1 października 2013



Stażyści, czyli darmowa siła robocza

Kilka lat temu w ramach stażu z urzędu pracy, pracowałem w ośrodku pomocy społecznej. Pracowałem 8 godzin dziennie a dostawałem niecałe 700 zł miesięcznie. Podczas odbywania stażu okazało się, że polityka MOPS polega na tym, że co roku zatrudniają przynajmniej kilku stażystów z urzędu pracy, za których nie muszą płacić bo są na stażu, a po roku albo półtora gdy staż się kończy to zatrudniają kolejnych na staż i tak od wielu lat.. Stażyści zapieprzają przez wiele miesięcy na pełen etat za marną kasę, a później nie mają szans na zatrudnienie. Bo zatrudniane są osoby mające dobre znajomości (to niestety powszechna praktyka w urzędach miejskich, MOPSach, strażach miejskich i innych instytucjach samorządowych). Pracowałem więc za marne grosze, a robiłem rzeczy których nie miałem w zakresie obowiązków. Na przykład oficjalnie nie mogłem samemu przeprowadzać wywiadów środowiskowych z klientami, ale gdy jakiś pracownik był na urlopie lub zwolnieniu lekarskim to wysyłali mnie do klientów bo im się nie chciało ruszyć dupy a był pod ręką młody stażysta. Albo była komiczna i jednocześnie tragiczna sytuacja, gdy przyszły na praktyki studentki z kierunku praca socjalna. Ja chodziłem z nimi na wywiady do klientów i ja objaśniałem im na czym polega praca MOPS!!! Ja, który sam byłem kompletnym żółtodziobem i stażystą a nie pracownikiem!!! Teraz z perspektywy czasu dziwię się, że pracownicy dbając o własną wygodę nie bali się, że popełnię jakieś błędy a oni by za nie odpowiadali bo byłem tylko stażystą. Ale wtedy liczyłem, że zostanę tam zatrudniony(nie wiedziałem, że jest aż tak duży nepotyzm i trzeba znać dyrektorkę MOPS lub radnych miasta by być zatrudnionym) więc nie buntowałem się. Minął rok stażu a oni zamiast etatu zaproponowali mi kolejne pół roku na stażu. Podziękowałem im i skończyłem staż. Nie miałem zamiaru tyrać jeszcze przez pół roku za taką kasę i jeszcze bez żadnej perspektywy zatrudnienia. Nie wiem jak wyglądają staże w innych instytucjach i firmach ale współczuję osobom, które muszą być na stażach bo jest takie bezrobocie, że nie mają innej opcji.

5 komentarzy:

  1. pracodawca mówią tak(sama słyszałam to wielokrotnie):"stażysta? dobra, tania siła robocza...". I taki jest stosunek pracodawcy do pracownika, zamiast szacunku, nauki pracy, wdrażania jest chamskie wykorzystanie i poniżanie, a państwo jeszcze umożliwia "zatrudnianie" na staż za jałmużnę. Póki prawo pracy będzie tak delikatne jak jest w tej chwili, a koalicja politycy-pracodawcy będzie istnieć dopóty ani stażysta, ani praktykant, a czasem też pracownik etatowy nie poczuje się człowiekiem w miejscu pracy, smutne, ale to brutalna rzeczywistość.

    OdpowiedzUsuń
  2. To prawda, że przy tak wysokim bezrobociu pełnimy wiele obowiązków, którymi w ogóle nie powinniśmy zaprzątać sobie głowy. Godzimy się na to bo boimy się, że zostaniemy bez pracy i środków do życia. Sama doświadczam pełnienia obowiązków, które nie powinny mnie interesować..

    OdpowiedzUsuń
  3. Moja matka pracowała w MOPSie. Miała etat. Nie dość, że musiała robić rzeczy na które nie miała uprawnień np. podnoszenie niepełnosprawnych, sadzanie ich na wózkach itd, to jeszcze po roku ją zwolnili, bo siostrzenica dyrektorki szukała pracy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Niestety w większości urzędów miast czy mopsów liczą się tylko znajomości. W mopsie, w którym byłem na stażu była nawet taka sytuacja, że jedna kobieta i jej dwie córki pracowały w tym samym budynku!! A takich rodzinnych układów i powiązań była cała masa.

    OdpowiedzUsuń
  5. Idea legalnego współczesnego niewolnictwa.

    OdpowiedzUsuń