśmy gdzie indziej, bo nie fajnie, bo zmęczeni...aż się odechciewa. serio. dlatego z mężem doszliśmy do wniosku, że odpoczywamy tak prawdziwie...we dwójkę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tym nie pomyślałem, ale masz rację. Przypomniało mi się, jak kiedyś byliśmy ze znajomymi na piwie i bilardzie, a jeden ze znajomych ciągle patrzył w inną stronę, bo on jednak wolałby kręgle, ale jakoś nie przyszło mu do głowy, by wcześniej zarezerwować tor..

      Usuń
  7. Osobiście ciężko mi zrozumieć takie osoby, bo sama wolałabym np. wyjść do kina czy na piwo niż siedzieć w domu. Ale u mnie jest to spowodowane tym, że miałam do takiego spędzania czasu mało okazji i samej też ciężko gdzieś wyjść bo mieszkam w małym miasteczku. Ja czuję niedosyt takich spotkań ale są osoby, które w młodszych latach wychodziły na piwo czy do kina i już im się zwyczajnie nie chce, przestawili się na tryb domatorów i wolą w domu w kapciach napisać coś na fb niż po prostu spotkać się z kimś.
    Rozumiem jeśli ktoś jest wykończony pracą, bądź siedzi w tej pracy do późnych godz. i nie ma siły albo czasu się z kimś spotkać ale trochę wkurza mnie w ludziach wybieranie nudnego filmu w tv niż spotkania się ze znajomymi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poruszyłaś ważną kwestię. Pisałem o tym kilka miesięcy temu na blogu, że wielu trzydziestolatków, którzy 10 lat wcześniej byli pełni życia, aktywni, kreatywni, teraz siedzą godzinami przed TV. Rosną im brzuchy, a zanika myślenie. Strasznie to przykre.
      Myślę, że czasami trzeba się samemu zmuszać do działania. Nieraz w weekend bym długo pospał, ale zmuszam się, wstaję wcześnie i idę na basen. Tak samo warto zmusić się i iść na piwo czy do kina ze znajomymi mimo deszczu i zimna, a nie leżeć przed telewizorem.
      Ty mieszkasz w małym miasteczku. Szkoda, że ludzie w dużych miastach nie korzystają z atrakcji i możliwości, których jest ogromna ilość.

      Usuń
  8. Hej:) Nawet nie wiesz jak trafiłeś w sendo tym co napisałeś. Już myślałam, że to ze mną jest coś nie tak, skoro ja mam czas, który chcę poświęcić znajomym a oni go nie mają.. Ciężko jednak ustosunkować się do realiów życia innych. Co prawda łatwo oceniać, złościć się.. Tylko pytanie: Po co? To gdzieś boli, że gdy nagle przestajesz inicjować spotkania, pisać, dzwonić - wszystko milknie. Widzisz, że tak naprawdę zostajesz sam z ogromnymi chęciami spotkania się z innymi. Mało tego, ludzie są zdziwieni gdy nagle milkniesz i na dodatek mają do Ciebie pretensje, że milkniesz czyli nie masz dla nich czasu, no bo zawsze go miałeś. Oni to co innego. Oni mogą nie mieć czasu dla Ciebie ale Ty? Wydaje mi się, że to kwestia indywidualności, naszej osobowości, tego czym dla nas jest znajomość, przyjaźń.. Może to trochę nasza wina, że daliśmy się ludziom przyzwyczaić do naszego wychodzenia pierwszemu z propozycją? Nie wiem. Ale wiem, że właśnie teraz od ponad miesiąca tego doświadczam i słyszę: "No bo ty i tak zawsze pierwsza się odezwiesz, to po co ja mam się odzywać.." Smutne ale chyba prawdziwe - było... Nie pozostaje nic innego ja znaleźć takich znajomych, którzy znajdą czas na spotkanie ze znajomymi:) I tego Ci życzę. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś miałem takie myśli, że może jestem zbyt nudny albo zbyt filozoficzny albo że mam specyficzne poczucie humoru i dlatego znajomi nie chcą się często ze mną spotykać.
      Teraz skłaniam się ku temu, że tak naprawdę każdy z nas jest w pewnym sensie egoistą i patrzy głównie na swoje korzyści. Pamiętam, jak podczas studiów miałem dobrego kolegę, z którym często piłem i spędzałem fajnie czas. Skończyły się studia i zupełnie urwała się znajomość. Bardzo tego żałuję, ale sam nie robiłem nic, by ją utrzymać..
      Innym powodem jest lenistwo. Wielu ludzi woli spędzić wieczór przed telewizorem albo laptopem niż iść ze znajomymi na piwo czy do kina.
      Nie wiem, czy istnieje prawdziwa przyjaźń, ale życzę sobie i Tobie, żebyśmy znaleźli dobrych znajomych, którzy są aktywni i swoimi działaniami zarażają innych:)
      Pozdrawiam

      Usuń
  9. W Twoich postach szczególnie lubię to, jak zwięźle potrafisz oddać istotę sprawy. Sam mistrz Czechow zwykł mawiać, że gdyby był bogatym, to przekaz swoich myśli mógłby zapisać na dłoni. Żyjemy w podłych czasach, czasach, w których internet zastąpił prawdziwe życie. Tutaj Facebook i komunikatory, ewentualnie telefon (sms-y chętniej niż rozmowa), grają pierwsze skrzypce w budowaniu i podtrzymywaniu relacji międzyludzkich. Dlatego, gdy co jakiś czas przyjeżdża do mnie dziewczyna z daleka, na te kilka dni, solidarnie odwieszamy komputery i telefony na półkę niepamięci. W obecnych realiach ten balans zdaje się wyznaczać człowieczeństwo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki:)
      Z jednej strony to dla mnie błogosławieństwo, bo dzięki temu talentowi nie miałem problemu z różnymi pracami w szkole czy na studiach, teraz pomaga mi w pracy zawodowej czy na blogu. Ale z drugiej to przekleństwo, bo nie mógłbym pisać artykułów do gazet albo komercyjnego blogu. Mogę co najwyżej pisać wiersze;)
      Fajnie, że na te kilka dni odcinacie się od świata:)
      Nie wyobrażam sobie, co by było, gdyby nagle zabrakło ludziom smartfonów czy laptopów..

      Usuń
  10. Ludzie już tak mają, że w pewnym momencie ich aktywność życiowa i energia spadają. Zaczyna się to już pod koniec studiów i utrwala około trzydziestki. Nic na to nie poradzisz. Przyczyn jest kilka - od zwykłego rozleniwienia, wygody, po zwyczajny brak energii związany z wypaleniem zawodowym (sporo mam takich klientów). Takich ludzi, którym się nic nie chce, raczej nie wyciągniesz nigdzie. Jest grupa ludzi, którzy potrzebują "zapalnika" "rozrusznika", czyli taką osobę, która wyjdzie z inicjatywą - jeżeli masz w sobie energię i pomysły organizatora, to o takich ludziach warto pamiętać i ich nie skreślać. Sam jestem "organizatorem" i zapewniam, że ta metoda działa. I wreszcie ostatnia metoda - poszukanie środowisk, gdzie ludziom coś się chce i tam znalezienie nowych znajomych - najlepiej na studiach podyplomowych lub w miejscach, gdzie gromadzą się ludzie z zainteresowaniami - studia jogi i tai chi, kluby rowerowe, stowarzyszenia fotografii lub miłośników miasta. Mój kolega, który nie jest "organizatorem" związał się na przykład z grupą ludzi, którzy grają w gry terenowe - poszukują w terenie specjalnych skrzynek, gdzie coś jest ukryte. Wiesz w ilu fajnych miejscach już był? Ile ciekawych przygód przeżył? Ilu nowych ludzi poznał? Polecam, bo warto :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie to ogromy szok, że ludzie już około trzydziestki tak się rozleniwiają. Mógłbym zrozumieć, że w wieku 60 lat, gdy wielu ludzi choruje na cukrzycę, nadciśnienie czy nowotwory. Ale nie 30.
      Przecież w wieku trzydziestu lat sportowcy są u szczytu potęgi, a ambitni pracownicy pną się na wysokie stanowiska w firmach.
      Tym bardziej mnie to dziwi, bo nigdy nie byłem typem sportowca, imprezowicza ani organizatora, a mimo to nie wyobrażam sobie, żeby wybrać oglądanie TV zamiast pójść na basen albo spać zamiast pójść ze znajomym na piwo.
      Próbowałem różnych rzeczy. Chodziłem kiedyś na spotkania grup religijnych, ale teraz mam zupełnie inny światopogląd i to odpada. Chodziłem też na sztuki walki, ale akurat ta szkoła nie przypadła mi do gustu.
      Słyszałem o tych grach terenowych. Musi to być świetna sprawa:)
      Nasunęła mi się pewna refleksja. Piszesz, że jesteś organizatorem i to skutecznym:)
      Ja zawsze mam wątpliwości, ile razy proponować komuś wyjście na piwo, do kina czy na kręgle. A ktoś ciągle się wykręca. Czy jest jakaś granica ilości próśb?

      Usuń
    2. Ja mam taką zasadę, gdy proponuję weekendowe wyjścia na rower. Na kilka dni przed (to jest ważne, bo ludzie mają plany) piszę do wybranej grupy sms-a. Przeważnie na pierwszy wiosenny wyjazd pojawia się jedna, maksymalnie dwie osoby, czasami jadę sam (lubię samotność, więc nie martwię się :-). Potem już przychodzi po kilka osób. Jeżeli ktoś 3-4 razy się nie pojawi, to wypada z mojej listy. Ponieważ ludziom samym trudno się zmobilizować, to potem wkładają sporo wysiłku, aby na moją listę trafić ponownie. Ale ja sobie przez lata wypracowałem renomę, że organizuję ciekawe wycieczki i potrafię to dobrze zrobić. Bywają też tacy, którzy pojadą ze mną raz na dwa lata, bo na tyle mają energii. Nigdy, nikogo na stałe nie skreślam, jeżeli go lubię i widzę szansę na to, że się kiedyś ze mną wybierze. Jak kogoś bardzo lubię, to zawsze jest na mojej liście SMS-owej. Dla niektórych osób warto mieć dużo cierpliwości :-)

      Usuń
    3. Kiedyś sporo jeździłem na rowerze. Od kilku lat prawie w ogóle nie jeżdżę, ale zastąpiłem to pływaniem czy jeżdżeniem na rowerze stacjonarnym w klubie fitness.
      Brakuje mi jednak tych wyjazdów rowerowych, a raczej zwiedzania i poznawania nowych miejsc, dlatego raz na kilka tygodni jeździmy z Żoną do jakiegoś ciekawego miasta czy miejsca z przyrodą wartą zobaczenia, na cały dzień. Bardzo lubię też góry, ale mogę tam jeździć tylko raz w roku, maksymalnie dwa.
      Pocieszyłeś mnie tym, co napisałeś:) Myślałem, że większość ludzi ma bardziej aktywnych znajomych, a wynika z tego, że po prostu trzeba innych cierpliwe namawiać do dobrego spędzania czasu i w końcu się udaje. Nie zawsze, ale jednak:)

      Usuń
  11. Ja też jestem wiecznie zajęta ale dla fajnych ziomków zawsze się czas znajdzie :) Uwielbiam życie w ciągłym ruchu, lubię się "przemieszczać" nie jestem domatorką :) A i nie mam dzieci :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetnie, że tak masz:)
    Kiedyś byłem bardzo leniwy, od kilku lat jestem dużo bardziej aktywny. Problemem jest tylko to, że nie mam takich aktywnych znajomych..

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja wychodzę z prostego założenia, jeżeli ktoś chce znaleźć czas, to znajdzie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też tak uważam:) To jest paradoksalne, że ci, którzy robią tysiące rzeczy, mają czas, a ci, którzy siedzą godzinami przed TV, nie mają..

      Usuń
  14. Hmm przyznam się szczerze, że mnie też ciężko jest wyciągnąć z domu. Jakoś trudno mi się zmobilizować do jakiegoś wyjścia. W sumie przyczyn jest kilka, ale.. ostatnio zaczynam nad nimi pracować ;]
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie głównymi przeszkodami do wychodzenia były nieśmiałość i lenistwo. Trochę sobie z nimi poradziłem.
      Ale co z tego, skoro teraz często nie ma z kim. W takim razie nad tym też muszę pracować.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  15. Ale trafiłeś z tym wpisem! Mogę podzielić się moim najnowszym doświadczeniem :)
    Pisałam z kolegą ze studiów na fb i gdzieś na początku padła propozycja spotkania się na kawie. Pomyślałam sobie, że czemu nie - trzeba poznawać nowych ludzi, a że jeszcze mamy wspólnie zajęcia językowe, to fajnie byłoby znać kogoś więcej w grupie niż tylko jedną koleżankę. No i umówienie się na kawę zajęło nam jakieś 3 tygodnie (bo że niby to ja nie chciałam się zgodzić - szczerze mówiąc, nie wiem w którym momencie). Potem był etap drugi, czyli ustalanie dnia i godziny! Jak dla mnie ta kawa powoli urastała do rangi wydarzenia narodowego, a nie zwykłego wyjścia i wypicia kofeiny. Kiedy w końcu ustaliliśmy datę i miejsce, to zrobili dni rektorskie, ja się rozchorowałam dzień przed i do dzisiaj nic z tej kawy nie wyszło. A kontakt na fb jest.
    Jak widzisz Maks, nie tylko Twoi znajomi tak mają. Ludzie chyba zrobili się wygodni? A ja na tym cierpię, bo przede wszystkim uwielbiam rozmawiać z żywym człowiekiem, a dopiero potem z komputerem.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, co się dzieje z ludźmi. Najciekawsze jest to, że w liceum czy na studiach uchodziłem za nudziarza i domatora. Zazdrościłem trochę tym, którzy kilka razy w tygodniu chodzili na piwo i imprezy. A teraz wychodzi na to, że oni spędzają całe popołudnia przed TV i laptopami, a ja jestem dużo bardziej aktywny.
      Tobie nie udało się umówić na kawę, a mi przez całe wakacje na kręgle. Pamiętam, że już początkiem lipca zaproponowałem dwójce znajomych kręgle, bo w wakacje są duże promocje. Oczywiście nie udało się umówić z nimi przez całe lato. Powodem była dodatkowa praca w weekend albo przeziębienie. Przez 8 tygodni..
      Pozdrawiam:)

      Usuń
    2. Chyba trafiłeś na prawdziwą epidemię skoro zajęła 8 tygodni... ;-)

      Usuń