30 grudnia 2014

Życzę Wam wszystkim realizacji marzeń w 2015 roku!

Minął kolejny rok. Z jednej strony przeraża mnie to, bo jestem o kolejny rok starszy. Przeraża mnie, że umierają ludzie w wieku 35 lat jak Anna Przybylska. Przeraża mnie to, co dzieje się w Rosji, Ukrainie, Iraku czy Syrii. 
Ale są też pozytywy, żyjemy statystycznie coraz dłużej. Na basenie, rowerze czy nawet na maratonach można spotkać sporo 70-latków. To jest bardzo pozytywne i motywujące dla wielu młodszych osób.

Skończył się kolejny rok. Trochę się działo w moim życiu, ale jestem zadowolony w 70%. Zawsze można zrobić sporo rzeczy lepiej. Mój blog zarósł chwastami w ostatnich miesiącach. Pewnie jedną z przyczyn było lenistwo, ale też wypalenie. Mam sporo tematów, które mógłbym tu opisywać, ale jakoś nie miałem ostatnio ochoty. Co nie znaczy, że przestanę w ogóle pisać. Tak na pewno nie będzie.

Życzę Wam, blogerkom i blogerom, realizacji marzeń w 2015r. Życzę też dużo zdrowia, byście mieli siłę je realizować. Świetnego przyszłego roku:)

29 listopada 2014

Po co czytać książki

Czytanie książek w Polsce to jakaś taka dziwna czynność. Jedni chwalą się, że czytają tysiące książek świetnych albo tylko modnych pisarzy, a inni wstydzą się przyznać, że wolą czytać książkę niż iść na imprezę, by nie wyjść na nudziarzy i dziwaków.

Ciekawe jest też to, że są osoby z wykształceniem zawodowym czy nawet podstawowym, które pochłaniają setki książek, a nie brakuje osób, które podczas studiów nie przeczytały ani jednej książki.

Mnie najbardziej ciekawi, jak się ma czytanie tysięcy książek do kultury osobistej, sposobu wypowiedzi itd. Niestety, ma się nijak. Znam osoby, które czytają mało książek, a prawie w ogóle nie przeklinają, nie obrażają, nie oczerniają innych. Potrafią dobrze wysłowić się po polsku. Znam też osoby czytające często książki, które co drugie słowo mówią "kurwa", poza tym wolą dyskutować o bzykaniu czy ostrym piciu alkoholu niż o Platonie czy Kancie.

Mimo wszystko, jednak warto (chyba) czytać jak najwięcej książek.

4 listopada 2014

Im rzadziej piszę na blogu, tym lepiej?

Ten post miał być zupełnie o czym innym. Miałem już go napisanego na kartce, ale podarłem ją i wyrzuciłem do kosza. Dlaczego? Bo miał być o konsekwencji w działaniu. A jak mogę o tym pisać, skoro sam ostatnio nie jestem konsekwentny w pisaniu. Coraz rzadziej piszę posty, coraz rzadziej komentuję Wasze blogi. Żałuję tego, ale..

Ostatnio po prostu nie mam czasu na pisanie. Cieszę się z tego, bo dawniej spędzałem wiele godzin dziennie na leżeniu przed telewizorem. Najpierw 8-godzinna praca, a później kanapa i pilot. Dobrze, że rzadko piję, bo pewnie oprócz tego byłoby codzienne piwo. 

Od paru miesięcy mam więcej zajęć. Pracuję i mentalnie i fizycznie. Nie zmieniłem pracy ani nie znalazłem dodatkowej, ale znalazłem pewną pasję. Wiem, że piszę tajemniczo, ale charakteru nie da się zmienić. A ja lubię być tajemniczy. 

Zgadzacie się z tytułem postu?  

25 października 2014

Smutno mi, bo straciłem wielu znajomych

Nie jest mi smutno z powodu straty znajomych, którzy śmiali się ze mnie szyderczo, krytykowali niekonstruktywnie, zazdrościli bez powodu. Cieszę się, że skończyłem te toksyczne znajomości.

Smutno mi, bo kilku znajomych straciło życie w beznadziejny sposób. Znajoma zginęła w wypadku samochodowym, a dobry kolega z dzieciństwa popełnił samobójstwo.

Smutno mi z powodu straty znajomych, z którymi przeżyłem miłe, czasami szalone chwile. Najbardziej chyba żałuję straty dwóch znajomych, z którymi chodziłem na piwo podczas studiów. Po studiach wszystko się urwało. Tak sobie myślę, że nasza znajomość była na takiej zasadzie: fajnie, że zamiast siedzieć na nudnych zajęciach idziemy sobie na piwo i gadamy o przyjemnych sprawach, a poza tym dużo nas nie łączy. Ale i tak żałuję..

18 października 2014

Polska przyroda



 Źródło:www.tvr24.pl

Od kilku tygodni zmuszam się, by coś pisać na blogu. Mam dziwny czas, z jednej strony mam dużo zajęć i sporo pomysłów na posty, a z drugiej nic mi się nie chce. Ostatnio mam strasznie dużo myśli. Pozytywnych myśli, dołujących myśli, wirujących myśli. A mówią, że myślenie nie boli..

Ale nie będę Was zamęczał swoimi problemami i przemyśleniami. Napiszę o czymś pozytywnym

Polska przyroda. Jest w czym wybierać. Podobają mi się piaszczyste plaże nad Bałtykiem. Lubię otwarte morze, szerokie plaże, szum wiatru, wysokie fale. 
Lubię góry. Skaliste, wysokie Tatry, zielone, soczyste Bieszczady. Nigdy nie byłem w Sudetach, mam nadzieję, że kiedyś je też przejdę.
Nie przepadam za jeziorami, chociaż kilka razy byłem na Warmii i Mazurach. 
Chciałbym kiedyś odwiedzić Bory Tucholskie, Białowieski Park Narodowy.
Jest tego strasznie dużo. Polska ma ogromną ilość gór, rzek, jezior, lasów, plaż. Każdy, nawet najbardziej wybredny znajdzie coś dla siebie.

5 października 2014

Każdy może być artystą

Czytałem kiedyś o ludziach, którzy po przejściu na emeryturę, kiedy otrzymali ogromną ilość wolnego czasu, zaczęli malować obrazy. Myśleli o tym przez kilkadziesiąt lat, ale nigdy nie mieli czasu. A to praca, a to dzieci, a to praca w mieszkaniu, ogrodzie czy przy samochodzie. Dopiero w wieku 60-70 lat odkryli, że potrafią malować świetne obrazy. Szkoda, że tak późno..

Znajoma znajomej pracowała na uczelni. Była wykładowcą akademickim. Jest to wymarzona praca dla tysięcy osób. Ale ona rzuciła tę posadę, bo zaczęła pisać książki dla dzieci. Od kilku lat żyje tylko z tych książek, świetnie czuje się psychicznie i finansowo.

Znajomy znajomego jest pracownikiem urzędu miasta, a w weekendy gra w zespole na weselach, dancingach i innych imprezach. Grając kilka razy w miesiącu zarabia o wiele więcej niż pracując na etacie przez cały miesiąc.

27 września 2014

Czy można żyć z pisania?

Zawsze zastanawiałem się, czy można żyć z pisania. Czy można żyć z pisania książek, wierszy albo artykułów w internecie. Piszę o tym, bo wielu blogerów to świetni pisarze. Mistrzowie słowa. Chciałbym, żebyście oświecili mój umysł. Mam małą wiedzę na ten temat.

Od dziecka lubiłem pisać. Lubiłem pisać wypracowania w szkole i pamiętnik wieczorami. Gdy byłem nastolatkiem marzyłem, by pisać w jakiejś gazecie. Mojego marzenia nigdy nie udało mi się zrealizować. Kilka razy udałem się z moimi artykułami do regionalnej gazety, ale nikt nie chciał ich opublikować. Jedyne czego się dowiedziałem to to, że za dobry artykuł można dostać 150-200zł. Innym razem rozmawiałem z pracownikiem internetowego portalu regionalnego, ale usłyszałem, że mogę pisać za darmo, więc podziękowałem za tę propozycję. 

Moja znajoma pisze artykuły do czasopisma religijnego. Dostaje za 1 artykuł 100zł. To całkiem fajny hajs, ale nie jestem hipokrytą, by pisać co innego niż myślę. Nie chcę też się sprzedawać i odpowiadać na ogłoszenia, jakich pełno w necie o pisaniu artykułów za kilka złotych za 1 stronę..

A jakie są Wasze doświadczenia z pisaniem za pieniądze?

20 września 2014

Wróciła mi wena, ale mam dylemat..

Kilka miesięcy temu miałem dylemat, bo nie wiedziałem o czym pisać posty. Nie miałem weny, nie miałem żadnych pomysłów na blog. 

Teraz mam dylemat, ale z zupełnie innych powodów. Mam zbyt dużo pomysłów na wpisy. A to Putin straszy rakietami nuklearnymi, które mogą zniszczyć całą Warszawę, a to islamiści w Iraku i Syrii ścinają coraz więcej głów, a to Ebola..
Żeby była równowaga, to mam też pozytywne pomysły na wpisy. Mógłbym pisać o górach, kobiecych piersiach, lecących chmurach, ale tego nie robię. Za dużo myśli mam w mózgu. Mogę jedynie Was zapewnić, że na razie nie zamierzam likwidować blogu. Będę tu wypisywał głupoty albo patetyczne słowa. 

A w ostatnim czasie pracuję nad czymś, co doradzało mi kilka z Was, blogerek. Poświęcam im dużo czasu. Czytam dużo Miłosza, Szymborskiej, Herbarta czy Różewicza. Czytam też swoje wiersze i ciągle je poprawiam. Głowa mnie od tego boli, ale mam pewien plan. A na razie mamy Słońce za oknem. Jak na wrzesień pogoda jest kapitalna. Życzę Wam świetnego wypoczynku na świeżym powietrzu:)

12 września 2014

Dlaczego im więcej robimy, tym więcej mamy energii?


 Źródło:http://csr.forbes.pl

Moja znajoma Monika ma bardzo dobrze zarabiającego męża. Jego często nie ma w domu, bo jest zaangażowany w pracę, a ona całymi dniami siedzi w mieszkaniu. Nie pracuje, bo nie musi, nie studiuje, bo jej się nie chce. Chciałaby świetnie wyglądać, ale nie chce jej się chodzić na fitness, nie chce jej się nawet chodzić na spacery. Wielkim osiągnięciem jest dla niej przygotowanie obiadu albo zrobienie zakupów, po które i tak jeździ autem.

Mój znajomy Tomek pracuje na cały etat, a w weekendy studiuje. Nie przeszkadza mu to w tym, by często chodzić na siłownię, czytać dużo książek, a do tego znajduje czas na spotkania ze znajomymi.

To są tylko dwa przypadki, ale przypadki potwierdzające regułę. Czytając wywiady z aktorami, zastanawiam się, jakim cudem znajdują czas na to, by grać w teatrze, grać w serialu, grać w filmie, a do tego chodzić na fitness czy biegać.
Panowie spod sklepu z piwem nie mają takich dylematów. Głównym zajęciem jest picie taniego piwa, dlatego nie mają czasu na inne czynności.

6 września 2014

Jak ja przeżyłem tyle lat bez pisania blogu?

Kilka miesięcy temu pisałem na blogu, że nie mam weny. Rzeczywiście, nie wiedziałem o czym pisać posty, nie miałem żadnych pomysłów. Ostatnio wróciła mi wena, mam sporo pomysłów, ale paradoksalnie wcale mnie to nie cieszy. Bo wena wróciła mi, gdy niedaleko granicy Polski dzieje się źle. Może bardzo źle. Ale nie o tym jest ten wpis.

Bez czego nie mogę wyobrazić sobie życia? Na pewno bez żony, chociaż wiele lat byłem sam i jakoś funkcjonowałem. Na pewno bez pracy, chociaż jej nienawidzę. Ale wolę pracować w beznadziejnej pracy niż skończyć jako żul pod sklepem. Na pewno bez pisania blogu, choć ma on dopiero półtora roku.

Bardzo lubię poezję. Ale był czas, gdy przez kilka lat nie napisałem ani jednego wiersza. Bardzo lubię pływanie, ale był czas, że przez kilka lat ani razu nie byłem na basenie. Bez blogu nie wyobrażam sobie życia. Może za kilka lat zlikwiduję go całkowicie, ale na tę chwilę chcę pisać jak najdłużej. Czytając wywiady z aktorami, uderzyło mnie to, że większość z nich mówiła, że musi grać w filmie lub teatrze, by nie zachorować psychicznie. Ja chyba mam tak z pisaniem blogu. A przynajmniej tak myślę.

31 sierpnia 2014

Boję się wojny..

Ten post miał być na zupełnie inny temat. Jako że jest to setny wpis, myślałem, by o tym napisać. Ale ostatnio moje myśli są, gdzie indziej. 

Boję się wojny. Zawsze byłem racjonalnie myślący. Nie ulegałem emocjom tłumu. Nigdy nie panikowałem przed sprawdzianami czy egzaminami jak większość. Nigdy nie wpadałem w zbiorową histerię, nie płakałem po Janie Pawle II jak "wszyscy".  Nie bałem się III wojny światowej, o której pisało wielu dziennikarzy.

Ostatnio się boję. Syria jest daleko, Irak jest daleko. Tam giną setki tysięcy ludzi, ale to tak daleko. Ukraina jest blisko. Rosjanie są blisko. Broń atomowa jest blisko..

Nie wiem, czy chwilowo mam jakiś dół i zły nastrój, czy może większość Polaków myśli podobnie?

20 sierpnia 2014

Dlaczego fajne i wartościowe blogi zarastają chwastami albo znikają?

Jestem w blogosferze już prawie półtora roku. Byłem świadkiem i uczestnikiem rozkwitu wielu świetnych blogów. Niektóre rozwijają się w błyskawicznym tempie. Mam wielki szacunek dla ich autorów. Ale niektóre z moich ulubionych blogów albo zniknęły, albo porosły chwastami, których nikt nie karczuje.

Nie wiem, dlaczego tak się dzieje, że ktoś prowadzi blog, ma tysiące wyświetleń, dziesiątki czytelników i komentarzy, i nagle przestają pojawiać się jakiekolwiek posty. Na przykład wpisy pojawiały się średnio raz w tygodniu, a później przez pół roku nie ma żadnego postu. Można założyć, że taki blog już zniknął.

Czasami zdarza się, że ktoś pisał posty bardzo często, średnio co 2-3 dni, a tu nagle notki zaczynają się pojawiać raz na miesiąc. Taki blog zaczyna zarastać chwastami, i to takimi do pasa. Wydaje się, że taki bloger po prostu wystrzelał się z tematów albo znudziło mu się pisanie i prowadzenie blogu.

Szkoda, że tak się dzieje, bo w ten sposób zniknęło albo przestało być pisanych wiele wartościowych i ciekawych blogów.

11 sierpnia 2014

Idealne góry dla początkujących - Pieniny




Mamy sierpień. Wakacje powoli dobiegają końca, ale jeszcze sporo osób jest na urlopach, sporo dopiero planuje wakacje. Dlatego ten post będzie o tematyce letniej, a że lubię góry, to będzie o Pieninach. Były już wysokie Tatry i średnie Bieszczady. Pieniny są dość niskie. Dlatego są idealne dla początkujących. Oprócz tego, że można chodzić po górach, w Pieninach można też spłynąć Dunajcem w kajaku albo w łódce z flisakami. Możemy też pozwiedzać pienińskie atrakcje np. zamki w Czorsztynie i Niedzicy.

Najwyższy szczyt Pienin to Trzy Korony. Ma tylko 982 m.n.p.m., (czyli jest prawie 2 razy niższy od osławionego Giewontu) ale widok z niego jest kapitalny. Widać to na zdjęciu:)

4 sierpnia 2014

Stowarzyszenia i fundacje to organizacje przestępcze?



Dawniej, gdy słyszałem, jak ktoś mówi o pracownikach różnych fundacji, że to złodzieje i oszuści, myślałem, że ten ktoś jest bardzo zazdrosny albo sfrustrowany. Niestety, ostatnio coraz częściej przyznaję ze smutkiem rację.

Od pewnego czasu należę do stowarzyszenia. Mamy w planach tworzenie różnych projektów i branie udziału w konkursach, w których można pozyskać pieniądze samorządowe czy unijne. Niestety, za każdym razem boleśnie przekonujemy się, że gdy nie ma się odpowiednich znajomości w urzędzie miasta, urzędzie marszałkowskim czy w ministerstwie, to nie ma co brać udziału w jakimkolwiek konkursie. Konkursy wygrywają krewni albo znajomi prezydentów albo radnych.

Ale to, co opisałem wyżej to mały pikuś. Najgorsze jest to, że wielu szefów organizacji pozarządowych kradnie na potęgę. Kradną księża w Caritasie, kradną cywile w świeckich organizacjach. Są organizacje, które robią naprawdę wiele dobrego dla tysięcy ludzi jak Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy czy Polska Akcja Humanitarna. Ale nie brakuje też NGO założonych tylko po to, by robić przekręty finansowe i napełniać kieszenie ich szefów i oddanych kolegów. Najsmutniejsze jest to, że szeregowi pracownicy fundacji czy stowarzyszeń, którzy naprawdę chcą robić coś pozytywnego zapieprzają na śmieciówkach za 1000 czy 1500 zł, a ich szefowie kradną setki tysięcy złotych, bo lubią drogie zegarki, perfumy i egzotyczne podróże.


30 lipca 2014

Soczyste, zielone góry - Bieszczady




Korci mnie, by napisać o czymś smutnym albo brutalnym. Ale jak mógłbym to zrobić, gdy za oknem świeci moje tytułowe Słońce, a temperatura przekracza 30 stopni. Siostry blogerki i bracia blogerzy leżą teraz na piasku, opalają się, piją zimne piwo, a ja miałbym smęcić i przynudzać?

Skoro jesteśmy przy letniej tematyce, to opiszę kolejne góry, które lubię. Bieszczady. Wolę Tatry, ale zielone góry mają swój urok. Na przykład taki, że są zielone. Uwielbiam tę soczystą albo wyblakłą zieleń (zależną od pory roku). W Bieszczadach fajne jest też to, że chodzi tam o wiele mniej turystów niż w Tatrach. Możemy więc na spokojnie pokonywać szlaki i zdobywać szczyty, a nie przepychać się między tabunami ludzi.

Lubię Tarnicę - najwyższy szczyt Bieszczad - 1346 m.n.p.m. Jest na nim krzyż, więc może on być namiastką Giewontu. Wyjście na Tarnicę nie jest trudne, początkujący mogą ją spokojnie połknąć. A widoki są świetne.

19 lipca 2014

Gdzie na wakacyjny urlop?




Widzę, że na blogach cisza i spokój, a za oknem Słońce grzeje mocno i soczyście, więc nie będę poruszał trudnych albo smętnych tematów. Skupię się na tematyce wakacyjnej. 

Urlop jest potrzebny każdemu pracującemu. Jeśli ktoś na swoim urlopie ciągle siedzi przed służbowym laptopem albo ciągle myśli o pracy, to czas na zmianę pracy albo zmianę myślenia. W pierwszych latach swojej pracy, przejmowałem się nią w weekendy albo podczas urlopów, od jakiegoś czasu staram się mieć ją w dupie. Przemówiłem sobie do rozumu w ten sposób, że zbyt mało zarabiam, by myśleć o pracy w swoim wolnym czasie.

Na razie nie mam urlopu, ale pomarzyć można za darmo. Marzę sobie o miejscach, które kiedyś odwiedzę. Za jeziorami nie przepadam, morze lubiłem jako dziecko, a od kilku lat niezmiennie najbardziej lubię góry. Byłem w Bieszczadach czy Pieninach, ale moimi ulubionymi górami zawsze są Tatry. Nie jestem oryginalny, ale zawsze mieszkam w Zakopanem. Wiadomo, że fajnie jest przejść się po Krupówkach, zjeść oscypka od starszej pani czy napić się piwa w góralskiej restauracji. Ale mój czas zajmuje głównie chodzenie po górach. Po kilku dniach zdobywania szczytów, jestem zmęczony fizycznie, ale lżejszy psychicznie, a myślenie jest czystsze.

A jakie są Wasze ulubione miejsca na spędzenie wakacyjnego urlopu?

11 lipca 2014

Sezon ogórkowy w pełni. Blogerzy na wakacjach




O tym, że mamy sezon ogórkowy, możemy się przekonać nie patrząc nawet w kalendarz. Wystarczy poczytać blogi i zobaczyć, że posty pojawiają się ostatnio o wiele rzadziej niż jeszcze kilka tygodni temu. Bardzo fajnie, że tak jest. Jedni wypoczywają nad jeziorami, inni w górach, jeszcze inni nad morzem. Jednym słowem - ładują akumulatory.
Niektórzy, tak jak ja - pracują. A temperatura powietrza i palące Słońce nie zachęcają do pracy. Ale nie narzekam, bo wielu moich klientów wypoczywa albo pracuje gdzieś sezonowo, widzę to po tym, że od lipca przychodzi ich zdecydowanie mniej niż w czerwcu. Zresztą za jakiś czas, ja też będę miał urlop.
A Wam, blogerom, którzy jesteście teraz na urlopach życzę udanego wypoczynku, dużo Słońca, a później powrotu z naładowanymi akumulatorami i świetnymi pomysłami:)

6 lipca 2014

Z jakim przystajesz, takim się stajesz

Kilka lat temu byłem na weselu, gdzie pan młody wyglądał jak szczypiorek, a panna młoda miała kształty mocno rubensowskie. Po kilku latach spotkałem to małżeństwo. Przeżyłem szok, była panna młoda dalej wyglądała tak samo, a były pan młody przytył ze 40 kg!!
Kilka lat temu byłem na weselu znajomego. Znajomy nie był gruby, ale miał brzuszek piwny, natomiast panna młoda była chuda jak modelka. Minęło niewiele ponad rok. Znajomy wygląda dalej tak samo, a jego żona przytyła jakieś 20kg!!
Takie upodabnianie się do kogoś nie odnosi się tylko do wyglądu, ale po wyglądzie jest najlepiej widoczne.
Jest sporo przypadków, gdy aktywny fizycznie i umysłowo, żywiołowy, życzliwy kawaler, po ślubie staje się zgorzkniałym, leniwym pantoflarzem spędzającym każde popołudnie przed telewizorem. Albo inteligentna, pełna życia i ciekawych pomysłów panna, po ślubie zaczyna pić i przestaje dbać o siebie, bo jej mąż nigdy nie trzeźwieje, a i uderzyć czasem potrafi.
Na szczęście, są też pozytywne przypadki. Mąż mobilizuje żonę do zrzucenia zbędnych kilogramów, bo sam ćwiczy i świetnie wygląda. Żona mobilizuje męża do zdobycia lepszego wykształcenia, bo sama kończy studia. Żona nie nadużywa alkoholu, więc jej mężowi alkoholikowi łatwiej jest wytrwać w abstynencji. Mąż podczas seksu zadowala żonę na tysiąc sposobów, więc ona odwdzięcza się tym samym:)

29 czerwca 2014

Jeśli nie teraz, to kiedy?

Wiele razy chciałem coś zrobić, ale ze strachu tego nie robiłem. Później cholernie tego żałowałem, ale czasu już nie da się cofnąć. Często były to proste i banalne czynności, ale właśnie z takich małych czynności składa się całe życie.
Pamiętam szkolne dyskoteki, kiedy zamiast zatańczyć z dziewczynami, ze strachu stałem pod ścianą. Albo lekcje, szkolenia czy wykłady, podczas których chciałem o coś zapytać prowadzącego, ale ze strachu tego nie robiłem.
Podczas ostatnich lat pokonałem wiele swoich strachów (chociaż jeszcze sporo przede mną). Ostatnio odniosłem mały sukces, z którego jestem dumny.
Miałem kiedyś znajomego, który pożyczył ode mnie znaczną kwotę. Później nasze drogi się rozeszły i od wielu lat nie miałem żadnego kontaktu z byłym znajomym. Wiele razy chciałem powiedzieć, by oddał mi kasę, ale zawsze strach zwyciężał. Przełamanie się było dla mnie tym bardziej trudne, że facet obecnie zajmuje się podejrzanymi interesami, podejrzewam, że nielegalnymi, więc może być groźny.
W końcu, po wielu latach, odważyłem się, poszedłem do jego domu i od razu powiedziałem, o co mi chodzi. Drżał mi głos i trzęsły się ręce, ale on był chyba w nie mniejszym szoku, bo od razu dał mi kasę. Było to dla mnie szokujące, bo były znajomy zawsze był mistrzem krętactwa, kłamania, oszukiwania i brania na litość, więc nastawiłem się na ciężką przeprawę i trudną rozmowę.

21 czerwca 2014

"Policjanci to buraki, kasjerki to nieuki, a urzędnicy to nieroby"

Jesteś kulturalnym i uczciwym policjantem. A słyszysz: "Chuj w dupę policji" albo "nic mi nie zrobisz, tępy psie".

Jesteś kasjerką z wyższym wykształceniem i otwartym umysłem. A słyszysz: "Jak nie będziesz się uczyć, to skończysz jak ta pani na kasie" albo "rusz dupę, bo jest długa kolejka".

Jesteś rzetelnym i wykwalifikowanym urzędnikiem. A słyszysz: "Jak nie dostanę natychmiast zasiłku, to idę na skargę do dyrektora" albo "siedzisz za biurkiem i gówno robisz, a pensję bierzesz".

Witamy w Polsce. Tutaj panuje życzliwość i szacunek dla każdego człowieka.

12 czerwca 2014

Nawiedzony ateista jest tak samo szkodliwy jak nawiedzony katolik




Niedawno miałem nieprzyjemność odbyć długą rozmowę ze znajomym znajomego. Była wódeczka, była muzyka, była fajna atmosfera. Myślałem, że będzie nam się świetnie rozmawiało. Mój rozmówca Adam jest ateistą o lewicowych poglądach, ja jestem agnostykiem o lewicowych poglądach, spotkanie powinno więc być świetne.
Niestety Adam mówił tak, jakby był najmądrzejszy na świecie. Dla niego najlepsza na świecie jest whisky, a wszystkie inne alkohole to gówno. Najlepsze auto to mazda, a inne japońce to złom. Najlepsza partia to SLD, a inne partie tworzą oszuści i złodzieje. Powoli zaczęło mnie to wkurwiać, ale nie dałem się wciągnąć w głupie dyskusje.
Przebrał miarkę, gdy powiedział, że na 100% nie ma Boga ani życia pozagrobowego, ani żadnych spraw i istot nadprzyrodzonych. A skąd on to, kurwa, wie?
Jestem człowiekiem upierdliwym i lubiącym dyskutować na różne tematy. Zapytałem go więc, jak to się dzieje, że ludzie mają prorocze sny, jak to się dzieje, że ludzie widzą różne nieludzkie istoty, skąd wróżki znają przyszłość, a bioenergoterapeuci - choroby. Skąd wie, że nie ma Boga ani innych cywilizacji w kosmosie. Adam powiedział, że to wszystko skutek chorób psychicznych. Jeśli ktoś doświadcza rzeczy nadprzyrodzonych, to znaczy, że ma schizofrenię. Natomiast Boga ani kosmitów nie ma, bo nikt ich nie widział. Koniec dyskusji, on wie wszystko najlepiej.
Rozmawiałem kiedyś ze świadkiem Jehowy, który namawiał mnie do przejścia na swoją wiarę. Muszę powiedzieć, że rozmowa z nim była o wiele bardziej kulturalna, rzeczowa, merytoryczna niż z ateistą, który pozjadał wszystkie rozumy.
 

7 czerwca 2014

Ciesz się, że w ogóle masz pracę!

Przepraszam, że ostatnio jestem monotematyczny. Przepraszam, że piszę o tym samym. Ale od jakiegoś czasu, z różnych powodów, nie mam weny, by napisać jakiś głęboki wiersz albo jakiś śmieszny post.
Praca jest jedną z najważniejszych spraw w naszym życiu. W pracy spędzamy większość życia!! Niektórzy umierają podczas pracy, inni mają depresję przez chorego szefa, inni przepłacają pracę uszkodzonym kręgosłupem. Ale są też ludzie, którzy zarabiają świetną kasę, a do tego mają zajebistą satysfakcję z pracy. Ale im zazdroszczę..
Od 2008 roku mamy kryzys. Pierdolony kryzys. Finansowy. Społeczny. Spowodowany przez prezesów banków, szefów korporacji i polityków. A jego koszty ponoszą miliony, miliardy najbiedniejszych ludzi. Jak zawsze w historii świata. 
Mamy kryzys, więc kilka milionów ludzi wyjechało z Polski za granicę. A mimo to, ci którzy zostali powinni cieszyć się, że w ogóle mają pracę. Powinni cieszyć się, że są ochroniarzami za 1200, kasjerkami za 1500 albo urzędnikami za 1800zł.

25 maja 2014

Czy istnieje szef idealny?

Chociaż mój staż zawodowy nie jest zbyt długi, to jednak miałem przyjemność albo nieprzyjemność "współpracy" z różnymi szefami. Przeważnie reprezentowali oni skrajne przypadki charakterów i zachowań. 
Jeden z moich szefów był luzakiem. Często się śmiał, żartował, przeklinał, lubił wypić i się zabawić. Jego ogromną zaletą było to, że pracownicy nie bali się do niego chodzić. Nikogo nie mobbingował ani nie niszczył. Ale miał ogromną wadę. Mianowicie, zupełnie nie interesował się problemami pracowników. Obchodził go tylko porządek w papierach, a to, że niektórzy pracownicy nienawidzili się i kłócili między sobą, zupełnie go nie obchodziło. Zamykał się w swoim gabinecie, czytał gazety i siedział w internecie, a jego podwładni żarli się między sobą jak szczury.
Moja obecna szefowa jest zupełnie inna. Nie lubi się zabawić ani wypić. Jest bardzo religijna, nigdy nie usłyszałem z jej ust słowa "kurwa". Jej ogromną zaletą jest to, że jest bardzo spokojna i nigdy nie podnosi nawet głosu. Ale ma ogromną wadę - kontroluje wszystko i wszystkich. Każdy świstek papieru musi być idealnie opisany, każdy pracownik ma cytować z pamięci ustawy, biurka powinny stać według jej uznania, a każde nawet najmniej znaczące i najprostsze pismo jest przez nią poprawiane po kilka razy. To, co ona robi, zupełnie paraliżuję pracę ośrodka i pracowników, czyli też moją. Strasznie mnie to wkurwia. To, co można idealnie wykonać w kilka albo kilkanaście minut, przez jej upierdliwość zajmuje kilka godzin.
Ja nie spotkałem (jeszcze?) idealnego szefa. A Wy?
 

15 maja 2014

Praca na etacie czy własna firma?

Gdy byłem nastolatkiem, marzyłem o prowadzeniu własnej firmy. Wyobrażałem sobie, że jestem szefem firmy, mam swój wypasiony gabinet, a do pracy jeżdżę luksusowym samochodem. Życie jak to życie, brutalnie zweryfikowało moje marzenia..
Od kilku lat pracuję na etacie, mam beznadziejne zarobki, bardzo duży stres oraz poziom frustracji, bo ta praca nie jest w żaden sposób rozwijająca ani prestiżowa.
Chociaż są też jakieś malutkie plusy tej roboty np. stała i wypłacana na czas pensja (w prywatnych firmach jest z tym różnie) albo to, że nie trzeba wyrabiać na siłę coraz wyższych norm (jak w bankach czy firmach ubezpieczeniowych). 
Często myślę o założeniu własnej działalności. Ale przeraża mnie to, co dzieje się na rynku pracy. Znam kilka osób, które miały własne firmy w różnych branżach, ale musiały je zamknąć z powodu osławionego kryzysu gospodarczego. Na pewno chciałbym być sterem, żeglarzem i okrętem. Tylko czy woda nie zalałaby mi pokładu, i nie poszedłbym na dno? 
A może wystarczy zadać sobie proste, ale też jakże trudne pytanie: Co w życiu lubisz robić? I zacząć to robić:)

8 maja 2014

Czym kończą się internetowe znajomości?

Kiedyś, gdy byłem bardzo samotny, sporo czasu poświęcałem na pisanie na różnych czatach internetowych. Z niektórymi pisało się fajnie, z innymi gorzej. W każdym razie szukałem bratniej duszy, kogoś komu mógłbym się wyżalić. Bo wiadomo, że ze znajomymi przy piwie nie porusza się trudnych tematów jak samotność czy brak drugiej połowy.
Nie ukrywam, że próbowałem rozmawiać głównie z dziewczynami. Niekoniecznie chciałem poznać przyszłą dziewczynę czy żonę. Szukałem po prostu takiej internetowej przyjaciółki, z którą można o wszystkim pogadać. 
Znalazłem taką osobę. Pisaliśmy ze sobą przez wiele miesięcy, gadaliśmy przez telefon. Nie spotkaliśmy się, bo mieszkaliśmy setki kilometrów od siebie (chociaż na pewno prędzej czy później do spotkania by doszło). Zżyliśmy się ze sobą, pisałem z nią o sprawach, których wstydziłem się mówić znajomym czy krewnym. Naprawdę fajnie z nią się pisało i rozmawiało, zresztą z wzajemnością. 
I nagle ona powiedziała mi, że ma raka i niedługo umrze. Byłem w szoku, miałem ogromny  dół, byłem załamany. Kontakt się urwał, byłem pewny, że umarła:(
Minęło kilka lat, w internecie zaczęły być popularne różne portale społecznościowe. Z ciekawości wpisałem jej imię i nazwisko. Okazało się, że żyje i ma się całkiem dobrze!! Myślałem, że mnie szlag trafi i dostanę kurwicy. W ostrych słowach napisałem co o niej myślę. Oczywiście nic nie odpisała.
Zastanawiam się, co niektórzy ludzie mają w głowach. Siano? Wióry? Popcorn? Jeśli już koniecznie chciała mnie okłamać, to mogła powiedzieć, że wyjeżdża do pracy na drugi koniec świata, a nie pozorować własną śmierć..

4 maja 2014

Dziękuję Wam za wszystko. Przepraszam za wszystko

Nieraz mam poczucie winy, że nie komentuję wszystkich Waszych blogów. Staram się, ale nie zawsze mam czas, nie zawsze mam wenę, nie zawsze interesują mnie wszystkie posty. Ale przynajmniej się staram, chociaż wiem, że zawsze można więcej i lepiej.
Dziękuję. Dziękuję za to, że mogę czytać i komentować Wasze blogi. Jedne są poważne, inne pisane z lekkim przymróżeniem oka,  inne zabawne, inne energetyczne, inne powściągliwe, jeszcze inne lekko ironiczne (jak mój). 
Ale każdy jest indywidualnością, każdy jest inny, jak różne są liście, kamyki, ziarenka piasku. Każdy ma jedyny i niepowtarzalny styl. Od każdego można się czegoś nauczyć. Czytając Wasze blogi można się pośmiać, można popłakać, można się powkurzać albo wyluzować. Wielki szacunek dla wszystkich, którym się chce.
Dużo Słońca dla Was:)
 

30 kwietnia 2014

Za jaką kasę, zrobię z siebie prostytutkę?



 Źródło:www.se.pl

Pracowałem kiedyś na planie filmowym jako statysta. Kilkanaście godzin spędzonych w trudnych warunkach pogodowych, w przenikliwym zimnie i wietrze. Ubogie jedzenie, zbyt mała ilość wody, beznadziejny transport i w ogóle cała organizacja. I to wszystko za oszałamiającą kwotę - kilkadziesiąt złotych..
Mam znajomego, który należał do młodzieżówki dużej partii politycznej. Gdy nadchodził czas wyborów, to musiał na ulicach zbierać podpisy pod listą poparcia partii. Kilka tygodni zbierania podpisów po kilka godzin dziennie, i oczywiście to wszystko za darmo. Albo za jedno z ostatnich miejsc na listach wyborczych..
Zupełnie inny przykład: nasze siostry blogerki i bracia blogerzy. Niektórzy się cenią - takich bardzo szanuję. Ale jest wiele osób piszących blogi, które za kosmetyki warte kilkanaście złotych, wychwalają pod niebiosą ich producenta. Są też tacy, którzy potrafią się cieszyć, że dostaną od firmy sos do makaronu albo smycz na szyję. Inni zaśmiecają swoje blogi reklamami, za które dostają kilkadziesiąt złotych miesięcznie. Gdzie tu szacunek do samego siebie i do czytelników?
Przydrożna prostytutka zrobi loda kierowcy ciężarówki za kilkadziesiąt złotych albo policjantowi za odstąpienie od mandatu.
 

24 kwietnia 2014

Chwilowy brak weny

Minęły święta. Ale nie będę pisał o świętach, bo wielu blogerów już o tym pisało. Mamy wiosnę. Mamy piękną wiosnę. Ale nie będę o tym pisał, bo to też oklepany temat na blogach. 
Nie wiem o czym mam pisać. Mam jakiś chwilowy (mam nadzieję) zanik weny. A może to dobrze? Paradoksalnie - dobrze, bo często pisałem na blogu, gdy chciałem wyrzucić z siebie złe, chore emocje, związane np. z beznadziejną pracą.
Nie, nic się nie zmieniło w moim życiu na lepsze. Ale jestem jakiś spokojniejszy i mam czystsze myśli. W każdym razie nie będę się obijał i lenił, i niedługo wracam (mam nadzieję) z lepszymi i ciekawszymi postami. 
Dużo Słońca dla Was wszystkich:)

13 kwietnia 2014

Siła kolorów




Moje ostatnie posty były dość trudne i niekoniecznie radosne, dlatego pomyślałem, by dodać jakiś lekki i radośniejszy post. 
Dziś będzie o kolorach. Niby banalny temat, ale gdyby tak bardziej się zastanowić, to wcale nie taki bez znaczenia. Bo wyobraźmy sobie, że mieszkamy w pokoju pomalowanym na czarno. Szybko dostalibyśmy depresji albo przynajmniej sennych koszmarów. Wyobraźmy sobie, że pracujemy w pokoju pomalowanym na czerwono. Pewnie komputer rozpieprzylibyśmy pięścią, a papierami rzucali w twarz klientom. Albo leżymy sobie w sali szpitalnej pomalowanej na ciemny fiolet. Na pewno o wiele dłużej byśmy chorowali niż w sali zielonej, białej czy niebieskiej. 
Myślę, że kolory mogą być taką samą torturą jak zmuszanie więźniów do głośnego słuchania muzyki czy pozbawiania snu (w czym dobrzy są Amerykanie). Kiedyś w Iraku, stosowano taką torturę, że zamykano więźniów w malutkich celach, pomalowanych na jaskrawo - czerwony kolor..
Jaki jest mój ulubiony kolor? Nietrudno zgadnąć, patrząc na wygląd blogu. Dlaczego akurat ten? Dlatego, że kojarzy mi się z energią, z siłą, ze świeżością, a teraz z wiosną.
A Wy, jaki kolor lubicie najbardziej?

6 kwietnia 2014

Wyjście na Słońce





Będę walczył  
mimo że  
nie widać Słońca
nie widać sensu
Będę walczył  
mimo że  
przegrałem  
większość bitew
mimo że
nieraz uciekałem
nieraz nie chciałem  
Będę walczył
i stanie się cud..

1 kwietnia 2014

Jak wyłudzać zasiłki?


 Źródło:www.aferyibezprawie.org


Żeby zarabiać, trzeba pracować. A co trzeba zrobić, by otrzymać zasiłek? 
Najprostsza odpowiedź: nie pracować. Wydaje się to logiczne, ale rzeczywistość jest zupełnie inna.
Na podstawie swojej pracy, mogę śmiało stwierdzić, że tak naprawdę większość klientów, korzystających z pomocy społecznej, nie powinna brać żadnych zasiłków!! 
Dlaczego tak jest?
Miałem kilku klientów, którzy byli na tyle głupi, że brali zasiłki i jednocześnie legalnie pracowali. Nietrudno było to sprawdzić, i tacy delikwenci musieli zwracać nienależnie pobrane pieniądze. Ale jest ogromna ilość klientów, którzy biorą zasiłki, a jednocześnie pracują na czarno. Takim osobom nie można niczego udowodnić. Mogą kłamać urzędników w żywe oczy i śmiać się za ich plecami. Taki klient zarobi sobie na czarno 1500 czy 2000zł, do tego dostanie 500zł zasiłku, i sobie spokojnie żyje. A starsza kobieta, dostająca 800 czy 900zł emerytury, nie dostanie żadnego zasiłku, bo ma zbyt wysokie dochody..

22 marca 2014

DDA

Czasami zastanawiam się, czy jest sens zamieszczania wierszy na blogu. Kiedyś napisałem ich całkiem sporo, ale nie wiem, czy kogoś to w ogóle interesuje. Nie każdy lubi teatr czy muzykę klasyczną, tak samo, nie każdy lubi poezję. Ale zachęcany przez blogerkę Małgorzatkę, postanowiłem, że będę tu od czasu do czasu, publikował jakiś wiersz.
Wiersz, który jest poniżej, już kiedyś był na tym blogu, ale postanowiłem go zmodyfikować i znów dodać z kilku powodów. To, o czym piszę, dotyczy milionów ludzi w Polsce. Milionów..
 
 
dzieci których nie miał
kto przytulić
kiedy tak bardzo
tego potrzebowały
które umierały
z samotności
z rozpaczy z lęku
gdy ich rówieśnicy
bawili się z uśmiechem
ich oczy były pełne łez
w domu była wódka
były przekleństwa
był strach 
którego nie da się
wyrazić słowami
była agresja
której nie da się 
opanować
 
dzieci wychodzą z domów
wychodzą wściekłe 
wygłodniałe psy
urwane z łańcuchów
rozszarpują innych
wyjadają ich wnętrzności
zagryzają siebie nawzajem
czasami skaczą albo wpadają
pod rozpędzony pociąg
który nie zdąży wyhamować

15 marca 2014

2 bloki - 2 różne światy


Źródło:www.dobreprogramy.pl

Stoją sobie, obok siebie, 2 czteropiętrowe, spółdzielcze bloki. Z zewnątrz wyglądają identycznie. Natomiast w środku, mamy 2 różne światy. W jednym z tych bloków, nie mam żadnego klienta. Nawet miłej starszej pani. W drugim bloku, mam do czynienia z całą tablicą Mendelejewa patologii. Mieszkają tam: pan alkoholik, pan narkoman, pani przynosząca do mieszkania śmieci z całej dzielnicy, czy pan, który wyszedł z więzienia po 10-letniej odsiadce. Wymieniłem tylko ostrzejsze i barwniejsze przypadki..
Jak to się dzieje, że jest tak ogromna rozbieżność? Bloki stoją zaledwie kilkadziesiąt metrów od siebie. Oba bloki są spółdzielcze, czyli takie, jakich mamy w Polsce tysiące. Moja teoria jest taka, że działa tu siła przyciągania. Im więcej patologii znajduje się w jakimś miejscu, tym więcej dziwnych osób, tu się przeprowadza. A Wy, jak myślicie?

10 marca 2014

Czym grozi pozostawienie odkręconego gazu w bloku?




Czym grozi używanie zapałek lub zapalniczki, przy wysokim stężeniu gazu? Nietrudno się domyślić. Powagi sytuacji dodaje fakt, gdy odbywa się to, nie w domu na odludziu, a w bloku pełnym ludzi. 
Miałem w swojej pracy, do czynienia z kilkoma takimi sytuacjami: starsza pani lub starszy pan, mający problemy z pamięcią, odkręcają gaz w swoim mieszkaniu. Gazu jest tak dużo, że wyczuwają go sąsiedzi, którzy przychodzą do mnie i żądają reakcji. Zgłaszam sprawę na policję. Policjant mówi, że nie ma akurat w komisariacie dzielnicowych, i nie ma kto tego sprawdzić! Później okazuje się, że przez kilka tygodni nie zdążyli sprawdzić..
Sąsiedzi "gazownika" naciskają na mnie, piszą pisma, że gdy blok wybuchnie, to będzie moja wina (!), straszą telewizją. A ja nie mogę nic zrobić. Osoby odkręcające gaz, nie są chore psychicznie ani ubezwłasnowolnione. Nie mogę więc ich zmusić do zlikwidowania instalacji gazowej w mieszkaniu. Na szczęście udaje mi się skontaktować z ich dziećmi lub wnukami, udaje mi się ich namówić do całkowitego odcięcia gazu w mieszkaniach.
Strach pomyśleć, co by było, gdyby nikt nie zgłosił mi, że ich sąsiad okręca gaz. Strach pomyśleć, ile jest takich osób w blokach, w których mieszkamy. Strach pomyśleć, o ilu takich osobach nie wiemy..

6 marca 2014

Uroki pracy w terenie..




Nieważne, że pada deszcz lub śnieg. Nieważne, że temperatura wynosi -10 stopni albo +30 stopni. W teren trzeba iść, bez gadania. Oczywiście można jeździć do mieszkań klientów, swoim samochodem. Owszem, są miasta, które płacą pracownikom socjalnym jeżdżącym samochodami. Przeważnie są to kwoty ok. 200zł miesięcznie. Ale nie każde miasto funduje swoim pracownikom takie luksusy. W ośrodku, w którym pracuję, nie ma w ogóle takiej możliwości. Jedyne na co mogę liczyć, to 50zł miesięcznie na bilety autobusowe. Kolejnym mankamentem pracy w terenie są czteropiętrowe bloki bez windy. Bardzo często mieszkania klientów znajdują się na czwartych piętrach. Pomijam to, że w mieszkaniach można zostać pogryzionym przez agresywne psy. Pomijam także to, że w niektórych lokalach jest gęsto od dymu z papierosów, a buty kleją się do podłogi jak muchy do lepu.

Owszem, listonosz musi nosić ciężary, musi też chodzić przez wiele godzin dziennie. Jednak jego wysiłek jest przynajmniej rekompensowany przez końcówki, które klienci zostawiają po odbiorze przekazów pieniężnych. Z takich końcówek, listonosze wyciągają przynajmniej kilka stówek miesięcznie. Ja przez kilka lat pracy, nie dostałem od klientów żadnych pieniędzy. Wręcz przeciwnie, kilka razy byłem pytany, czy nie pożyczyłbym im kilku złotych..