12 lipca 2013



Byłem ofiarą przemocy w szkole..

Gimnazjum. Dla mnie jest to synonim piekła. Byłem pierwszym rocznikiem dzieci, które poszły do gimnazjum. Byłem królikiem doświadczalnym reformy edukacji. Wielu specjalistów krytykuje naukę w gimnazjum i mówi by je zlikwidować bo to jest najgorszy wiek dla nastolatków i w pełni się z tym zgadzam. Ja odczułem to bardzo mocno na własnej skórze. Dwóch moich znajomych ze szkoły podstawowej, którzy byli w porządku, nagle w gimnazjum zamienili się w skurwysynów i zaczęli mnie prześladować. Na pewno przyczyną ich chorych i szczeniackich zachowań był wiek, w którym robi się głupie rzeczy. Ale jestem pewny, że do ich eskalacji przemocy przyczyniło się, to że znaleźli się w gimnazjum. Inna nazwa szkoły, inne mury i budynki, inni nauczyciele i inne osoby w klasie. Myślę, że można by uniknąć wielu tragedii i cierpień nastolatków likwidując gimnazja i zostawiając tylko szkoły podstawowe i licea. A wracając do moich cierpień i przemocy, której doświadczyłem to tych dwóch debili codziennie biło mnie np. po ramionach czy innych częściach ciała. Nie bili mnie po twarzy bo bali się, że ktoś zobaczy ślady, a siniaków, które miałem na ramionach nikt nie widział. Moje piekło trwało wiele długich miesięcy. Codziennie bałem się chodzić do szkoły. Nocami płakałem i zasypiałem dopiero nad ranem. Najgorsze w tym wszystkim było to, że byłem strasznie samotny i nie miałem z kim o tym pogadać. Miałem dwóch dobrych kumpli z podwórka ale na początku gimnazjum jeden wyjechał z rodziną zagranicę a drugi został satanistą i nasza przyjaźń się urwała. A więc zostałem zupełnie sam. O ojcu nie wspominam bo wolałem gdy go nie było w domu. Jedyną osobą, z którą mogłem pogadać o swym cierpieniu była mama. Ale bałem się i wstydziłem mówić komukolwiek, że jestem bity w szkole bo myślałem, że ktoś uzna mnie za cieniasa, słabeusza, ciotę itp. Mama nie potrafiła ze mną rozmawiać ale widziała, że jestem coraz bardziej małomówny i zamknięty w sobie i w swoim pokoju i zaprowadziła mnie do psychologa. Nie chciałem tam pójść ale dziś cieszę się, że zaprowadziła mnie tam na siłę. Nie wiem co by było gdyby mnie nie zaprowadziła do psychologa. Może dziś byłbym przestępcą, może alkoholikiem, może chorował na depresję z myślami samobójczymi, może sam byłbym sprawcą przemocy.

6 komentarzy:

  1. Ja też w przeszłości miałem dość trudne chwile, ale ofiarą przemocy jednak nie byłem. Jakoś tak zawsze byłem może gdzieś obok, ale za bardzo nikt mnie nie atakował, choć we wczesnej młodości były takie zachowania kolegów, którzy wytykali, że jestem z takiego domu, anie innego.. Ty miałeś gorzej z tego co piszesz. Ale dobrze, że trafiłeś do psychologa. Mam nadzieję też, że pamiętasz o tych mityngach w necie, o których Ci pisałem, i że do nas kiedyś dołączysz :) Trzymaj się Maks:)
    popo14 - Jarek
    ddawsieci

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że dla osób, które doświadczyły przemocy jest bardzo potrzebne by móc pogadać z psychologiem albo chodzić na jakąś grupę wsparcia. Bo inaczej często samemu później zostaje się sprawcą przemocy.
      A jeśli chodzi o mityngach na necie to pamiętam i jeśli kiedyś będę miał czas i możliwość to na pewno tam zaglądnę:)
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  2. Co do gimnazjum to zgadzam się z Tobą. Młodzież, a właściwie jeszcze dzieci nie myślą, że są już dorośli i mogą robić co chcieć.
    To co się dzisiaj dzieje w szkołach, to ąz strach się bać.
    Ty wogole nie mialeś lekko w życiu. Jestem pełna podziwu dla Twojej osby. Popzdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  3. A mnie nurtuje jedno pytanie - dlaczego, się nie broniłeś? To nie jest żaden zarzut, nie zrozum mnie źle. Gimnazjum wspominam bardzo dobrze (mimo, że pod reformą szkolnictwa podpisuję się obiema rękami). Chodziłam do gimnazjum na wsi, mieliśmy w budynku i podstawówkę i gimnazjum - ja więc nie zmieniałam szkoły. Dotarli do nas jednak idioci z pobliskich podstawówek. Wiadomo, jak to u chłopców w tym wieku, buzowały hormony. Z żadnym jednak nigdy nie miałam problemów, mimo, że moje koleżanki nie mogły dać sobie rady z ciągłym obmacywaniem. Strzeliłam jednemu czy drugiemu w twarz, jeden czy drugi dostał porządnego kopa w cztery litery i... mieli szacunek. Tak samo z dziewczynami. Moja koleżanka uderzyła mnie w twarz tylko raz, bo kiedy jej oddałam uznała, że nie można mnie denerwować. Nie biłam się, nie byłam tyranem, jednak nie dawałam też sobie wchodzić na głowę...

    Fakt jest jednak faktem, że instytucja gimnazjum powinnam tak szybko zniknąć z powierzchni ziemi, jak szybko się pojawiła

    OdpowiedzUsuń
  4. Dlaczego się nie broniłem? Myślę, że z tego samego powodu z jakiego nie bronią się ministranci molestowani przez księży albo kobiety bite przez partnerów. A więc wynika to z przewagi fizycznej, psychicznej, społecznej przeciwnika ale przede wszystkim fizycznej. Przez wiele lat obwiniałem się właśnie o to, że się nie broniłem i dałem sobą pomiatać. Ale czasu już nie cofnę. Czasem myślałem o zemście ale nie wiem gdzie teraz mieszkają ci debile a poza tym karmienie się nienawiścią tylko mnie niszczyło.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń