29 czerwca 2014

Jeśli nie teraz, to kiedy?

Wiele razy chciałem coś zrobić, ale ze strachu tego nie robiłem. Później cholernie tego żałowałem, ale czasu już nie da się cofnąć. Często były to proste i banalne czynności, ale właśnie z takich małych czynności składa się całe życie.
Pamiętam szkolne dyskoteki, kiedy zamiast zatańczyć z dziewczynami, ze strachu stałem pod ścianą. Albo lekcje, szkolenia czy wykłady, podczas których chciałem o coś zapytać prowadzącego, ale ze strachu tego nie robiłem.
Podczas ostatnich lat pokonałem wiele swoich strachów (chociaż jeszcze sporo przede mną). Ostatnio odniosłem mały sukces, z którego jestem dumny.
Miałem kiedyś znajomego, który pożyczył ode mnie znaczną kwotę. Później nasze drogi się rozeszły i od wielu lat nie miałem żadnego kontaktu z byłym znajomym. Wiele razy chciałem powiedzieć, by oddał mi kasę, ale zawsze strach zwyciężał. Przełamanie się było dla mnie tym bardziej trudne, że facet obecnie zajmuje się podejrzanymi interesami, podejrzewam, że nielegalnymi, więc może być groźny.
W końcu, po wielu latach, odważyłem się, poszedłem do jego domu i od razu powiedziałem, o co mi chodzi. Drżał mi głos i trzęsły się ręce, ale on był chyba w nie mniejszym szoku, bo od razu dał mi kasę. Było to dla mnie szokujące, bo były znajomy zawsze był mistrzem krętactwa, kłamania, oszukiwania i brania na litość, więc nastawiłem się na ciężką przeprawę i trudną rozmowę.

21 czerwca 2014

"Policjanci to buraki, kasjerki to nieuki, a urzędnicy to nieroby"

Jesteś kulturalnym i uczciwym policjantem. A słyszysz: "Chuj w dupę policji" albo "nic mi nie zrobisz, tępy psie".

Jesteś kasjerką z wyższym wykształceniem i otwartym umysłem. A słyszysz: "Jak nie będziesz się uczyć, to skończysz jak ta pani na kasie" albo "rusz dupę, bo jest długa kolejka".

Jesteś rzetelnym i wykwalifikowanym urzędnikiem. A słyszysz: "Jak nie dostanę natychmiast zasiłku, to idę na skargę do dyrektora" albo "siedzisz za biurkiem i gówno robisz, a pensję bierzesz".

Witamy w Polsce. Tutaj panuje życzliwość i szacunek dla każdego człowieka.

12 czerwca 2014

Nawiedzony ateista jest tak samo szkodliwy jak nawiedzony katolik




Niedawno miałem nieprzyjemność odbyć długą rozmowę ze znajomym znajomego. Była wódeczka, była muzyka, była fajna atmosfera. Myślałem, że będzie nam się świetnie rozmawiało. Mój rozmówca Adam jest ateistą o lewicowych poglądach, ja jestem agnostykiem o lewicowych poglądach, spotkanie powinno więc być świetne.
Niestety Adam mówił tak, jakby był najmądrzejszy na świecie. Dla niego najlepsza na świecie jest whisky, a wszystkie inne alkohole to gówno. Najlepsze auto to mazda, a inne japońce to złom. Najlepsza partia to SLD, a inne partie tworzą oszuści i złodzieje. Powoli zaczęło mnie to wkurwiać, ale nie dałem się wciągnąć w głupie dyskusje.
Przebrał miarkę, gdy powiedział, że na 100% nie ma Boga ani życia pozagrobowego, ani żadnych spraw i istot nadprzyrodzonych. A skąd on to, kurwa, wie?
Jestem człowiekiem upierdliwym i lubiącym dyskutować na różne tematy. Zapytałem go więc, jak to się dzieje, że ludzie mają prorocze sny, jak to się dzieje, że ludzie widzą różne nieludzkie istoty, skąd wróżki znają przyszłość, a bioenergoterapeuci - choroby. Skąd wie, że nie ma Boga ani innych cywilizacji w kosmosie. Adam powiedział, że to wszystko skutek chorób psychicznych. Jeśli ktoś doświadcza rzeczy nadprzyrodzonych, to znaczy, że ma schizofrenię. Natomiast Boga ani kosmitów nie ma, bo nikt ich nie widział. Koniec dyskusji, on wie wszystko najlepiej.
Rozmawiałem kiedyś ze świadkiem Jehowy, który namawiał mnie do przejścia na swoją wiarę. Muszę powiedzieć, że rozmowa z nim była o wiele bardziej kulturalna, rzeczowa, merytoryczna niż z ateistą, który pozjadał wszystkie rozumy.
 

7 czerwca 2014

Ciesz się, że w ogóle masz pracę!

Przepraszam, że ostatnio jestem monotematyczny. Przepraszam, że piszę o tym samym. Ale od jakiegoś czasu, z różnych powodów, nie mam weny, by napisać jakiś głęboki wiersz albo jakiś śmieszny post.
Praca jest jedną z najważniejszych spraw w naszym życiu. W pracy spędzamy większość życia!! Niektórzy umierają podczas pracy, inni mają depresję przez chorego szefa, inni przepłacają pracę uszkodzonym kręgosłupem. Ale są też ludzie, którzy zarabiają świetną kasę, a do tego mają zajebistą satysfakcję z pracy. Ale im zazdroszczę..
Od 2008 roku mamy kryzys. Pierdolony kryzys. Finansowy. Społeczny. Spowodowany przez prezesów banków, szefów korporacji i polityków. A jego koszty ponoszą miliony, miliardy najbiedniejszych ludzi. Jak zawsze w historii świata. 
Mamy kryzys, więc kilka milionów ludzi wyjechało z Polski za granicę. A mimo to, ci którzy zostali powinni cieszyć się, że w ogóle mają pracę. Powinni cieszyć się, że są ochroniarzami za 1200, kasjerkami za 1500 albo urzędnikami za 1800zł.