12 stycznia 2018

Jakie macie pasje?

Moją największą pasją jest czytanie książek. Ta pasja trwa już kilkanaście lat i myślę, że nigdy się nie skończy. W końcu nawet osiedlowe i dzielnicowe biblioteki oferuję setki ciekawych i nowych książek. Dzięki temu mogę czytać kilkadziesiąt pozycji rocznie.
 
Kolejną pasją jest aktywność fizyczna. Lubię spacerować, lubię jeździć na rowerze, lubię ćwiczyć w klubie fitness. Miałem też kilkumiesięczny epizod, gdy chodziłem regularnie na basen, ale pływanie jest dla mnie zbyt monotonne. Miałem kilkumiesięczny epizod biegania, ale doznałem kontuzji i musiałem z bólem zrezygnować.
 
Moją niespełnioną pasją jest podróżowanie. Marzę o podróżach zarówno bliskich, jak i dalekich. Z różnych powodów ta pasja jest tylko w sferze marzeń i planów na przyszłość. Mam nadzieję, że najbliższą przyszłość.
 
A jakie są Wasze pasje?

31 grudnia 2017

Podsumowanie 2017 roku. Plany na 2018

Nie lubię robić podsumowań roku. Bo każdy Sylwester przybliża do wnętrza złowieszczo pojemnej ziemi. Ale na moim blogu podsumowanie roku to już kilkuletnia tradycja, dlatego spełniam swój obowiązek.

W 2017 roku przeczytałem aż 79 książek. Nie wiem, ile średnio czytałem przed 2015 rokiem (od tamtego roku zacząłem zapisywać przeczytane książki), ale z pewnością jest to mój rekord czytelniczy. Sam jestem zaskoczony tak dużą liczbą książek. Sama ilość nie jest jednak obiektywna, bo jest ogromna różnica między tomikiem zawierającym 40 wierszy a 500-stronną powieścią napisaną małą czcionką. Na mojej liście są zarówno niewielkie tomiki poetyckie, jak i pozycje prozy sporych rozmiarów.

Zawsze jest tak, że coś odbywa się kosztem czegoś. Zawsze. W 2017 roku przeczytałem rekordową liczbę książek, ale z kolei na blogu pojawiło się rekordowo mało postów. 
Przez pierwsze kilkadziesiąt miesięcy blog był moją największą pasją. Nie mogłem bez niego żyć. Teraz dalej go lubię, ale jesteśmy trochę jak długoletnie małżeństwo. Brakuje tego ognia.

Jakie mam plany na 2018 rok?

Jednym z głównych planów jest nauczenie się angielskiego, tak żeby swobodniej się nim posługiwać. Miałem angielski w liceum i na początku studiów, ale uczyłem się go tylko na tyle, by dostać określoną ocenę i zaliczyć następny semestr. Teraz tego żałuję.
Nie pracowałem nigdy za granicą, a to też ma ogromne znaczenie w posługiwaniu się obcym językiem. Mam spore zaległości, ale postaram się je nadrobić. Wtedy mógłbym starać się o lepszą pracę, co byłoby kolejnym celem na przyszły rok.

Życzę Wam wszystkim realizacji marzeń w nowym roku :)

20 grudnia 2017

Praca w korpo, czyli współczesne niewolnictwo

Pracowałem kiedyś w korporacji. Na początku wydawało mi się, że jest to praca marzeń. Ściśle określony czas pracy, od poniedziałku do piątku, od 8.00 do 16.00, wszystkie weekendy wolne. Pensja co prawda tylko 1.500 zł na miesiąc, ale szefowie zapewniali, że premie za dobre wyniki wynoszą nawet 3.000 zł na rękę miesięcznie. Nie ukrywam, że byłem tym mocno podjarany.

Już po kilku dniach pracy przeżyłem brutalne zderzenie z rzeczywistością. Podczas rozmów z innymi pracownikami dowiedziałem się, że wysokie premie rzeczywiście są osiągalne, ale tylko w teorii. Bo można obsługiwać klientów na bardzo wysokim poziomie, ale nie wyrobić miesięcznej normy sprzedaży i już jest po premii. Albo odwrotnie - można robić świetne wyniki sprzedażowe za kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie, ale dostać minusy za złą jakość rozmów telefonicznych i też nie dostaniemy premii. Najgorsze jest to, że możemy stracić premię za zbyt małą ilość rozmów telefonicznych i wysłanych mejlów w danym miesiącu. Czyli tak naprawdę premię można stracić za wszystko.

Gdy dowiedziałem się jak wygląda system premiowy w tej firmie, moja motywacja spadła prawie do zera. Ale okazało się, że może być jeszcze gorzej. Dla mnie najgorsze było korporacyjne słowo "asap" (as soon as possible). Chociaż ani razu nie było ono użyte wprost, to atmosfera w budynku była nim przepełniona. To niewypowiadane słowo było gorsze od dymu tytoniowego, który wypełniał komunistyczne fabryki i urzędy. Od tego niewypowiadanego słowa robiło mi się niedobrze.
Bo jak wytłumaczyć to, że szef wysyła "bardzo ważne mejle" z "bardzo ważnymi zadaniami" do wykonania. I tak kilka razy dziennie. Oczywiście zadania trzeba wykonywać bez zbędnej zwłoki i meldować szefowi o ich efektach. Oczywiście wykonując te jakże ważne zadania, nie można zaniedbywać swoich podstawowych obowiązków. Bo jeśli wykonamy zbyt małą ilość telefonów albo wyślemy za mało mejlów, to pod koniec dnia pracy szef poinformuje nas o tym w mejlu. Napisze, że powinniśmy się wstydzić takich wyników.
Towarzysz Stalin mawiał, że kontrola jest najwyższą formą zaufania. Widocznie to zdanie jest mottem wielu dyrektorów i kierowników w korporacjach.

10 listopada 2017

Bezrobocie rekordowo niskie, a trudno znaleźć dobrą pracę

Bezrobocie jest najniższe od 26 lat i wynosi tylko 6,6%!! Rząd słusznie się tym chwali, chociaż największa w tym zasługa milionów Polaków, którzy od lat pracują za granicą i wysyłają pieniądze swoim rodzinom w Polsce.
Bezrobocie jest rekordowo niskie, mamy więc rynek pracownika. To prawda. Ale prawdą jest też to, że pracę najłatwiej jest znaleźć ludziom mającym niskie wykształcenie i słabe doświadczenie zawodowe albo wybitnym specjalistom, znającym biegle kilka języków obcych. A cała reszta, czyli zdecydowana większość ludzi w Polsce, pracuje poniżej swoich kwalifikacji i doświadczenia.
Najłatwiej jest znaleźć pracę w sklepie spożywczym albo w telemarketingu. Niskopłatną i stresującą. Z drugiej strony mamy ogromny popyt na informatyków i kierowców kategorii C+E. 
Ja bym się cieszył, gdybym pracował w biurze na umowie o pracę od poniedziałku do piątku, od 08.00 do 16.00, za 3.000 zł. Na razie ciągle szukam takiej pracy..

10 października 2017

Lubię harmonię i minimalizm

Chciałbym jeździć nowoczesnym terenowym samochodem za kilkaset tysięcy. Chciałbym mieszkać w 100-metrowym apartamencie z widokiem na morze w nowoczesnym budynku.
A nie skończyłem studiów prawniczych ani medycznych. Nie pracuję też po kilkanaście godzin na dobę. 

Chciałbym mieć miliony wyświetleń na blogu, tysiące obserwatorów i setki komentarzy. 
A rzadko dodaję posty, rzadko komentuję inne blogi, nie dodaję zdjęć, a jeśli dodaję, to są one mocno przeciętne.

Skąd tak ogromna rozbieżność pomiędzy marzeniami a rzeczywistością? Otóż uwielbiam leżeć na łóżku i czytać książki. Nie wymaga to zbyt dużego wysiłku (poza intelektualnym), a pozwala przenieść się w świat podróży i zdobywania świata bez wychodzenia z domu. 

Przyznaję, że jestem zbyt leniwy i może zbyt mało ambitny. Ale jest też inny powód mojego minimalizmu. Po prostu lubię harmonię. Bardzo lubię harmonię i porządek. Może dlatego nigdy nie ciągnęło mnie do narkotyków, nawet do trawki. Może dlatego nigdy nie paliłem papierosów (poza kilkoma, gdy byłem nastolatkiem). Może dlatego nigdy nie byłem w kasynie. Nie uprawiałem też seksu z facetem ani w trójkącie.
Mój minimalizm pozwala mi też dobrze gospodarować czasem. Dlatego albo angażuję się w coś na sto procent, albo z tego rezygnuję. Dlatego zrezygnowałem z treningów sztuk walki albo z działalności w organizacji pozarządowej, mimo że w obu przypadkach byłem jednym z najbardziej zaangażowanych uczestników. Myślę, że nie można angażować się w tysiącach miejsc i robić to dobrze. Jesteśmy tylko ludźmi, a doba ma tylko 24 godziny. Czasami lepiej wybrać jakość i harmonię, a nie ilość i chaos.

25 września 2017

Pasja, której nie realizuję - podróżowanie


Podróżowanie często jest formą ucieczki. Ucieczki od nieudanego związku czy małżeństwa. Ucieczki od obowiązków rodzicielskich, ucieczki przed samotnością i myśleniem. Bo myślenie boli. Naprawdę.
Jestem pewien, że wielu kierowców ciężarówek i marynarzy nie pracuje tylko dla pieniędzy i przyjemności. Jestem pewien, że wielu himalaistów nie zdobywa ośmiotysięczników tylko dlatego, że lubi się wspinać.

Na szczęście podróże uczą też zupełnie innego spojrzenia na życie i ludzi wokół nas. Bardziej życzliwego spojrzenia. Bo okazuje się, że obcy ludzie, często niezbyt zamożni, zapewniają nam darmowy nocleg, smaczne jedzenie i dobrze schłodzony alkohol. Okazuje się, że na szlaku można porozmawiać z obcymi ludźmi jakby znało się ich od wielu lat.
Podróże uczą też bardziej życzliwego spojrzenia na Polskę. Bo patrząc na stan dróg na Ukrainie, przestrzeganie praw obywatelskich w Rosji czy śmieci na greckich chodnikach, nasz kraj wydaje się naprawdę przyjazny.
Syberyjska temperatura wynosząca -50 stopni Celsjusza i kilkumetrowa warstwa śniegu oraz plus 50 stopni na Saharze, przy wilgotności powietrza poniżej 20%, pozwalają stwierdzić, że polska pogoda wcale nie jest najgorsza na świecie.

Na koniec jedna z moich ulubionych złotych myśli. Mark Twain: "Za 20 lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj."

3 września 2017

Wyjście ze strefy komfortu

Często ludzie wychodzą ze strefy komfortu dopiero wtedy gdy ich życie zaczyna się sypać albo nawet wisieć na włosku.
Niektórzy narkomani zaczynają się leczyć dopiero po przymusowym pobycie w szpitalu psychiatrycznym, a alkoholicy po utracie prawa jazdy za kierowanie po wypiciu pół litra wódki. Inni zaczynają się odchudzać dopiero po przekroczeniu magicznej liczby 100 kg na wadze.
Strasznie trudno jest zmusić się do chodzenia po schodach na 7 piętro albo biegania, gdy nie mamy nadwagi, a pogoda jest, jak to w Polsce, mocno zmienna.
Strasznie trudno jest zdecydować się na zmianę pracy, gdy mamy umowę na stałe, pracujemy od 10 lat w tej samej firmie, nie zarabiamy dużo, ale nie jest to też najniższa krajowa. Mimo że praca jest monotonna, nierozwijająca, stresująca, to często tkwimy w niej przez długie lata.

Często budzimy się z ręką w nocniku, bo okazuje się, że mamy raka płuc z powodu palenia albo marskość wątroby spowodowaną przez alkohol. Często żałujemy, że nie zdążyliśmy z kimś porozmawiać, kogoś o coś zapytać, z kimś się pogodzić, bo ten ktoś już umarł albo wyjechał na inny kontynent.
Czasami okazuje się, że musimy zrobić kanałowo 8 zębów, za które zapłacimy równowartość kilkuletniego samochodu. Tylko dlatego że baliśmy się chodzić do dentysty i nie robiliśmy tego od lat.