21 czerwca 2015

Facebook, Twitter, Instagram, blog, radio, prasa, telewizja. Jak nie zwariować z nadmiaru informacji.



 Źródło:natemat.pl

Teraz już nawet kilkuletnie dzieci mają wypasione smartfony i tablety. A dorośli, jadąc autobusem, siedząc na wykładach czy przy biurku w pracy żyją w rzeczywistości Internetu w smartfonach. Ciągle trzeba być na bieżąco z tysiącami informacji. Przeraża mnie to. Uciekam przed tym. A przynajmniej próbuję.

Nie mam konta na Fejsie, nie mam Twittera ani Instagrama. Prowadzę swój niszowy, oldskulowy blog. Rzadko słucham radia. Jeśli chcę posłuchać muzyki, włączam sobie piosenki na YouTube. Gazet prawie w ogóle nie czytam. Tabloidy mam w dupie, czasami, może kilka razy w miesiącu, przeczytam jakiś tygodnik. W telewizji czasami obejrzę jakiś mecz, czasami posłucham tendencyjnych wiadomości, czasami zobaczę jakiś program historyczny. Ale ogólnie staram się oglądać TV jak najrzadziej. A i tak mój mózg mówi mi, że za dużo tych wszystkich informacji.

13 czerwca 2015

Lepiej późno niż wcale?

Ostatnio nachodzą mnie złośliwe myśli. Atakują mnie i każą żałować, że za późno coś zrobiłem albo za późno zacząłem robić. Mogłem zacząć regularnie ćwiczyć kilka lat wcześniej, mogłem założyć blog kilka lat wcześniej, mogłem już dawno zmienić pracę na lepszą. Tysiące natrętnych myśli. Trochę się z nimi zgadzam. Ale tylko trochę.

Kiedyś na siłę chciałem znaleźć mniej stresującą i lepiej płatną pracę. Tak bardzo chciałem uciec z tej, którą mam teraz, że o mało co nie podpisałem umowy, która mogła kosztować mnie sporo nerwów i pieniędzy. Całe szczęście, że jej nie podpisałem, ale nie brakuje ludzi, którzy z braku perspektyw wpadają w ręce pracodawców oszustów. Od tamtej pory trochę pogodziłem się ze swoją pracą, robię to, co mi każą, a myślę sobie o czym innym np. o blogu.
A propos blogu. Ten obecny jest moim drugim. Kilka lat temu założyłem pierwszy. Miałem wtedy chore myślenie. Nie byłem już nastolatkiem, a myślałem jak rozwydrzony małolat. Otóż myślałem, że założę blog, będę rzadko dodawał posty i komentował inne blogi, a będę miał miliony wyświetleń i tysiące czytelników. Tamten blog przetrwał kilka miesięcy. I bardzo dobrze. Ten obecny prowadzę już prawie 2,5 roku i nie zamierzam przestać pisać.

5 czerwca 2015

Chciałbym zarażać. Pozytywnym wirusem.

Nie bójcie się. Nie jestem seropozytywny. Nie mam też w sobie wirusa HCV.

Chciałbym zarażać częstym czytaniem książek (w tym roku przeczytałem już prawie 30), aktywnością fizyczną (od wielu miesięcy ćwiczę regularnie, a od kilku tygodni bardziej świadomie i różnorodnie), kreatywnymi tekstami, pozytywnymi myślami. Chciałbym, by ktoś zaraził mnie przedsiębiorczością. Bo mam w głowie tysiące pomysłów na biznes, a ich nie realizuję. Na pewno nie z lenistwa, pewnie ze strachu przed porażką lub utratą pieniędzy, które trzeba zainwestować, a mogą się nie zwrócić.

Cieszę się, że nie palę, rzadko też piję, nie zarażam więc nikogo nałogowym paleniem ani ostrym piciem. Cieszę się, że nie zarażam już nikogo swoim lenistwem. Bardzo żałuję, że kiedyś tak było. Cieszę się, że nie zarażam już nikogo swoim narzekaniem, upierdliwością, czarnymi myślami i słowami.
Mam nadzieję, że mój niszowy, trochę oldskulowy blog chociaż trochę zaraża pozytywnym wirusem albo chociaż trochę skłania do myślenia.