11 lipca 2015

Stowarzyszenia, czyli chore organizacje

Kiedyś miałem w głowie wyidealizowany obraz stowarzyszeń. Myślałem, że działają w nich ludzie pełni energii, zapału, kreatywności, a organizacje pozarządowe zmieniają szarą rzeczywistość na lepsze.

Od kilkunastu miesięcy należę do stowarzyszenia i jestem potężnie rozczarowany. Rozczarowany tym, że na spotkania, które i tak odbywają się tylko raz na kilka miesięcy, przychodzi średnio połowa członków. Są tacy członkowie, których od początku działalności naszej organizacji nigdy nie widziałem (a ich podpisy są na listach obecności). Jestem rozczarowany tym, że w pierwszych tygodniach po powstaniu stowarzyszenia nasi szefowie mieli tysiące pomysłów, co pozytywnego robić, jak pozyskać dotacje, jak współpracować z samorządem i innymi NGO. Natomiast po zaledwie kilku miesiącach uszło z nich całe powietrze. Stowarzyszenie od ponad roku jest jak pustynia. Wypisują się kolejni członkowie, coraz mniej osób regularnie płaci składki, nie ma żadnych spotkań.
Można powiedzieć, że patrzę w negatywny sposób na wszystkie NGO przez pryzmat moich negatywnych doświadczeń. Ale z racji mojej pracy zawodowej i bycia w nieszczęsnym stowarzyszeniu poznałem wiele osób, które są członkami przeróżnych stowarzyszeń. Zdecydowana większość z nich mówi to, co ja. Że stowarzyszenia są tylko na papierze, że mało kto chodzi na spotkania, a co dopiero mówić o chęci działania i jakiejkolwiek kreatywności.

A Wy działacie w stowarzyszeniach? Macie jakieś pozytywne doświadczenia z organizacjami pozarządowymi?


16 komentarzy:

  1. Ja zaś mam alergię na słowo "Fundacja". Jeden pies.:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja napisałem tylko o stowarzyszeniach. Fundacje są jeszcze gorsze, bo przeważnie to maszynki do robienia wielkich pieniędzy dla szefów kosztem pracowników zarabiających grosze. Natomiast w stowarzyszeniach bardzo rzadko się cokolwiek zarabia.

      Usuń
  2. To co piszesz to prawda. Ja też to zaliczyłem, ale nie zdążyliśmy się zarejestrować ze Stowarzyszeniem "Obrony poszkodowanych aresztem wydobywczym", bo cała trójka przyszłego zarządu (łącznie ze mną) dostała intratne funkcje społeczne. Tak się rozbija oddolny ruch obywatelski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że to jedyne stowarzyszenie, do którego należę. Zastanawiam się, czy się nie wypisać, bo bez sensu płacić składki na coś na co nie mam żadnego wpływu.
      Masz rację, rząd i samorządy raczej nie pomagają NGO, a jeśli już to swoim znajomym, którzy zakładają organizacje i dostają od kumpli polityków różne dotacje.

      Usuń
  3. Mam podobne doświadczenia z działalności w stowarzyszeniach, wielkie plany, zapał, a potem nie ma z kim pracować. Nigdy więcej. Wszystko dumnie brzmi na papierze, a rzeczywistość okazuje się zupełnie inna.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, jak było w Twoich stowarzyszeniach, ale w moim głównym problemem jest zarząd. Gdy prezes lub skarbnik coś wymyślą, to uważają to za świetny pomysł, który trzeba zrealizować. Gdy ktoś ze zwykłych członków coś wymyślił (ja też miałem parę pomysłów działań), to mówili, że trzeba to przemyśleć, ale nigdy więcej tematu nie poruszali. W ten sposób zabili kreatywność członków stowarzyszenia..
      Pozdrawiam:)

      Usuń
    2. U mnie wszystko po trosze, ale najbardziej mnie denerwowała nieuczciwość niektórych działaczy. Nie było, to całkiem bezinteresowne działanie.

      Usuń
    3. U mnie być może też tak było. Wiem, że zarząd pisał różne projekty i wnioski o dotację, by zarobić, a nie konsultował tego z innymi członkami. Życie..

      Usuń
  4. Mam doświadczenie, ale działam z przyjaciółmi i każdy daje z siebie wszystko. Ale pewnie tam, gdzie tylko myśli się o darmowej mamonie, żadna człowiecza inicjatywa się nie przebije. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A w jakiej dziedzinie społecznej działacie?
      Zazdroszczę Ci, bo rzadko zdarzają się takie stowarzyszenia (a trochę znam osobiście) i gratuluję inicjatywy:)
      Wiesz, z jednej strony mamy chory zarząd, a z drugiej masz rację, niektórzy członkowie liczyli tylko na szybki zarobek. Nie było go, więc się wypisali..
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  5. To tylko pokazuje jak w naszym kraju wszystko funkcjonuje.. Przykre :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest bardzo przykre. Nie wiem z czego to wynika. Może ze 123 lat zaborów, może z 45 lat komuny? W każdym razie chyba szybko się nie zmieni na lepsze..

      Usuń
  6. Nie działam w stowarzyszeniach, ale od siebie mogę dodać tylko tyle, że już na studiach widać, że ludziom się nie chcę się robić czegoś dodatkowo. A skoro w tak młodym wieku im się nie chcę, to jak ma im się zachcieć później?
    Pozdrawiam ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najgorsze jest to, że wiele osób (młodych i starych) robi tylko to, co się opłaca. Nawet nie próbują zachować pozorów.
      Nawet w takich uduchowionych dziedzinach jak poezja, pomoc społeczna, Kościół, muzyka czy film, liczy się kasa, znajomości, układy, wódka, seks, a nie jakiś tam gówniany wolontariat.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  7. Daleko nam do wzorów obywatelskiej demokracji jaką wypracowano np. w Szwajcarii czy w Niemczech. Ludzie działają w wielu organizacjach równocześnie, a rozstrzygnięcia plebiscytowe szanują bez szemrania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem z czego to wynika. Może ze 123 lat zaborów, może z 45 lat bycia pod butem Rosji?
      Wielu socjologów mówi, że w Polsce jest coraz lepiej ze społeczeństwem obywatelskim. Jest bardzo słabo, ale dobrze, że chociaż trochę się to poprawia.

      Usuń