30 marca 2013


Chodzić do kościoła czy nie chodzić?



Napisałem takiego posta, ponieważ dzisiaj Wielka Sobota więc temat jak najbardziej na czasie. Jako dziecko niechętnie chodziłem do kościoła. Niestety byłem zmuszany przez mamę do częstego chodzenia na msze i nabożeństwa. Oprócz obowiązkowych niedziel chodziłem do kościoła w maju na majówki, w październiku na różańce, a w Wielkim Poście na gorzkie żale i drogi krzyżowe. W kościele myślałem o różnych sprawach i zupełnie nie interesowały mnie sprawy duchowe. Moją niechęć do kościoła pogłębiał fakt, iż mama na siłę wyciągała mnie na nabożeństwa, natomiast ojciec w ogóle nie chodził do kościoła. Później jako nastolatek stałem się bardzo pobożny i zamiast imprezować jak moi rówieśnicy ja codziennie chodziłem do kościoła. Nawet moja pobożna mama mówiła, że za często chodzę na msze i przesadzam.
Jako dorosły człowiek zacząłem coraz rzadziej chodzić do kościoła. Nawet w niedziele mówiłem mamie, że idę na mszę a w rzeczywistości szedłem do znajomego czy na spacer i wracałem po godzinie. Zupełnie przestałem odczuwać potrzebę chodzenia do kościoła i taki stan trwa do dziś. Kiedyś jako pobożny nastolatek oburzałem się, że niektórzy chodzą do kościoła tylko na święta, śluby, pogrzeby czy komunie dzieci. Dzisiaj mam inne myślenie a prawda jest taka, że większość ludzi w Polsce chodzi do kościoła dlatego, że taka tradycja, ponieważ rodzice im każą, bo nie chcą zrobić babci przykrości, bo jest fajna atmosfera nocnej pasterki czy porannej rezurekcji.

12 komentarzy:

  1. Doświadczenia mam bardzo podobne z dzieciństwa. Jako nastolatka zrezygnowałam z kościoła, całkowicie. Stało się to dlatego, ze mama również wyciągała mnie na siłę, a gdy nie chciałam, zarzucała mnie poczuciem winy, zawstydzała, straszyła, obrażała się..
    Wcześniej, tuż przed mszą potrafiła wybuchnąć kłótnia, w kościele jednak staliśmy we 4 niby jak ładna rodzinka, a w domu albo nawet i w samochodzie, była część dalsza kłótni. Cała niedziela była do bani!
    Przyszedł jednak moment, gdy wyjechałam, załamałam się i poczułam się ogromnie samotna i bezsilna..Wtedy wróciłam do Boga, jednak "mój" Bóg jest nieco inny, niż wpajała mi mama.. Jest moim prawdziwym przyjacielem, jedynym fantastycznym rodzicem i obecnie wróciłam do wiary - ogromnie się z tego cieszę i zachęcam każdego. Nie zawsze pojęcie Boga w domu jest tym właściwym, i chyba dlatego część osób od Niego odchodzi. Zachęcam zawsze do słuchania Jego słów, bo on naprawdę przemawia do nas przez innych księży, ludzi, książki, przypadki.. Chyba brzmi to aż zbyt pobożnie jak na mnie.. :-P
    Pozdrawiam gorąco i życzę łagodności!

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedyś gdy byłem pobożny wierzyłem, że Bóg jest surowym sędzią i spotka mnie kara za każdy mój grzech i każdą słabość. Teraz po wielu latach myślę, że Bóg jest dobrym przyjacielem, który jest łagodny i mi pomaga.
    Ale tak naprawdę wydaje mi się, że ludzie wymyślają sobie cechy Boga patrząc przez pryzmat własnych przeżyć, uczuć, doświadczeń życiowych.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Miałam podobnie w domu rodzinnym. Też byłam zmuszana by iść do Kościoła czy chciałam, czy nie chciałam. Nie ważne, że widziałam jak inni domownicy nie idą, bo ja musiałam.
    Teraz odeszłam od tego i praktycznie nie odczuwam potrzeby chodzenia w każdą niedzielę. W Święta staram się chodzić, ale raczej z praktyki i wpojenia, że tak trzeba.

    OdpowiedzUsuń
  4. u mnie była sytuacja, do tutaj opisywanych Nigdy nie czułam się zmuszana do wiary, ani tym bardziej do chodzenia do kościoła. sama znalazłam Boga..

    OdpowiedzUsuń
  5. Miałaś wielkie szczęście, że wychowywałaś się w takiej tolerancyjnej rodzinie. Większość moich znajomych ze szkoły czy z podwórka było niestety zmuszanych przez rodziców do chodzenia do kościoła przynajmniej w niedzele.

    OdpowiedzUsuń
  6. No wiesz sprawa jest trochę bardziej złożona. Ja sama tam nie pójdę...

    OdpowiedzUsuń
  7. Aha to przepraszam..
    Ale ogólnie mój post nawiązuje też do tego, że w Polsce większość osób jest wierna tradycji rodzinnej i pustej obrzędowości religijnej a mało jest osób żyjących wiarą w życiu codziennym.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo dobre pytanie. Też byłem w dzieciństwie zmuszany do chodzenia do kościoła. I do pewnego czasu chodziłem "w bok". Tutaj mi się wydaje, wszystko zależy od mojej wiary. Od tego, czy poczuję Boga w sobie? Ja nie chodzę z tradycji, ale dlatego, że czuję potrzebę, choć przyznam się szczerze, że są chwile, gdzie nie czuję do końca, czegoś mi brakuje w mszy.. Ale to temat rzeka..
    ps. dokładnie Maks - ta "pusta obrzędowość", nie mająca ducha mnie tez często denerwuje. Często to wygląda tak, że ludzie chodzą z przymusu. Żyć na codzień żywą wiarą, to jest prawdziwa wiara:)
    popo14
    http://ddawsieci.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
  9. Popo zgodzę się z Tobą. Mnie też denerwuje pusta obrzędowość religijna a najsmutniejsze jest to, że Polacy zachwycają się np. Janem Pawłem II a nie znają w ogóle jego encyklik ani książek.
    Ja wolę np wstąpić i pomodlić się w pustym kościele niż uczestniczyć w różnych uroczystościach.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  10. To miałeś podobnie jak ja. Właściwie teraz też mam podobnie:-)).

    OdpowiedzUsuń
  11. Bywam tylko na ślubach , chrzcinach i pogrzebach.Po kolędzie nie wpuszczam a gdy mam potrzebę pogadania ze z "Bogiem" spoglądam w słońce - godzinę po wschodzie lub godzinę przed zachodem bo wtedy nie szkodzi wzrokowi.

    OdpowiedzUsuń
  12. Wow! Niezłe wahania przeżywałeś, nie tylko w kwestiach poobiednich drzemek... ^^,

    OdpowiedzUsuń