22 lipca 2017

Sprzedaż internetowa - niektórzy chcieliby wszystko za darmo

Czasami zdarza mi się coś wystawić na popularnym portalu sprzedażowym. To, co najbardziej mnie uderza i irytuje to to, że niektórzy ludzie od razu pytają, czy sprzedam im dany produkt o 30 albo nawet o 50% taniej. Rozumiem, że zawsze jest możliwość negocjacji ceny, ale 30% to już jest sporo, a co dopiero połowa. Najśmieszniejsze jest to, że ludzie potrafią się ostro targować nawet o produkt, który kosztuje 50 zł.

Myślę sobie, że paradoksalnie powinienem cieszyć się z takich sytuacji. Bo to oznacza, że jest ogromna konkurencja wśród internetowych sprzedawców, a klienci mogą przebierać w ofertach i dyktować swoje warunki.
Ja sprzedaję tylko okazjonalnie, gdy coś mi nie jest potrzebne. Gorzej mają zawodowi sprzedawcy. Bo przecież mamy rynek klienta.

28 czerwca 2017

Ile stron książki można przeczytać w ciągu jednego dnia?

Czytanie książek jest moją największą pasją. Oczywiście lubię też inne czynności. Na przykład wielką radość sprawia mi leżenie na łóżku albo chodzenie po górach. Wielką radość sprawiają mi spacery po lesie albo oglądanie gwiaździstego nieba. Od czasu do czasu lubię też napisać jakiś post na blogu albo napić się zimnego piwa z regionalnego browaru.
Ale czytania nic nie jest w stanie przebić. Czasem się zastanawiam co by było, gdybym nie był mężem, nie był ojcem. Gdybym nie pracował 8 godzin dziennie. Aż ogarnia mnie przerażenie. Bo może wtedy czytałbym po 500 stron dziennie. Czy nie zabrakłoby osiedlowych bibliotek i drzew?
 
Mój czytelniczy rekord to przeczytanie ponad 300 stron książki w ciągu jednego dnia podczas urlopu. Byłoby ich znacznie więcej gdyby nie to, że oprócz załatwiania potrzeb fizjologicznych i jedzenia sporo czasu zajęło mi sprzątanie mieszkania czy pójście na spacer.

4 czerwca 2017

Problem z jedzeniem w miejscu pracy

Temat może wydawać się banalny i nie warty uwagi, ale gdyby głębiej się zastanowić, to wychodzi, że jest on jednym z najważniejszych w życiu. 
Dlaczego uważam, że jest on aż tak ważny? Dlatego, że w pracy spędzamy nawet 30% dorosłego życia. A jeśli dodamy do tego fakt, że w Polsce miliony ludzi pracują nocami i na różne zmiany dzienne, to problem jedzenia w czasie pracy robi się poważny.

Nie pracuję nocami, ale podejrzewam, że musi to destabilizować życie. Jeśli nie mocno, to na pewno trochę. Bo przeciętny człowiek w nocy śpi, a nie pracuje. Przeciętny człowiek je w dzień, a nie w nocy.

Pracuję od  08.00 do 16.00. Wydaje się więc, że nie mam żadnych problemów z jedzeniem w pracy. Niestety rzeczywistość nie jest tak różowa. Bo od rana przyjmuję klientów, a ponieważ nie mamy w biurze pokoju socjalnego, muszę jeść ukradkiem przy biurku pomiędzy kolejnymi klientami i telefonami. Inni pracownicy muszą radzić sobie w taki sam sposób. 
W godzinach popołudniowych chodzę do mieszkań klientów. Jeśli chcę wtedy jeść, muszę to robić podczas marszu na świeżym powietrzu.

Zastanawialiście się kiedyś, jak jedzą i załatwiają potrzeby fizjologiczne kierowcy miejskich autobusów?

16 maja 2017

Niewolnicy kredytów

Czytałem kiedyś oświadczenia majątkowe wyższych urzędników samorządowych w moim mieście. Moją uwagę szczególnie przykuł fakt, że ludzie mający 40-50 lat, zarabiający przez kilkanaście lat po 5.000-6.000 zł miesięcznie, mają niespłacone kredyty mieszkaniowe. Niektórym zostało do spłaty nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych. 
Gdybym ja zarabiał 5.000 zł na miesiąc, to skakałbym z radości i przed 40-tką już dawno miałbym spłacony kredyt mieszkaniowy, poza tym jeździłbym porządnym samochodem. Nie wiem na co ci ludzie przeznaczają kasę, dzięki której mogliby już dawno cieszyć się wolnością od wszelkich kredytów.

Myślę sobie o przeciętnych polskich rodzinach, w których facet zarabia 2.000 zł, jego partnerka tyle samo. Mają dwoje dzieci i kredyt mieszkaniowy na 30 lat. Skończą go spłacać, gdy będą mieli prawie 60 lat. I w końcu będą mogli cieszyć się życiem.

30 kwietnia 2017

Dlaczego większość zawodów jest stricte męskich albo stricte kobiecych?

Pracuję w branży, która jest silnie sfeminizowana. A nawet bardzo silnie sfeminizowana, bo być może aż około 90% pracowników stanowią kobiety. Jest to dla mnie bardzo przykre, bo spędzanie codziennie 8 godzin wśród wśród plotek, intryg i dzielenia włosa na czworo nie jest zbyt przyjemne. Co nie znaczy, że miejsca pracy zdominowane przez mężczyzn są zdrowsze. Bo męskie zawody oznaczają niecenzuralne słowa prawie w każdym zdaniu, a czasami też olewanie wielu obowiązków zawodowych.

Niestety większość zawodów w Polsce jest stricte męskich albo stricte kobiecych. Weźmy za przykład sprzedawców, których w Polsce jest aż kilka milionów. Zdecydowaną większość stanowią kobiety, nieważne, czy dotyczy to sklepów odzieżowych, obuwniczych czy spożywczych.
Przykładem z drugiego bieguna są służby mundurowe. W naszym kraju ich funkcjonariuszy jest aż kilkaset tysięcy. Nieważne, czy chodzi o wojsko, policję czy straż graniczną. W każdej służbie zdecydowaną większość stanowią faceci.

Moim zdanie byłoby idealnie, gdyby zarówno ilość kobiet jak i mężczyzn w danej firmie czy urzędzie nie przekraczała 70%. Niestety bardzo rzadko się to zdarza..

17 kwietnia 2017

Spalone wiersze, skasowane posty, niewydane książki

Mimo że dzisiaj drugi dzień radosnych świąt i do tego wiosna, to naszedł mnie jakiś melancholijny nastrój. Może to przez pochmurną i deszczową pogodę za oknem, może dlatego że jutro muszę iść do pracy, a może taką już mam filozoficzną naturę.

Ostatnio nie mam weny do pisania wierszy. Nawet nie ostatnio, a od wielu miesięcy. Paradoksalnie myślę sobie, że to dobrze. Bo najwięcej wierszy pisałem, gdy byłem bardzo samotny. Płakałem i pisałem. Czasami nawet kilka wierszy dziennie. W ciągu jednego czarnego roku napisałem ich ponad sto.
Kiedy moje życie zmieniło się na lepsze, kiedy byłem spokojniejszy i może nawet szczęśliwy, wena zniknęła. Jakby ktoś ją uciął toporem. Od kilku lat piszę średnio kilka wierszy w roku.
Zupełnie inną kwestią jest warsztat pisarski. Jestem świadomy, że wiele moich wierszy było słabych albo nawet kiczowatych. Dlatego kiedyś z bólem serca i po męczącej selekcji spaliłem aż 70% moich wierszy. Nie zostawiłem żadnych kopii.

Zupełnie inaczej wygląda sprawa z postami na blogu. Z większości z nich jestem zadowolony. Gdybym musiał któreś usunąć, to byłoby ich kilka, a napisałem 186. Ale nie będę żadnego usuwał, bo są pod nimi komentarze. Wasze komentarze.
Jeśli chodzi o warsztat, to tematy postów i ich ogólny zarys wymyślam w najróżniejszych miejscach. Ale chyba najczęściej lubię je wymyślać, gdy idę. Nieważne, czy jest to leniwy spacer po lesie czy szybki marsz na zakupy przy ruchliwej ulicy.
Moje wpisy celowo są krótkie. Lubię rzucić jakiś temat i dać Wam możliwość własnej interpretacji oraz pole do dyskusji.

A co do książki, to który z blogerów nie marzy, by ją wydać. Ale marzenia a rzeczywistość to czasami dwie zupełnie inne sprawy.

9 kwietnia 2017

Internetowy terror posiadania dzieci

Nie, nie chodzi mi o partię rządzącą i jej program 500 plus mający zachęcać Polki i Polaków do tworzenia większej ilości dzieci. Nie chodzi mi nawet o konserwatywne ciotki i babcie wypytujące podczas każdych świąt i spotkań rodzinnych o to, kiedy w końcu weźmiecie ślub i będziecie mieli dzieci.

Mam na myśli głównie terror internetowy. Niektórym użytkownikom, a przede wszystkim użytkowniczkom po prostu odjebało. Po urodzeniu dzieci nagle jakby przestały istnieć. Zniknęło ich wykształcenie, ich praca zawodowa, ich pasje, ich znajomi. Liczą się tylko dzieci. Ich twarze na zdjęciach profilowych zastąpiły zdjęcia dzieci. Ich profile są ciągle zasypywane zdjęciami dzieci. Aż chce się wymiotować.

Rozumiem, że posiadanie dziecka to wielkie szczęście. Ogromne szczęście. Wiem to z własnego doświadczenia, bo kilka miesięcy temu po raz pierwszy zostałem ojcem. Oczywiście bycie ojcem a matką to dwa zupełnie inne stany świadomości. Ale myślę też o kobietach, które poroniły raz albo nawet kilka razy. Myślę też o parach, które starają się o poczęcie dziecka od kilkunastu miesięcy albo nawet kilku lat.